Skoki narciarskie. Szturc: Stoeckl przekracza granicę bezpieczeństwa

- Z Adamem Małyszem i z Piotrkiem Żyłą często robiłem treningi w skrajnych warunkach. Ale za takie uważam sypiący śnieg, mocno padający deszcz i silne podmuchy wiatru. To, co robią skoczkowie z Norwegii, jest przekraczaniem granicy bezpieczeństwa - mówi Jan Szturc o treningach drużyny Alexandra Stoeckla. Austriacki szkoleniowiec Norwegów zmusza ich do skakania w środku nocy, na słabo oświetlonej skoczni. - To szalone. Zwłaszcza przed sezonem olimpijskim - ocenia Szturc.
Wujek i pierwszy trener Adama Małysza, a obecnie klubowy szkoleniowiec Żyły współpracujący z kadrą Łukasza Kruczka, jest zdumiony nowymi metodami treningowymi, którymi pochwaliła się norweska kadra. Podopieczni Alexandra Stoeckla na zgrupowaniu w Lillehammer są zrywani z łóżek w środku nocy i błyskawicznie (po przebudzeniu mają pięć minut na stawienie się w samochodzie podstawionym pod hotelem) wożeni na skocznię, gdzie odbywają się długie zajęcia.

- Długie serie skoków w nocy, nie wiadomo którego dnia i o której godzinie, bez względu na pogodę, pozwalają sprawdzić, jak zawodnik radzi sobie mentalnie w nieoczekiwanej dla niego sytuacji. Dla zwiększenia napięcia tuż przed próbą każdy otrzymuje zadanie matematyczne, które musi rozwiązać podczas lotu i przedstawić odpowiedź na zeskoku - opowiada Stoeckl. - Chcę, aby zawodnicy potrafili radzić sobie psychicznie w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach. Każdy z moich skoczków posiada od lat uregulowany cykl dnia, a to powoduje dekoncentrację w przypadku jego zakłócenia. Dlatego wyprowadzam ich z rutyny i strefy komfortu, poddając maksymalnemu stresowi, aż do limitu wytrzymałości - dodaje.

- Słyszałem, że to wszystko ma pomóc Norwegom, że dzięki tym metodom ich skoczkowie mają się stać bardziej odporni na stres, ale wątpię, czy to się uda. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak trenował - mówi Szturc.

Doświadczony trener przekonuje, że dla skoczków najważniejszy jest właśnie uregulowany cykl dnia, który Stoeckl postanowił swoim zawodnikom zaburzyć. - Pewnie konsultował to z psychologami, może nawet wcześniej przeprowadzili jakieś testy w innej dyscyplinie sportu albo w skrytości testowali już to na swoich mniej znanych skoczkach. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie, że można budzić zawodnika w środku nocy i kazać mu skakać. Trudno w ten sposób o odstresowanie, bo to raczej daje dodatkowy zastrzyk adrenaliny, a nie spokoju - tłumaczy Szturc.

- Od dawna współpracujemy z psychologami i nigdy nie wpadliśmy na taki pomysł. Wiemy, że dla skoczków, którzy uprawiają przecież ryzykowną dyscyplinę, stały rytm doby jest bardzo ważny. Tu organizm musi wiedzieć, kiedy odpoczywać, a kiedy działać na najwyższych obrotach. Jestem tymi metodami zdziwiony. Szczególnie że norweska kadra wprowadza je przed sezonem olimpijskim - mówi Szturc.

Zaskoczeni są też zawodnicy Stoeckla. - To była bardzo brutalna niespodzianka, zupełnie jak w wojsku - mówi Anders Bardal o niedzielnym treningu, który dla niego i kolegów rozpoczął się o godz. 1.30. - Skakałem, nie widząc w ciemnościach zeskoku - dodaje Andreas Stjernen.

- W skokach normą są treningi w niesprzyjających, skrajnych warunkach. Z Adamem Małyszem i z Piotrkiem Żyłą często celowo szliśmy na skocznię, kiedy sypał gęsty śnieg, gdy mocno padał deszcz albo kiedy mocno wiało. Ale nigdy nie przekraczaliśmy granicy bezpieczeństwa. Treningi w skrajnych warunkach przeprowadza się, gdy zawodnicy są wypoczęci, skoncentrowani, bo wtedy mają wszystko, by z tymi trudnymi warunkami walczyć. To, co robią Norwegowie, jest przekraczaniem granicy bezpieczeństwa - kończy Szturc.