MŚ w lotach narciarskich. Wąsowicz: to kompromitacja

- Byłem, widziałem, wyglądało to zupełnie dobrze - mówi wiceprezes PZN Andrzej Wąsowicz o niedawnych treningach Kamila Stocha, Piotra Żyły i Klemensa Murańki w Szczyrku i Wiśle. - Dopiero co byli zadowoleni, a tu w wynikach dalej nic. To, co się stało w Austrii, to kompromitacja - dodaje, myśląc o kwalifikacjach do piątkowo-sobotniego konkursu mistrzostw świata w lotach. Awansu do zawodów nie wywalczył Kamil Stoch. Relacja na żywo w Sport.pl w piątek o godz. 13
Zaledwie 134,5 m na obiekcie, na którym skoczkowie tej klasy powinni regularnie przekraczać 200. metr - to wynik Stocha z kwalifikacji. Z dziennikarzami obecnymi pod skocznią podwójny mistrz olimpijski nie chciał rozmawiać. Telefonów nie odbierają trener kadry Łukasz Kruczek i prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, nieuchwytny jest też brązowy medalista MŚ w lotach z 1979 roku, a obecnie pracujący z kadrą juniorów Piotr Fijas. Jan Szturc, który świetnie zna wszystkich naszych skoczków, tłumaczy, że niezręcznie mówić mu o nich, bo teraz prowadzi kadrę kombinatorów norweskich i to na nich chce się skoncentrować.

Nie po raz pierwszy tej zimy jedynym człowiekiem związanym z kadrą skoczków, który nie chowa się w trudnym momencie jest wiceprezes PZN, Andrzej Wąsowicz. To od prawej ręki Tajnera dowiedzieliśmy się m.in., że w trakcie Turnieju Czterech Skoczni bardzo słabo spisujący się Polacy startowali do końca, by wypełnić zobowiązania sponsorskie. Po tej imprezie na Puchar Świata do Willingen nie pojechali m.in. Stoch i Piotr Żyła. Po treningach w Szczyrku i w Wiśle mieli być w najlepszej formie w bieżącym sezonie. Tymczasem Żyła po dwóch seriach treningowych nie został wystawiony do kwalifikacji, bo był najsłabszym z pięciu Polaków. A Stoch w gronie 35 zawodników walczących o awans do piątkowo-sobotnich zawodów zajął 32. miejsce (pierwsza dziesiątka PŚ kwalifikować się nie musiała). Oczywiście, że miał pecha do warunków pogodowych. Ale też nie oszukujmy się, że gdyby awansował, walczyłby o miejsce w czołówce. W treningach był 32. i 27. (180,5 i 176 m, podczas gdy najlepsi odlatywali poza 220., a nawet 230. metr). Na mamucie w Bad Mitterndorf potwierdziło się to, co o skokach wiadomo od dawna - że im większa skocznia, tym większe różnice między zawodnikami w formie i tymi, którzy w formie tylko chcieliby być.

- O Boże... Jestem okropnie zły i nie będę niczego komentować - rzucił Wąsowicz na "dzień dobry". - Po prostu nie mam ochoty o tym rozmawiać. Nie rozumiem tego wszystkiego - dodał.

Wiceprezes PZN potwierdza informacje, jakie na temat treningów w Szczyrku i Wiśle przekazywali i Stoch, i Kruczek. - Byłem, widziałem, wyglądało to zupełnie dobrze. Szlag mnie trafia, bo dopiero co byli zadowoleni, że tak im przygotowaliśmy obiekty i potrenowali jak trzeba, a tu w wynikach dalej nic. Wszystko obróciło się wniwecz. Według mnie to, co się stało w Austrii, to kompromitacja - kończy Wąsowicz.

W składającym się z czterech serii (dwie w piątek i dwie sobotę) konkursie indywidualnym Polskę będą reprezentować szósty w kwalifikacjach (sklasyfikowani zostali tylko zawodnicy spoza czołowej "10" Pucharu Świata, bo ona awans miała z góry zapewniony) Dawid Kubacki (202 m), 12. Murańka (196 m) i 18. Stefan Hula (170 m). Możliwe, że w niedzielnej "drużynówce" razem z nimi wystąpi Żyła, a Stoch wróci do Polski, by dalej trenować.





Podobno każdy zna się na skokach. A ty? Sprawdź się!