LGP w skokach. Tajner: Żyła ciągle zmaga się z popularnością, Murańka wstaje po obróbce fizycznej

Rządzimy wszędzie, od skokowej ekstraklasy począwszy, a na czwartej lidze skończywszy - tak twierdzi Apoloniusz Tajner. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego, podsumowując Letnią Grand Prix w wykonaniu polskich skoczków, prognozuje, jaka będzie zima. Martwi się tylko Piotrem Żyłą, a wierzy w Jakuba Wolnego i Klemensa Murańkę. - To kandydat do olimpijskiego medalu w Pyeongchang w 2018 roku - mówi o tym drugim. W sobotę w Klingenthal ostatni konkurs tegorocznej LGP. 22 listopada w tym samym miejscu start nowego sezonu Pucharu Świata.
Łukasz Jachimiak: W sobotę w Klingenthal ostatni konkurs LGP 2014. Nasi skoczkowie zrealizowali program, zimą będą skakać na podobnym poziomie, jak w dwóch poprzednich sezonach?

Apoloniusz Tajner: Na zimę czekamy z dużym spokojem, wszystko wygląda naprawdę dobrze. Wszystkie trzy grupy, które mamy w szkoleniu centralnym, współpracują ze sobą bardzo fajnie. Chodzi oczywiście o grupy Łukasza Kruczka, Maćka Maciusiaka i Roberta Matei. To jest jeden, szeroki zespół. W tym tkwi nasza siła, że wszyscy są razem i wszyscy, łącznie nawet z fizjoterapeutami, to byli skoczkowie, z papierami trenerskimi i instruktorskimi, zaprzyjaźnieni ze sobą. A co do wyników sportowych z tego lata, to uważam, że poziom pierwszej grupy jest tam, gdzie powinien być. Nasi najlepsi zawodnicy nie musieli koniecznie wygrywać. Chociaż Piotr Żyła był na początku w ścisłej czołówce, a Kamil Stoch, choć miał pecha, skakał bardzo dobrze. Na pewno nie ma się czym niepokoić. Idźmy dalej - mamy Jakuba Wolnego, który wygrał letni Puchar Kontynentalny. To jest ogromny sukces tego chłopaka. Przypominam - mistrza świata juniorów indywidualnie i w drużynie. A blisko Wolnego byli jego koledzy. Po pięciu, po sześciu zawodników wchodziło do czołowej "30". Mamy też najlepszego zawodnika w FIS Cupie, bo tam liderem jest Andrzej Stękała. I nawet w czwartej lidze, jaką są zawody Carpathian Cup, mamy czterech chłopców na pierwszych czterech miejscach. Czyli są u nas nowe nazwiska, wszystko się dobrze rozwija.

Nie brakowało panu tego lata takich wyskoków, jak w poprzedniej edycji Krzysztofa Bieguna i Jana Ziobry? Obaj stanęli na podium LGP, a kilka miesięcy później obaj wygrali konkursy Pucharu Świata.

- Moim zdaniem teraz też mamy takiego zawodnika. Wolny był 15. kilka dni temu w Hinzenbach, ciekaw jestem, jak się spisze teraz w Klingenthal. On już prezentuje poziom naszych najlepszych zawodników, czyli Stocha, Kota i Żyły. Trzeba powiedzieć, że Krzysiu Biegun wygrał w ubiegłym sezonie PŚ w Klingenthal, bo prezentował dobry poziom, ale też trafił na bardzo dobre warunki. Oczywiście dobrze jest, że praktycznie każdy z naszych chłopaków potrafi wykorzystać taką szansę i wygrać. Jak Janek Ziobro w Engelbergu.

Protestuję - Ziobro nie wygrał dzięki warunkom. Następnego dnia potwierdził świetną dyspozycję, zajmując trzecie miejsce.

- W porządku, miał dyspozycję na miarę podium, ale mimo wszystko wtedy w Engelbergu nie był jeszcze na swoim miejscu w stawce. On tam pokazał swoje możliwości, ale to jeszcze nie był jego normalny poziom. A że tego lata ktoś takich umiejętności nie pokazuje? Żaden problem. LGP nie jest dla nas celem, te starty są realizowane w trakcie programu szkoleniowego, bierzemy te zawody z marszu. My tu nie mamy o co walczyć, bo mamy kwoty maksymalne zawodników. W Pucharze Świata od początku wystartuje siedmiu naszych chłopaków. Do sześciu jest ograniczenie dla wszystkich, ale nam siódme miejsce wywalczył Wolny, wygrywając Puchar Kontynentalny. W "Kontynentalu" też mamy pełną kwotę. O to chodzi - mamy 18 zawodników w głównym szkoleniu i wszystkich będziemy mogli puszczać w zawodach - od Pucharu Świata do FIS Cupu.

Bardzo pan chwali Wolnego - jak to się stało, że 19-latek nagle przeskoczył o rok starszych Aleksandra Zniszczoła i Klemensa Murańkę, po których spodziewaliśmy się więcej?

- Trzeba patrzeć na pewne prawidłowości obowiązujące w skokach. Z juniorami jest tak, że mocny trening motoryczny stosuje się u nich dopiero wtedy, kiedy osiągną swój wzrost biologiczny. Na ogół taki fizyczny trening trochę ich przygniata i przez rok, dwa, a czasem nawet przez trzy lata tacy zawodnicy utrzymują się na dobrym poziomie, ale nie prezentują tego, na co ich naprawdę stać. W tej chwili Murańka wychodzi na swój poziom po takim treningu. Olek Zniszczoł zresztą też. Pamiętajmy, że on również jest wielkim talentem, że już w styczniu 2012 roku był w "10" zawodów Pucharu Świata [zajął dziewiąte miejsce w Zakopanem]. Obaj obniżyli poziom przez obróbkę fizyczną, jakiej byli poddani. Dla mnie Murańka to kandydat do olimpijskiego medalu w Pyeongchang w 2018 roku. On wtedy będzie już dojrzały do takich wyników. Dojdzie do tego poziomu tak, jak do swojego mistrzostwa dochodził Kamil.

O Stocha pewnie nikt się nie martwi, a jak pan patrzy na Żyłę i Kota? Pierwszy był na początku LGP jej liderem, drugi cały czas kręci się blisko czołówki. Wierzy pan, że Żyłę stać na ustabilizowanie się w pierwszej "10" PŚ, a Kota na pierwsze w karierze podium w którymś z konkursów?

- Najlepiej rozmawiać z trenerem, bo to Łukasz jest najbliżej zawodników. Ale moim zdaniem Piotrek, choć ma świetne warunki, to ciągle zmaga się z tym, co się wokół niego dzieje po pierwszych sukcesach. On ma na głowie wielki wzrost popularności, sprawy marketingowe, różne występy, spotkania. Obawiam się, że to może zaburzyć jego przygotowania do sezonu. Na razie może tego nie widać, ale z doświadczenia wiem, że za dużo zamieszania wokół zawodnika temu zawodnikowi nie służy. Oby nie było tak, że idzie, idzie, a nagle przestanie iść. Natomiast jeśli chodzi o Maćka, to on otarł się o olimpijski medal w Soczi. Na skoczni normalnej był siódmy, był w strefie zawodników walczących o brąz. Zabrakło troszeczkę. Ale to był bardzo dobry wynik. Chłopak jest trochę nieobliczalny, ale ambitny, nic nie zaniedbuje. Potwierdzam, że cały czas aż za bardzo chce i że przydałoby mu się trochę więcej luzu. Na pewno możemy na nim polegać, jest skoczkiem wysokiej klasy.

Kot lubi odsłaniać trochę skokowej kuchni. Latem informował, że kadra testowała różne nowinki. Na pewno szczegółów nie ujawnicie, ale proszę powiedzieć - szykujecie coś na miarę osławionej kostki w wiązaniach Stocha z ubiegłego sezonu?

- Na pewno coś szykujemy, ale ja specjalnie trenerów nie dopytuję, bo mógłbym się wygadać (śmiech). Ten zespół pod kierunkiem Łukasza Kruczka jest tak aktywny w działaniu i tak bardzo dba o różnego rodzaju szczegóły, że w tym momencie jest najlepszą drużyną na świecie, jeśli chodzi o stosowanie nowinek pomagających skoczkom. Tyle mogę powiedzieć.