PŚ w Niżnym Tagile. Żyła i spółka lecą po rekord

14. miejsce Piotra Żyły w Klingenthal - to najlepszy wynik polskiego skoczka w bieżącym sezonie Pucharu Świata. Pod nieobecność Kamila Stocha pozostali podopieczni Łukasza Kruczka nie błysnęli w żadnym z sześciu pierwszych konkursów tej zimy. Ale w Niżnym Tagile Żyła, Jan Ziobro, Klemens Murańka, Maciej Kot i Dawid Kubacki mają duże szanse na pobicie pewnego rekordu. Relacja na żywo w sobotę w Sport.pl od godz. 16.
Piątkowe kwalifikacje cała piątka Polaków, którzy przyjechali do Niżnego Tagiłu, przeszła bez problemu. W gronie tylko 54 zawodników zgłoszonych do rywalizacji w ten weekend brakuje m.in. lidera i wicelidera klasyfikacji generalnej, czyli Czecha Romana Koudelki i Szwajcara Simona Ammanna. Wolne wzięli sobie też najlepsi Japończycy - Noriaki Kasai i Daiki Ito. A że dyspozycja Polaków powoli, bo powoli, ale jednak rośnie, możemy liczyć, że Żyła, Ziobro, Murańka, Kot i Kubacki zrobią coś, co nigdy dotąd nie udało się polskim skoczkom, kiedy przyszło im startować bez największej gwiazdy w składzie.

Lillehammer nie Sapporo

Przed tygodniem w pierwszym konkursie w Lillehammer Ziobro zajął 19., Murańka 21., a Aleksander Zniszczoł 29. miejsce. Odkąd Stoch stał się jednym z najlepszych skoczków świata, nigdy wcześniej nie było zawodów, w których on by nie wystartował, a punkty zdobyłoby trzech jego kolegów. Za kadencji wielkiego poprzednika Stocha, czyli Adama Małysza, zdarzało się co prawda, że punkty z zawodów przywoziło trzech skoczków innych niż lider kadry, gdy ten lider akurat nie startował. Ale w obu przypadkach miało to miejsce w Sapporo, gdzie niemal wszystkie reprezentacje wysyłały swoich rezerwowych zawodników. Dlatego trudno szczycić się tym, że w sezonie 2007/2008 w jednych zawodach w Japonii 20. był Stoch, 26. Marcin Bachleda, a 30. Stefan Hula albo tym, że dwa lata później w konkursie na tej samej skoczni 13. miejsce zajął Łukasz Rutkowski, 27. Bachleda i 30. znowu Hula.

Więcej o jakości polskich skoków w chwilach, w których brakował w nich Małysza, mówią Wojciech Fortuna i sytuacja z wiosny 2004 r.

Tajner nie wytrzymał

Pierwszy polski mistrz olimpijski w niedawnej rozmowie ze Sport.pl opowiedział, jak nie włączał transmisji z zawodów, gdy z udziału w nich rezygnował Małysz. A wiosną 2004 r. nasz czterokrotny mistrz świata zaliczył najdłuższą w karierze przerwę po tym, jak poturbował się, upadając na treningu w Salt Lake City. Jak do końca sezonu spisywali się jego koledzy? W Lahti nie zapunktował żaden z nich. W Kuopio żaden nie zakwalifikował się do konkursu. W Lillehammer znów nikt z Polaków nie zdobył choćby punktu. W Oslo, w zawodach kończących sezon, nasi skoczkowie nie startowali, bo przepadli w kwalifikacjach. Czy może dziwić, że po takim finiszu do dymisji podał się prowadzący wówczas kadrę Apoloniusz Tajner?

W 10 lat polskie skoki zrobiły wielki - nomen omen - skok jakościowy. Jasne, że trudno otwierać szampany, kiedy Ziobro zajmuje 19., Murańka 21., a Zniszczoł 29. miejsce, skoro przyzwyczailiśmy się, że nasz skoczek wygrywa konkursy Pucharu Świata, mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Ale w erze Stocha i jego kolegów Fortuna telewizor włącza zawsze, nawet gdy wie, że będzie oglądał tylko "kolegów". On przekonuje, że każdy ze skoczków będących w cieniu Kamila może za chwilę z tego cienia wyskoczyć. Może w Niżnym Tagile zrobi to Kubacki, który w treningach zajął 10. i dwa razy ósme miejsce, a w kwalifikacjach był trzeci? On w tym sezonie jeszcze w PŚ nie zapunktował. A może w sobotę albo/i niedzielę po punkty skoczy cała polska piątka? Po takim rekordzie szampanów pewnie też byśmy nie otwierali, ale docenić go byłoby warto.



Do którego skoczka narciarskiego jesteś najbardziej podobny? [PSYCHOTEST]