PŚ w skokach w Zakopanem. Kamil Stoch: podium było w naszym zasięgu

:
-
- Ze swoich skoków wreszcie jestem zadowolony bardzo. Z drużyny też, bo jeszcze dwa tygodnie temu śmiano by się z tego, że możemy walczyć o podium, a dziś było ono w naszym zasięgu - mówił Kamil Stoch po tym, jak Polska zajęła piąte miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem
Dwukrotny mistrz igrzysk w Soczi dwa razy doleciał do granicy 130 metrów. W całej stawce udało się to jeszcze tylko Niemcowi Richardowi Freitagowi. Drużyna niemiecka zwyciężyła w Zakopanem, wyprzedzając Austriaków i Słoweńców. Ci ostatni wdarli się na podium w ostatniej kolejce, gdy Peter Prevc skoczył znacznie lepiej od Norwega Andersa Fannemela.

Polacy stracili do podium ponad 30 pkt. Winę za to wziął na siebie Dawid Kubacki. - Zawaliłem pierwszy skok - opowiadał, dodając, że takiej straty jak po jego locie na 111 metrów koledzy nie byli w stanie odrobić. - Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, nie mogę powiedzieć, że to ktoś inny zaprzepaścił nasze szanse - tłumaczył samokrytycznie.

Stoch upierał się, że nie tylko on, ale drużyna wykonała krok do przodu. - Podium było w naszym zasięgu przy odrobinie szczęścia - mówił. - Może to nie jest to, czego wszyscy od nas oczekują, ale jest lepiej, niż było ostatnio.

Obok Stocha najlepiej w drużynie skakał Aleksander Zniszczoł, choć mogłoby się wydawać, że jego pozycja w zespole była najbardziej dyskusyjna. Pierwszy skok Zniszczoła był jednak najlepszy w całej jego serii, po której Polacy byli nawet na drugim miejscu. Zdecydowanie więcej można było oczekiwać od Piotra Żyły, ale on oddał dwa równe skoki, tyle że każdy o pięć metrów za krótki (116 i 116,5). Gdyby Żyła, najlepszy z polskich skoczków w tym sezonie PŚ, spisał się lepiej, strata do czołówki byłaby zdecydowanie mniejsza.

Stoch wyglądał po konkursie na człowieka szczęśliwego. Z szerokim uśmiechem opowiadał o tym, że jak patrzył na publiczność i wsłuchiwał się w jej reakcje, siadając na belce, uśmiechał się odruchowo. - Zawodnik czuje niesamowite wsparcie, dostaje kopa, wie, że nie pozostaje mu nic innego, tylko wykonać swoje tak samo dobrze jak ci kibice - opowiadał. - Dziękujemy Wam, byliście wspaniali - zwrócił się do kibiców.

Dwukrotny mistrz igrzysk przyznał, że rano przeżywał chwile niepewności, gdy obudził się i zdał sobie sprawę, że w mieście wieje halny. - Dobrze, że po południu ktoś tam w górze zdecydował się wyłączyć wiatr i w końcu mogliśmy skakać.

Czy Stocha można zaliczyć do faworytów jutrzejszego konkursu indywidualnego? Z pewnością. - O operowaną nogę już nie muszę się martwić, mogę walczyć na 100 procent. Teraz niczego mi nie brakuje, by mierzyć w najwyższe cele - zakończył.

Hugh Jackman w filmie o Eddie'em Orle! A pamiętacie "Reggae na lodzie"? [NIETYPOWE SPORTOWE KINO]