PŚ w Engelbergu. Szwajcarska Wielka Krokiew na pomoc Polakom

Tylko na Wielkiej Krokwi i Gross-Titlis-Schanze konkursy Pucharu Świata wygrywało trzech Polaków. Skocznia w Engelbergu podobno przypomina tę z Zakopanego i z tego powodu nasi zawodnicy czują się na niej tak dobrze. Tylko czy podopieczni Łukasza Kruczka będą potrafili wykorzystać szansę na przełamanie? Relacja na żywo z piątkowych kwalifikacji w Sport.pl od godz. 13.30.
"Fantastycznie porozdzielaliśmy wszystkie role, dlatego teraz mamy tyle radości. Jako dyrektor sportowy związku kieruję przygotowaniami do kolejnych igrzysk, dla mnie już piątych, i teraz jestem wielkim optymistą. To dlatego, że wszystko świetnie sobie ułożyliśmy. Przez moje ręce przechodzi każda sprawa, dlatego mogę zapewnić, że dbamy i o kwestie intensywności treningu, i o te związane z regeneracją zawodników, i o sprawy sprzętowe. Naprawdę przyjemnie to nadzorować. A wie pan, ile dni zostało do igrzysk w Soczi? Coraz mniej. - Świetny występ w Klingenthal zanotowaliśmy na dokładnie 75 dni przed igrzyskami w Soczi. Natomiast do igrzysk w Pyeongchang w 2018 roku zostało 1538 dni. My odliczamy czas już również do imprezy w Korei. Wszystko mamy podzielone na mikro- i makrocykle, trenerzy są świetnie zorientowani, wiedzą, jak pracować. Zabezpieczamy wszystko, co tylko jesteśmy w stanie" - to fragment wywiadu, jakiego Marek Siderek udzielił Sport.pl w listopadzie 2013 roku, po inauguracji Pucharu Świata w Klingenthal. Tam wygrał Krzysztof Biegun, piąte miejsce zajął Piotr Żyła, szóste - Maciej Kot, a dziewiąty był Jan Ziobro.

W listopadzie i grudniu 2014 roku w porównaniu z tamtym konkursem nie zmieniło się tylko jedno - nie punktuje Kamil Stoch. Tyle że wtedy nasz mistrz wylosował zły los na wietrznej loterii, a teraz leczy staw skokowy po operacji, którą przeszedł 4 grudnia.

Skok w tył - o siedem lat

Pod nieobecność Stocha kadra Łukasza Kruczka stała się jedną z najgorszych drużyn Pucharu Świata. Przyzwoicie spisuje się jedynie 20. w klasyfikacji generalnej Piotr Żyła. Ale w ostatnim konkursie - w niedzielę w Niżnym Tagile - zawiódł i on, bo po tym jak spadł na 99. metr, zajął dopiero 46. miejsce. Z piątki Polaków do najlepszej "30" nie przebił się ani jeden. Tak źle nie było od 1 stycznia 2008 roku, gdy żaden z naszych skoczków nie zapunktował w Garmisch-Partenkirchen (nie bierzemy pod uwagę pierwszego konkursu w Sapporo z ubiegłego sezonu, w którym Polacy też nie punktowali, a tam wysłaliśmy tylko trzech "rezerwowych" - Bartłomieja Kłuska, Krzysztofa Miętusa i Stefana Hulę).

Przyczyny kryzysu polskich skoków - bo trudno nadal mówić o zaledwie dołku, z którego nasi za chwilę wyskoczą - chcieliśmy poszukać wspólnie z Siderkiem. - Ja nic nie wiem, nie wiem, w czym tkwi problem. Proszę dzwonić do pana prezesa Apoloniusza Tajnera - stwierdził jednak dyrektor sportowy. A szef Polskiego Związku Narciarskiego - choć zaczyna wyrażać obawy, czy aby na pewno wszyscy nasi zawodnicy trenowali do sezonu z odpowiednim zaangażowaniem - pozostaje optymistą. I twierdzi, że gdzie jak gdzie, ale w Engelbergu wreszcie odlecą.

Juniorzy na TCS?

Żyle, Dawidowi Kubackiemu, Janowi Ziobrze, Klemensowi Murańce, Aleksandrowi Zniszczołowi, Huli i Kłuskowi w Szwajcarii powinno przyświecać jedno pytanie - jak nie teraz, to kiedy? Po pierwsze, dla czterech pierwszych Niżny Tagił był bardzo zimnym prysznicem. - Trzeba potrenować, a jak nie, to skończyć karierę i iść na stolarnię do roboty - stwierdził nawet po zawodach Ziobro. Czas więc udowodnić, że to, co się stało w Rosji, zawodnikami wstrząsnęło. W przeciwnym razie do akcji wkroczą działacze. - Nie ukrywam, że niektórymi należałoby wstrząsnąć. Osiem konkursów to za dużo, żeby jeszcze czekać, że coś się samo naprawi. Zwłaszcza po takim apogeum nieudolności i - powiedzmy sobie szczerze - wstydu, jak w niedzielę - mówił przecież wiceprezes PZN Andrzej Wąsowicz w niedzielnej rozmowie ze Sport.pl.

Gdyby to zależało od niego, do Engelbergu pojechałaby grupa młodzieżowa. Ostatecznie Kruczek zabrał zawodników z pucharowym doświadczeniem, bo - i tu pojawia się "po drugie" - Gross-Titlis-Schanze jest ponoć profilem podobna do Wielkiej Krokwi i na niej naszej kadrze ma być stosunkowo łatwo pokazać to, co pokazuje w Zakopanem. A w Tatrach Żyła i spółka skaczą podobno zdecydowanie lepiej niż w Pucharze Świata.

Przed rokiem pierwszy konkurs w Engelbergu wygrał Jan Ziobro przed Kamilem Stochem, dzień później triumfował Stoch, a Ziobro zajął trzecie miejsce (po tamtym weekendzie był typowany na czarnego konia Turnieju Czterech Skoczni, teraz na jego zwycięstwo w Szwajcarii bukmacher Fortuna wystawia kurs 180, co mówi wszystko o regresie, jaki zawodnik zanotował przez rok). W PŚ obok Wielkiej Krokwi właśnie Gross-Titlis-Schanze jest jedynym obiektem, na którym zwycięstwa odniosło trzech Polaków (przed Ziobrą i Stochem wygrał tam oczywiście Adam Małysz, a na Wielkiej Krokwi przed Małyszem i Stochem zwycięzcą był Piotr Fijas, natomiast Stanisław Bobak wygrał w Zakopanem, ale na Średniej Krokwi). W Engelbergu nasi zawodnicy wywalczyli aż 11 miejsc na podium (Małysz 1-1-3, Stoch 1-3-0, Ziobro 1-0-1), a Ziobro z Ammannem i Janne Ahonenem jest współrekordzistą skoczni (141 m). Jasne - bez formy do takich osiągnięć dolecieć nie sposób. Ale naprawdę trudno znaleźć w tym momencie lepsze miejsce na przełamanie. I czas na to też najwyższy. Za tydzień start pierwszej z imprez sezonu - Turnieju Czterech Skoczni. Czy ktokolwiek wyobraża sobie, że na tak prestiżowe i trudne zawody wyślemy juniorów?