MŚ w narciarstwie klasycznym. Szturc: Krzyczałem, gdybałem, a teraz jestem szczęśliwy

:
-
- Po drugim skoku Kamila krzyczałem ?mamy medal?, a później żal mi było chłopaków, gdy zostali sklasyfikowani na czwartym miejscu. Teraz się cieszę, bo mamy to, o czym od dawna marzyliśmy - mówi Jan Szturc. Wujek i pierwszy trener Adama Małysza, a obecnie klubowy szkoleniowiec Piotra Żyły jest w euforii po drużynowym konkursie skoków narciarskich na mistrzostwach świata w Val di Fiemme, w którym Polska zajęła trzecie miejsce.
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na smartfony

Łukasz Jachimiak: Manuel Fettner jeżdżący na jednej narcie, Polacy zdruzgotani po tym, jak mimo świetnych skoków do medalu zabrakło im 0,8 pkt, a później narada jury, przyznanie się sędziów do pomyłki i awans naszych zawodników na trzecie miejsce, a spadek Norwegii z pozycji drugiej na czwartą - widział pan kiedyś równie szalony konkurs?

Jan Szturc: Tyle lat jestem w skokach i nie przypominam sobie równie zwariowanych zawodów. Jestem szczęśliwy, jak pewnie jeszcze kilka milionów Polaków, że ostatecznie wszystko potoczyło się po naszej myśli. Mamy to, o czym od dawna marzyliśmy, doczekaliśmy się drużyny na medal. Pokonaliśmy taką potęgę jak Norwegia, a z inną, bo Niemcy nią przecież są, srebro przegraliśmy tylko o pół metra w ośmiu skokach. Zrobiliśmy niesamowity postęp, nawet z Austrią, do której kilka lat temu często traciliśmy ponad 100 punktów, teraz walczymy jak równy z równym i przegrywamy o 14 punktów. Na naszych skoczków można i trzeba patrzeć z podziwem.

Tym bardziej, że pokazali klasę wtedy, kiedy jeszcze wszyscy myśleliśmy, że zajęli czwarte miejsce. Kamil Stoch nie mógł uwierzyć, że medal uciekł, ale podziękował kolegom i pogratulował im postawy. Z kolei Maciej Kot wziął winę na siebie, twierdząc, że w pierwszej serii powinien skoczyć dalej.

- Teraz już wszyscy wiedzą, że w tej grupie jest naprawdę znakomita atmosfera. Kamil znów pokazał wielką klasę. Na skoczni indywidualnie miał najlepszy wynik. A poza nią słusznie dziękował kolegom za walkę, bo i Maciek Kot [indywidualnie miał 18. wynik], i Piotrek Żyła [20. rezultat], i Dawid Kubacki [15. miejsce] naprawdę dali z siebie wszystko, skakali równo i daleko. Teraz oni wszyscy mają swoje wielkie chwile. Łukasz Kruczek udowodnił, że jest klasowym trenerem, jego asystenci, a więc Zbyszek Klimowski i Grzesiu Sobczyk też mogą być z siebie dumni, cały sztab zapracował na ten medal. Czekamy na Soczi. Wygląda na to, że za rok będziemy walczyć o medal olimpijski w drużynie.

Co pan czuł, kiedy nasza drużyna była sklasyfikowana na czwartym miejscu?

- Bardzo dobrze rozumiałem Kamila, który wyraźnie dziwił się, że nie ma medalu i powtarzał, że nie może w to uwierzyć. On chyba czuł, że coś jest nie w porządku, że nam się to miejsce na podium należy. Okazało się, że miał nosa, w końcu sędziowie przyznali, że Anders Bardal niesłusznie dostał punkty za obniżenie belki, bo wcale z obniżonej nie skakał. Strasznie się cieszę, że to się tak skończyło, bo przyznam się, że bardzo mi było żal chłopaków. Po drugim skoku Kamila krzyczałem w euforii "mamy medal", a po chwili dobry skok Richarda Freitaga mnie ostudził. Jak się okazało, że i Norwegia jest przed nami, to sobie na smutno "gdybałem", zastanawiałem się, co można było lepiej zrobić, żeby być o to jedno miejsce wyżej.

A później znów pan krzyczał?

- Tak, skakałem przed telewizorem tak jak zawodnicy razem z obecnym w Predazzo Adamem Małyszem. Wyściskał się z nimi serdecznie, a teraz może być dumny, że ma takich następców, no i że sam okazał się prorokiem. Przecież przed konkursem indywidualnym na dużej skoczni przewidział złoto dla Kamila, a teraz mówił, że wierzy w medal drużyny. Teraz jest już pewne, że trzeba Adama wozić na wszystkie wielkie imprezy (śmiech). W zeszłym roku był na mistrzostwach świata juniorów i posypały się medale [srebro indywidualnie zdobył wówczas Aleksander Zniszczoł, srebro wywalczyła też drużyna], w tym roku też oglądał, jak nasza drużyna zdobywa medal [srebrny] i teraz znów przyniósł chłopakom szczęście. Widać, że jest dobrym duchem dla naszych zawodników, możliwe, że jego obecność dodatkowo chłopaków mobilizuje.