Skoki narciarskie. Jak przegraliśmy sezon

Zdrowa, wewnętrzna rywalizacja zmieniła się w wojnę domową, a trener, który prowadził skoczków do medali wielkich imprez przestał być autorytetem. Razem z ludźmi będącymi wewnątrz polskich skoków narciarskich próbujemy zrozumieć, dlaczego zakończony sezon był najgorszym dla nas od wielu lat
Na mistrzostwach świata w lotach narciarskich Kamil Stoch przepadł w kwalifikacjach. W Turnieju Czterech Skoczni zajął dopiero 23. miejsce, w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata uplasował się na 22. pozycji. Podwójny mistrz olimpijski i mistrz świata, zdobywca Kryształowej Kuli, który aż pięć poprzednich sezonów kończył w czołowej "10", tej zimy zaledwie trzy z 26 startów skończył w Top 10. Dokładnie tyle samo razy nie kwalifikował się do konkursowej "50", dokładnie tyle samo razy nie zdołał przebrnąć do finałowej "30". Chcąc podsumować zimę 2015/2016 najlepiej robić to, patrząc na Stocha. Bo to wciąż nasz najlepszy zawodnik. As kadry A prowadzonej przez Łukasza Kruczka, czyli trenera, który po zdobyciu dwóch złotych medali olimpijskich, złota i dwóch brązów mistrzostw świata oraz Kryształowej Kuli, żegna się z polskimi skokami. As kadry, która teraz w całości zawiodła. Dlaczego tak się stało? Dlaczego honor ratować musieli zawodnicy kadry B? Dlaczego praktycznie jedynymi momentami radości dla kibiców były wyskoki debiutanta Andrzeja Stękały, pojedyncze udane występy Dawida Kubackiego i Macieja Kota oraz sukcesy Stefana Huli, którego trener Maciej Maciusiak nieoczekiwanie poprowadził do najlepszego sezonu w karierze?

Wojna domowa

Po pierwszych nieudanych startach Polaków w PŚ szukaliśmy przyczyn tradycyjnego już słabego wejścia w sezon. Wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego Andrzej Wąsowicz zdradzał w rozmowie ze Sport.pl, że nasi zawodnicy przed przystąpieniem do rywalizacji nie oddali ani jednego skoku na śniegu. - Spróbowaliśmy czegoś nowego, zaryzykowaliśmy. Rozmawialiśmy ze skoczkami i żaden nie mówi, że to mu zaszkodziło - zapewniał asystent Kruczka, Zbigniew Klimowski (Kruczek już wtedy unikał dziennikarzy). - Skoczkowie mówią, że czują się niepewnie z tym, że nie oskakali się na śniegu. To był błąd - twierdził z kolei prowadzący kadrę B Maciusiak. Taka różnica zdań między grupami to codzienność.

- Byłem przy tym, jak przed sezonem wszyscy chłopcy bardzo dobrze skakali na torach lodowych. Ale po powrocie do kraju wymyślono wewnętrzne eliminacje w Wiśle do kadry na inaugurację Pucharu Świata. To był pomysł Łukasza Kruczka. Trzy dni skakania na porcelanowych torach bardzo odbiły się na wejściu w sezon - mówi nasz międzynarodowy sędzia, Ryszard Guńka.

O tym, że zdrowa, wewnętrzna rywalizacja jakiś czas temu przerodziła się w wojnę domową mówią wszyscy. - Źle się stało, że kadry A i B tak mocno zaczęły ze sobą walczyć. Po przejściach w jedną albo w drugą stronę koledzy przestali się traktować z taką serdecznością, jak kiedyś, a trenerzy poszli zupełnie różnymi drogami - mówi Krzysztof Murańka, ojciec Klemensa Murańki. - Wiem, że od pewnego momentu oni spotykali się tylko na sprawdzianach na skoczni. Poza tym mogli jeszcze razem zagrać w siatkówkę, żeby się rozgrzać. A tak każdy trener przygotował swój własny plan, oba oddzielnie akceptował PZN, współpracy nie było - uzupełnia Guńka.

Za to, niestety, były konflikty. Już w grudniu okazało się, że w lepszej formie są skoczkowie Maciusiaka i już wtedy to oni zaczęli stanowić większość w kadrze startującej w Pucharze Świata. Kruczek nie zamierzał w związku z tym ustępować Maciusiakowi swojego miejsca, ten może nie oczekiwał, że z dnia na dzień stanie się szkoleniowcem głównym, ale miał poczucie, że powinien być na Pucharze Świata, a nie na Pucharze Kontynentalnym. - Wszyscy wiemy, że Kamil był bardzo związany z Kruczkiem, że go potrzebował, ale chore są takie sytuacje, że Kruczek upiera się, że on leci, a Maciusiak nie może, choć powinien ze względu na całą resztę kadry. Byłem w Sapporo, osobiście widziałem, jakie z tego się rodzą niesnaski, jak to psuje atmosferę - opowiada Edward Przybyła, międzynarodowy sędzia. - Pod tym względem dobrze było tylko do Engelbergu. Później Maciek usłyszał od swoich skoczków "odpuszczasz nas, nie walczysz", więc musiał mocniej stanąć za swoimi zawodnikami, a Kruczek nie chciał ustąpić - uzupełnia Guńka.

Prezesi Wąsowicz i Apoloniusz Tajner od dawna przyznają, że relacje między trenerami są chłodne. Szkoda, że rok temu zamiast reagować zaprzeczali, gdy już w trakcie MŚ w Falun pisaliśmy, że atmosfera w szerokiej grupie wyraźnie się psuje.

Rafał Kot, były fizjoterapeuta kadry, a prywatnie ojciec Macieja Kota, sugeruje, że PZN przyłożył do tego rękę. - Jest w kadrze takie poczucie, że związek dba o jednego zawodnika. Teraz też długo zanosiło się na to, że Kamilowi Stochowi zbuduje się sztab, da mu się oddzielnego trenera, a resztę się zostawi z Maćkiem Maciusiakiem. Zresztą, już po poprzednim sezonie Łukasz chciał trenować tylko Kamila. Pocztą pantoflową dowiedziałem się, że na nowy układ nie zgodził się wtedy Kamil - mówi Kot.

Zabrakło silnej ręki

Wewnętrzne piekiełko i trudny do nazwania po imieniu błąd w przygotowaniach do sezonu to ewidentnie tylko część problemów Kruczka i jego ludzi. Błędy zostały popełnione też w sferze mentalnej. Trudno wyobrazić sobie, że nowy trener, najpewniej Stefan Horngacher, będzie tolerował przedziwną pozycję dojazdową Piotra Żyły. Kruczek od lat mówił, że przez zły dojazd do progu Żyła nie wykorzystuje swoich możliwości, ale też przyznawał, że do zmiany nawyków zawodnika przekonać nie potrafi. Czy trener nie powinien postawić skoczka przed wyborem: "wypełniasz moje polecenia albo odsuwam cię od kadry"? - Na początku sezonu Jasiek Ziobro powiedział Kruczkowi w oczy pod szatnią, przy wszystkich zawodnikach tak: "trenerze, jak byłem w kadrze B, to wygrałem Puchar Świata w Engelbergu, byłem na podium, regularnie punktowałem. Przeszedłem do ciebie, do kadry A i zamiast iść do przodu, to idę do tyłu. Ja mam swoją firmę, ze skoków nie żyję. Jak mam skakać w Pucharze Świata na 40. miejsca, to wolę nigdzie nie jeździć - opowiada Przybyła o zachowaniu skoczka ze swojego klubu, WKS-u Zakopane. Ziobro przemówił w taki sposób nie po raz pierwszy. W efekcie przez jakiś czas trenował pod okiem Piotra Fijasa, któremu ufa najmocniej, ale po kilku tygodniach Kruczek przywrócił go do składu. Może to dobrze, że nie jest pamiętliwy, ale czy dla przykładu nie powinien czasem uderzyć pięścią w stół?

- Nie potrafi tego zrobić. Na mistrzostwach Polski nie mamy systemu pomiaru wiatru, który jest na naszych skoczniach montowany na zawody Pucharu Świata. Przez to do nas, do sędziów, są pretensje, że ktoś został puszczony w złych warunkach, nawet niebezpiecznych. Temat wraca przy każdych kolejnych mistrzostwach kraju. Nasze rozmowy wyglądają tak:

- "Łukasz, miałeś sobie tego systemu zażyczyć. Przecież ty masz mistrza olimpijskiego, nie odmówią ci"

- "No tak, ale wie pan "

- "Nie, nie wiem" - opowiada Przybyła. - Generalnie nic do Łukasza nie mam, znamy się i lubimy i z nim, i z jego ojcem. Ale on powinien być bardziej stanowczy. Wielu spraw nie potrafił do końca dograć - dodaje.

Sędzia przytacza jeszcze jedną sytuację. - W Sapporo nie mogłem spać, źle zniosłem zmianę strefy czasowej. Dlatego na śniadania w hotelu schodziłem już o godz. 6.30 i tak siedziałem, piłem kawę, coś czytałem. Widziałem, że Słoweńcy przychodzą 15 minut po mnie, szybko zjadają i już są gotowi do działania. A nasi zawodnicy pojawiali się około 9 i ziewali. Niestety, Łukasz nie umiał ich przycisnąć.

W obronie skoczków występuje Guńka. - Edek Przybyła nie powinien o takich sprawach mówić. To incydent. Nasi zawodnicy to zawodowcy, zarabiają duże pieniądze, przygotowują się, są ambitni - przekonuje. Ale Przybyła nie ustępuje. - Przypominam Adama Małysza. On na treningi musiał jeździć z Wisły do Zakopanego, bo u siebie nie miał skoczni. To ponad dwie godziny w aucie w jedną stronę. Z pełną koncentracją. A później maksymalna koncentracja na skoczni i powrót. Chłopak musiał być psychicznie wykończony. Teraz niektórym zrobiło się za dobrze - mówi.

Skoczkowie czy sztangiści?

Przyjmijmy - co szczególnie ryzykowne chyba nie jest - że i Kruczek, i skoczkowie robili jednak wszystko, żeby miniona zima była udana. Że do jej rozpoczęcia szykowali się tak, by nie powtórzyć błędów z poprzednich lat. Dlaczego więc zaczęli słabo jak zwykle, a później - inaczej niż w kilku wcześniejszych przypadkach - nie potrafili naprawić sytuacji? Jakie błędy w sztuce czy, jak kto woli, rzemiośle zostały popełnione?

- Kruczka trzeba cenić, szanować za to, co zrobił. Zawsze jak go spotkam, to mu się ukłonię. Ale w dwóch ostatnich latach całkiem się pogubił i wszystkich pociągnął w dół. Przecież już rok temu było źle, brązowy medal drużyny na MŚ w Falun zamazał obraz. A ten sezon nie był słaby, tylko katastrofalny. Gdyby nie chłopaki z kadry B, to nasze skoki by nie istniały - mówi Murańka. - Serce mnie bolało, jak na starty syna czekałem, denerwując się czy się chłopak zakwalifikuje do konkursu, a Daniel Andre Tande i Johann Andre Forfang wskakiwali na podium. Przecież z tymi Norwegami mój Klimek niedawno wygrywał, to są jego rówieśnicy - dodaje. - Łukasz chyba zapomniał, że prowadzi skoczków, a nie ciężarowców. Pytam Klimka: "co dziś robiłeś"? A on mówi, że pracował na siłowni. Rozmawiamy następnego dnia, on znów mówi o siłowni, w końcu spotykamy się w domu, patrzę, a on robi sto przysiadów na jednej nodze, zaraz sto na drugiej. Pytam po co, on mówi, że trener kazał. Co z tego, że jest moc, jak szybkości nie ma i na progu nijak nie można się wstrzelić? - pyta Murańka.

- Zawalone przygotowania najbardziej było widać po Kamilu. On przez cały sezon skakał powtarzalnie. Powtarzalnie źle. Brakowało mu dynamiki, rzucał się na progu, a nie odbijał, leciał najniżej ze wszystkich z szerokiej czołówki. My, trenerzy klubowi, bo poza mną też Szturc, Jarząbek, Długopolski, Trebunia-Tutka i jeszcze inni, to widzieliśmy - mówi Przybyła. - Trenerzy klubowi mówią, że Łukasz przesadził z siłą? - pyta Michał Wilk, konsultant wszystkich naszych kadr w zakresie treningu motorycznego. - W Polsce jest mnóstwo specjalistów od piłki nożnej, medycyny i widocznie też od skoków narciarskich. Grupa Maćka Maciusiaka trenowała mocniej niż grupa Łukasza Kruczka, więc gdyby było coś nie tak, to w kadrze B. Z siłą i motoryką jest o tyle prosta sprawa, że w każdej chwili można na platformie pomiarowej sprawdzić, jak jest. Zawodnik wchodzi i widzimy, czy moc generuje, w którym momencie, w której fazie, czy czas jest optymalny itd. U niektórych zawodników te wartości są bardzo dobre, lepsze niż bywały w poprzednich latach - tłumaczy specjalista. - Trzeba wiedzieć, że trening siły mięśniowej to jest bardzo szerokie pojęcie. Może być trening siły mięśniowej regeneracyjny, mocny, kształtujący, podtrzymujący. Zawodnik w tygodniu może robić dwie lekkie i dwie ciężkie jednostki, a ktoś z boku może ocenić, że to cztery jednostki treningu siłowego i stwierdzić, że to za dużo - dodaje Wilk. - Przez cały sezon wiele dyskutowaliśmy, ja zawsze szukam błędów u siebie, ale to nie przez problem z motoryką wyniki były poniżej oczekiwań. Nawet jak ktoś generuje bardzo dobrą moc, to technicznie może nie umieć tego zagospodarować. Technika i przede wszystkim psychika: to są klucze do skoków narciarskich - kończy trener.







Więcej o:
  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Stefan Kraft 1613
    2 Karl Geiger 1495
    3 Dawid Kubacki 1131
    4 Ryoyu Kobayashi 1099
    5 Kamil Stoch 895
    6 Marius Lindvik 834
    7 Stephan Leyhe 828
    8 Daniel Andre Tande 695
    9 Peter Prevc 644
    10 Piotr Żyła 604
    37 Jakub Wolny 58
    43 Maciej Kot 37
    46 Stefan Hula 31
    51 Aleksander Zniszczoł 18
    61 Klemens Murańka 8

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Austria 4720
    2 Niemcy 4578
    3 Norwegia 3975
    4 Polska 3832
    5 Słowenia 3437
    6 Japonia 3123
    7 Szwajcaria 698
    8 Czechy 335
    9 Finlandia 229
    10 Rosja 155
    11 Bułgaria 48
    12 Kanada 20
    13 USA 14
    14 Estonia 11
    15 Kazachstan 9
    16 Włochy 0
    16 Korea 0
    16 Ukraina 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Dawid Kubacki 1131.6
    2 Marius Lindvik 1111
    3 Karl Geiger 1108.4
    4 Ryoyu Kobayashi 1096
    5 Stefan Kraft 1086
    6 Johann Andre Forfang 1051
    7 Domen Prevc 1050.9
    8 Peter Prevc 1048.8
    9 Daiki Ito 1039
    10 Stephan Leyhe 1037.5
    13 Kamil Stoch 1023.6
    14 Piotr Żyła 1016.7
    31 Maciej Kot 571.9
    35 Stefan Hula 506

    • Lider turnieju