MŚ w Falun. Ammann wraca na skocznię po koszmarnym upadku

- Nie chcę mówić o tamtym upadku. To był dla mnie bardzo trudny okres. Zamierzam w Falun wystartować w konkursie na skoczni normalnej. A potem zobaczymy. Może będę w stanie rywalizować również na skoczni dużej - mówi czterokrotny mistrz olimpijski Simon Ammann. Szwajcar wraca po koszmarnym upadku ze stycznia w Bischofshofen.
6 stycznia w konkursie Turnieju Czterech Skoczni Ammann poleciał na 136 metrów, ale przy lądowaniu rozjechały mu się narty, uderzył o zeskok głową i stracił przytomność. Odzyskał ją dopiero w karetce. Twarz miał całą we krwi. Wszystko skończyło się na strachu, ranach głowy i siniakach. Ale od tamtej pory 33-latek nie startował w żadnych zawodach. Mistrzostw świata jednak nie odpuści.

- O tym, co przeżyłem, opowiem później, teraz chcę się skupić na skakaniu, a nie analizować to wszystko raz jeszcze - mówi.

- Zamierzam w Falun wystartować w konkursie na skoczni normalnej. A potem zobaczymy. Może będę w stanie rywalizować również na skoczni dużej. Trudno mi powiedzieć, jak wygląda moja forma względem innych skoczków. Na pewno na rozbiegu wszystko wygląda dobrze. Mam jednak kłopoty z lądowaniem telemarkiem. To jest psychiczny problem, który muszę przeskoczyć - opowiada.

W czwartek o godzinie 11.30 rozpoczną się w Falun pierwsze treningi. W piątek o godzinie 19 kwalifikacje do konkursu na skoczni normalnej. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE na telefony.



Co, gdzie, kiedy przed MŚ w Falun [ROZKŁAD]