Co się stało z czwartą drużyną igrzysk? Skoki w czarnej dziurze

- Martwiłbym się, gdyby nasi skoczkowie byli w takiej formie w okolicach Turnieju Czterech Skoczni - mówił po nieudanej inauguracji sezonu Adam Małysz. Minęło 45 dni i sytuacja kadry wygląda podobnie. Relacja na żywo z kwalifikacji w Bad Mitterndorf w piątek od 13 w Sport.pl, transmisja w Eurosporcie.
Powrót Kamila Stocha miał być impulsem i punktem zwrotnym. Chwilami tak mogło się wydawać, zwłaszcza w Innsbrucku, gdzie na lubianej przez zawodników Łukasza Kruczka Bergisel Polacy podskoczyli nieco wyżej. Można powiedzieć, że Dawid Kubacki (22. miejsce) i Aleksander Zniszczoł (28.) przeskoczyli siebie, przecież w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata uciułali dotąd razem ledwie 28 pkt!

Dodając do tego 10 pkt Klemensa Murańki, wycofanego z TCS, i 23 pkt Jana Ziobro, który po noworocznym konkursie w Ga-Pa poddał się sam, oraz 7 pkt Macieja Kota, który na TCS w ogóle nie przyjechał - mamy obraz drużyny w pełni kryzysu, czego w żaden sposób nie usprawiedliwiają kontuzja, operacja i długotrwały brak lidera. Kadra znalazła się na ostrym zakręcie, trudno przyjąć za prawdę zapewnienia prezesa PZN Apoloniusza Tajnera i trenera opowiadających, jak udane były przygotowania.

Co się dzieje z Kotem?

Najbardziej tajemnicza zdaje się sytuacja 24-letniego Kota, który na igrzyskach w Soczi zajął siódme miejsce na skoczni normalnej i 12. na dużej. To był kandydat numer 1. na przyszłego lidera drużyny, który mógłby unieść ciężar oczekiwań po Małyszu i Stochu. Dziś jest zagubiony, daleki od wysokich lotów, może tylko wierzyć, że praca w samotności przyniesie mu metamorfozę podobną do tej, którą przeżył ostatnio Anders Jacobsen.

Norweg fatalnie wszedł w sezon, przerwał starty w Pucharze Świata, by wrócić na TCS, gdzie skakał dobrze, chwilami świetnie, ocierając się o podium w klasyfikacji generalnej. To samo co Kota dotyczy Jana Ziobro, dla którego sezon olimpijski był momentami rewelacyjny (zwycięstwo i trzecie miejsce w Engelbergu, znakomite loty w konkursie drużynowym w Soczi).

Gdzie ta fabryka, gdzie ten system?

Oczywiście można powtarzać uspokajające zaklęcia, że kulminacją sezonu będą mistrzostwa świata w Falun. Nie ma wątpliwości, że Stoch będzie w nich walczył o najwyższe cele. Przyjęliśmy jednak za pewnik, że od czasów Małysza polskie skoki przestały być teatrem jednego aktora. Dwa lata temu na mistrzostwach świata w Val di Fiemme drużyna doleciała do podium. Gdy nie udało jej się to na igrzyskach w Soczi, czwarte miejsce uznano w Polsce za porażkę.

Przy obecnej dyspozycji skoczkom Kruczka trudno byłoby się przebić do czołowej ósemki, nawet gdyby Stoch był w szczycie formy. Czasy, gdy jeden zawodnik ciągnął drużynę, miały odejść w przeszłość bezpowrotnie - przynajmniej według Tajnera opowiadającego z dumą o systemie lub o fabryce polskich skoków.

Kruczek traci kontrolę

Oczywiście nie znaczy to wszystko, że polskiej kadrze potrzebna jest rewolucja. Kruczek umiał sobie radzić z kłopotami, jest jedynym trenerem w historii naszych skoków, który potrafił poprowadzić zawodnika do dwóch złotych medali igrzysk. Nikt nie chce podważać jego kompetencji, ale trudno uwierzyć, że ma teraz formę kadrowiczów pod kontrolą.

Kolejnym punktem zaczepienia mają być konkursy w Polsce: 15 stycznia w Wiśle, 17 i 18 w Zakopanem. Stoch przez cały TCS podkreślał, że są one dla niego superważne w hierarchii tegorocznych celów. Tyle że lider kadry to jedyny zawodnik w drużynie, o którego formie nie da się złego słowa powiedzieć.

Żyła przeżywa ciężkie chwile

Najbardziej enigmatyczny jest być może przypadek Piotra Żyły, jedynego skoczka w kadrze, dla którego ten sezon nie jest lotem w czarną dziurę. Ukryty za fasadą dyżurnego zgrywusa, jednak na skoczni przeżywa ciężkie chwile. Jest starszy od Stocha, ale doskonale czuje, że daleko mu do miana zawodnika dojrzałego. On raczej nie wykorzystuje potencjału, nawet teraz, gdy skacze lepiej od innych.

Daleko mu do stabilizacji, psuje regularnie te próby, których popsuć pod żadnym pozorem nie powinien. Z daleka wygląda to na problem psychologiczny, kiedy zawodnik nie daje sobie rady z presją i odpowiedzialnością. Przed kamerą zawsze podpiera się śmiechem "he, he" i zdaniami w typie "łajza jestem".

Tak naprawdę na odległość czuć w nim sportowca głęboko niezadowolonego z siebie. Ktoś powie, że takich jest dziś w kadrze Kruczka nadmiar, tyle że brakuje im formy. Żyła ją ma, niestety niewiele z tego wynika. To osobny problem w drużynie, co nie znaczy, że mniej palący.

Nie tylko Polacy zawodzą

Oczywiście Polacy (wyłączając Stocha) nie są jedynymi przegranymi 63. TCS. Faworyt bukmacherów po cudownym starcie sezonu Roman Koudelka zaprzepaścił życiową szansę na podium.

Słabiej, niż można było oczekiwać, wypadła odrodzona potęga Niemiec, a szczególnie jej lider Severin Freund. Słoweńcy mieli w czołowej dwudziestce klasyfikacji generalnej tylko Petera Prevca (na ostatnim stopniu podium). Gdyby nie "wniebowzięty" 42-letni Noriaki Kasai, Japończycy mogliby uznać imprezę za niebyłą. W klasyfikacji drużynowej Pucharu Narodów od wszystkich tych nacji dzieli jednak Polaków przepaść.



Najlepsze zdjęcia z Turnieju Czterech Skoczni


Ile medali wywalczą Polacy podczas MŚ?