PŚ w Kuusamo. Żyła przyzwoity, Kot, Ziobro i spółka potrzebują treningu?

Piotr Żyła 17., jego koledzy bez punktów w zawodach w Kuusamo. Bez kontuzjowanego Kamila Stocha polskie skoki wyglądają mizernie. Po dwóch pierwszych indywidualnych konkursach nowego sezonu warto przypomnieć sobie falstart sprzed dwóch lat. I jeśli w sobotę nie stanie się cud, zamiast na następne zawody do Lillehammer warto chyba wysłać większość kadry na treningi. Relacja na żywo z sobotniego konkursu w Kuusamo w Sport.pl od godz. 16.
W piątek w Kuusamo kadra Łukasza Kruczka miała - według jego zapowiedzi - wypaść choć trochę lepiej niż przed tygodniem w Klingenthal. Tam drużyna nie awansowała do drugiej serii, kończąc zmagania na dziewiątym miejscu. Natomiast w konkursie indywidualnym punkty zdobyli tylko 14. Piotr Żyła i 29. Maciej Kot. Teraz Kot i inny stały uczestnik PŚ Jan Ziobro przepadli już w kwalifikacjach, a w konkursie do drugiej serii awansował tylko Żyła. W ubiegłym, olimpijskim sezonie kadra miała tylko jeden gorszy konkurs - pierwszy w Sapporo. W nim nie punktował żaden z Polaków. Ale tam wysłaliśmy Stefana Hulę, Bartłomieja Kłuska i Krzysztofa Miętusa. Najlepsi zamiast lecieć do Japonii, szykowali się do startów na igrzyskach w Soczi. Dlatego nie mieliśmy się czym martwić. Poprzednio tak ponure nastroje jak teraz mieliśmy dwa lata temu. Wtedy w drugim indywidualnym konkursie sezonu, w Lillehammer, zapunktował tylko 26. Miętus, a w "30" nie zmieścili się m.in. Stoch, Żyła i Kot. Tydzień później w Kuusamo, w trzecim starcie w sezonie, punkty wywalczył tylko 22. Dawid Kubacki i to był ostatni do teraz konkurs, w którym startując w mocnym składzie z polskiej kadry do rundy finałowej awansował tylko jeden zawodnik.

Kruczek potrafi

Możemy pocieszać się, że Żyła skacze przyzwoicie, że co najmniej na takim samym poziomie startowałby Stoch, gdyby nie doznał kontuzji kostki, która na razie wyklucza go z występów. Ale to marna pociecha. Po falstarcie sprzed dwóch lat Kruczek zapytał swoich podopiecznych, czy powinien podać się do dymisji. Naturalnie dzisiaj takich pytań stawiać nie powinien - jest jasne, że skoro wiele razy potrafił wyprowadzać kadrę z dołków, w jakie wpadała, to ma wszystko, by poradzić sobie i tym razem.

Ale pewne jest też, że do sezonu 2012/2013 warto wrócić. Po to, by zachować spokój. Wtedy w Kuusamo Stoch nie zakwalifikował się do konkursu, a drużyna z nim w składzie zajęła ostatnie, 11. miejsce, czyli wypadła dużo gorzej niż teraz w Klingenthal.

Zakopane od wtorku

Warto też przypomnieć sobie, że wtedy na trzeci weekend PŚ Stoch i Żyła nie pojechali. Mimo że była to przedolimpijska próba w Soczi, oni wybrali się do Ramsau, by spokojnie trenować. I chyba przed trzecim weekendem tego sezonu trzeba podjąć podobną decyzję, zwłaszcza że od wtorku zaśnieżona, czyli w pełni gotowa do zimowego skakania ma być zakopiańska Wielka Krokiew. Oczywiście na dłużej nie powinni na niej zostawać Żyła i Stoch. Ich należy wysłać do Lillehammer, reszta kadry A niech szuka formy poza Pucharem Świata.

Dwa lata temu efekt odsunięcia od startów zawodników, którzy sobie nie radzili, był bardzo dobry. Po powrocie Stoch i Żyła punktowali regularnie do końca sezonu, pierwszy z nich został mistrzem świata, drugi był mocnym punktem drużyny, która wywalczyła w Predazzo brązowy medal. Na podobne wyniki liczymy i - co ważniejsze - liczą sami zawodnicy w lutym przyszłego roku, na mistrzostwach w Falun. Do szwedzkiego czempionatu jeszcze prawie trzy miesiące. W panikę wpadać nie należy. Ale działać chyba już trzeba.