PŚ w Planicy. Kto zepsuł "drużynówkę"?

W serii próbnej w niemal idealnej pogodzie Kamil Stoch pobił rekord Polski w długości skoku, lądując na 238. metrze. Później wiatr pozwolił rozegrać tylko jedną serię konkursu drużynowego, którą zepsuli sędziowie. Polacy w składzie Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka i Stoch zajęli czwarte miejsce. W niedzielę ostatnie zawody sezonu. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 10.
Słoweńcy wygrali, a Peter Prevc znów okazał się lepszy w bezpośrednim pojedynku z Severinem Freundem, z którym w niedzielę stoczy walkę o Kryształową Kulę (traci do Niemca 44 pkt). Dla gospodarzy sobota była udana. Ale mogła być świetna dla wszystkich, gdyby lepiej spisali się ludzie odpowiedzialni za przebieg zawodów.

Zniszczony Zniszczoł

Na pewno przedstawiciele Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) nie mieli łatwego zadania. Momentami wiało tak mocno, że prawie przewracały się stojące na zeskoku siatki chroniące zawodników przed wiatrem. Przez podmuchy od 0,58 do 2,52 m/s pod narty jury musiało raz po raz zmieniać belkę startową. Szkoda tylko, że zbyt często robiło to w nieodpowiednich momentach.

Najgorsze warunki w jedynej konkursowej serii miał Jarkko Maeaettae. Finowi za wiatr odjęto tylko 8,4 pkt. Zawodnik rozpoczynający konkurs osiągnął 196 m, startował z dziewiątej belki, na progu miał prędkość 104,3 km/h. Niewiele lepsze warunki miał startujący w drugiej grupie Aleksander Zniszczoł. Jemu odjęto od noty 9,8 pkt za wiatr o sile 0,68 m/s. Sędziowie popełnili duży błąd, puszczając naszego zawodnika z czwartej belki. Z prędkością 100,8 km/h na progu przy tak słabym wietrze skoczek Łukasza Kruczka był skazany na krótki lot. Osiągając tylko 149,5 m, Zniszczoł pogrzebał szanse Polaków na podium.

Z belki numer cztery swoje skoki oddało w sumie 12 z 32 startujących. W tej stawce drugim po Zniszczole skoczkiem z najmniej korzystnym wiatrem był Markus Eisenbichler. Niemiec z podmuchami uśrednionymi do 1,32 m/s (minus 19 pkt) doleciał do 169. metra. I - jak Polak - był w swojej drużynie tym człowiekiem, który uniemożliwił jej walkę o miejsce w najlepszej "trójce" (Niemcy skończyli zawody na szóstej pozycji).

O tym, jak ważny był w sobotę wiatr, niech świadczy wynik Japonii. Startujący w jej barwach jako ostatni Noriaki Kasai z podmuchami uśrednionymi do 0,60 m/s pod narty (minus 8,6 pkt) uzyskał tylko 172,5 m i "zrzucił" swój zespół z czwartego na piąte miejsce. Znakomity skoczek nie poradził sobie, mimo że ruszał z szóstej belki, a nie z czwartej jak Zniszczoł czy Eisenbichler. Z "czwórki" odlecieć było trudno nawet innemu czołowemu skoczkowi świata Romanowi Koudelce, który uzyskał zaledwie 159. m, choć jemu wiało dość mocno - z prędkością 1,67 m/s (minus 24 pkt).

Po co przerwa przed Stochem?

Osoby odpowiedzialne za przebieg konkursu zepsuły też serię skoków najlepszych zawodników poszczególnych ekip. Przy stosunkowo słabym wietrze pod narty odlecieć na miarę swoich możliwości nie był w stanie żaden z bohaterów sezonu. Peter Prevc, który w piątek pobił rekord Letalnicy, osiągając 248,5 m, tym razem lądował o 30 metrów bliżej (wiatr 0,78 m/s, minus 11,2 pkt), o pół metra gorszy był Stoch (0,85 m/s, minus 12,2 pkt), a poza wspomnianym już Kasaim bardzo rozczarowani byli też Gregor Schlierenzauer (195,5 m, 0,80 m/s, minus 11,5 pkt) i Rune Velta (199 m, 1,24 m/s, minus 17,9 pkt). Dobre warunki mieli w tej grupie tylko kończący ją Severin Freund (220 m, 2,17 m/s, minus 31,2 pkt) oraz startujący na początku Janne Ahonen (189 m, 1,93 m/s, minus 27,8) i Jan Matura (211 m, 2,31, minus 33,3). Fin i Czech jechali jeszcze z czwartej belki startowej. Szkoda, że po nich postanowiono zrobić trwającą ok. 10 minut przerwę przed startem Stocha. Po niej wiatr wyraźnie ucichł, czego w żaden sposób zrekompensować zawodnikom nie było w stanie wydłużenie rozbiegu do pozycji numer sześć.

Po sobotnich manewrach z belką na jeszcze trudniejszy dzień jury, organizatorzy, a razem z nimi kibice muszą szykować się w niedzielę. Według prognoz pogoda podczas konkursu kończącego sezon ma być jeszcze bardziej kapryśna, a my znów przekonaliśmy się, że w takich warunkach ludzie prowadzący zawody mocno się gubią.