Skoki narciarskie. Kruczek uczy pogody

W niemieckim Oberstdorfie w konkursach lotów narciarskich nie zobaczymy najlepszych polskich skoczków, bo ci trenują w Szczyrku. - Skocznia Skalite ma te same parametry co mniejsza Trampolino Dal Ben, na której 23 lutego odbędzie się pierwszy konkurs mistrzostw świata - tłumaczy Łukasz Kruczek. - Poza tym trzeba oswoić się z typowym dla Predazzo wiatrem w plecy i sprawdzić w tych warunkach sprzęt - dodaje trener kadry.
Już od najbliższej środy skocznia Trampolino Dal Ben z punktem konstrukcyjnym usytuowanym na 95. metrze i z odległością sędziowską wynoszącą 106 metrów, będzie otwarta dla uczestników mistrzostw świata. Rywale Kamila Stocha, Macieja Kota, Piotra Żyły, Dawida Kubackiego, Krzysztofa Miętusa i Stefana Huli (na MŚ pojedzie cała szóstka, na miejscu trener będzie wybierał po czterech zawodników do każdego konkursu) zjadą na nią tuż po zawodach na mamucie w Oberstdorfie, gdzie w sobotę i niedzielę odbędą się kolejne konkursy Pucharu Świata. Nasz kraj będą w nich reprezentować młodzi zawodnicy, z wicemistrzem świata juniorów Klemensem Murańką na czele.

Spokój zamiast lotów

- Z jeden strony chciałoby się polatać, przeskakiwać granicę 200. metra, ale z drugiej krótki odpoczynek od zawodów bardzo się przyda, bo po skakaniu weekend w weekend od połowy grudnia jestem wyczerpany - mówi Kamil Stoch. - Poza tym zawsze po skoczni mamuciej trzeba kilku, a nawet kilkunastu skoków, żeby przyzwyczaić się do innego oporu powietrza, do innej prędkości najazdowej. Nas tuż przed mistrzostwami świata ten problem nie będzie dotyczył - dodaje piąty zawodnik klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i nasz główny kandydat do medali w Val di Fiemme.

Decyzję o spokojnych treningach w Szczyrku też przed mistrzostwami trener Kruczek podjął tydzień temu, w Willingen. - Potrzebujemy dwóch dni na wyeliminowanie drobnych błędów, jakie pojawiają się w skokach zawodników i dopracowanie szczegółów. Może skakać będziemy jeszcze w niedzielę, przed zaplanowanym na wtorek wyjazdem do Włoch chcemy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, jak trzeba - tłumaczy szkoleniowiec.

Kruczek w Szczyrku chce nie tylko pracować nad pozycją dojazdową zawodników (każdy z nich przyznaje, że właśnie z tym elementem ma największy problem), ale też testować sprzęt przygotowany na mistrzostwa (nowe kombinezony oraz narty) i uczyć skoczków pogody.

- U siebie mamy ten komfort, że możemy tak wybierać godziny treningów, żeby skakać w warunkach porównywalnych z tymi, jakie będą w Predazzo - mówi Kruczek, który doskonale wie, że na skoczniach, na których będą rozgrywane konkursy mistrzostw świata, zwykle wieje zawodnikom w plecy. - Jeździliśmy tam na zgrupowania, startowaliśmy w zawodach, mamy prognozy na mistrzostwa. Wszystko wskazuje na to, że będzie jak zwykle, a więc z wiatrem w plecy - wyjaśnia trener. - W ostatnich tygodniach na poszczególnych Pucharach Świata prawie wszystkim wiało pod narty, przy takich podmuchach skacze się zupełnie inaczej, łatwiej. Warto oswoić się z tym, co trudniejsze i bardzo prawdopodobne. Poza tym w takich warunkach trzeba też dopasować sprzęt, sprawdzić go - przekonuje Kruczek.

Stoch nie patrzy w niebo

O pogodzie myśleć nie chce Stoch. - Nie jest tajemnicą, że lubię skakać, kiedy wieje w plecy, ale wszystkim w miarę równo. Tylko że na to nie mam żadnego wpływu. Wiadomo też, jak to jest z tymi prognozami i z planowaniem czegokolwiek w oparciu o nie. Przecież w Willingen i w Klingenthal miało być bezwietrznie, słonecznie, pięknie. Teraz też możemy sobie wszystko próbować przewidzieć, a później okaże się, że we Włoszech pogoda jest zupełnie inna od tej prognozowanej. Dlatego za bardzo się nie nastawiam, że będę trenował w warunkach podobnych do tych, jakie będą na mistrzostwach. Za to nastawiam się na bardzo solidną, rzetelną pracę - tłumaczy lider naszej kadry.

Kruczek podkreśla, że Szczyrk to idealne miejsce właśnie do takiej pracy. - Skocznia Skalite ma te same parametry, co mniejsza Trampolino Dal Ben, a więc punkt K na 95. metrze i HS na 106. metrze. Dodatkowo jest od tej z Predazzo bardziej nowoczesna, a przez to trudniejsza. Na innych skoczniach trenuje się łatwiej, a my w Szczyrku chcemy dobrze skakać, bo jeśli to się uda, to dobrze będziemy też skakać wszędzie indziej - kończy trener.