PŚ w Willingen. Polska 50 punktów od podium. Żyła: To moja wina

:
-
- To moja wina - mówił Piotr Żyła po konkursie drużynowym w Willingen. Nasi skoczkowie zajęli piąte miejsce, a do trzecich Niemców stracili aż 54,6 pkt. W niedzielę zawody indywidualne. Transmisja od godz. 14 w TVP 1 i Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl
Miesiąc temu w Zakopanem Polska drużyna była bliska historycznego zwycięstwa w Pucharze Świata, a ostatecznie Żyła, Miętus, Stoch i Maciej Kot zajęli drugie miejsce, przegrywając tylko ze Słoweńcami o 9,1 pkt. W Willingen podopieczni Łukasza Kruczka mieli potwierdzić, że na rozpoczynających się za dwa tygodnie mistrzostwach świata w Val di Fiemme będą walczyć o medal. Nic z tego, klasę potwierdzili tylko Słoweńcy, którzy wygrali po raz kolejny, wyprzedzając drugich Norwegów o 17,9 pkt. Naszych zawodników Jurij Tepes, Jaka Hvala, Peter Prevc i Robert Kranjec pokonali różnicą aż 81,3 pkt.

- Ten konkurs możemy uznać za udany - mówi mimo to Stoch. Po tym, jak skakaliśmy w piątek, w sobotę każdy z nas stanął na wysokości zadania i spisał się najlepiej, jak potrafił - przekonuje lider biało-czerwonych. Stoch ma się z czego cieszyć, bo indywidualnie uzyskał czwarty wynik - za skoki na 139,5 i 140 m zdobył 259,7 pkt. Lepsi od niego byli tylko Peter Prevc (272,7 pkt - 143 i 142 m), Gregor Schlierenzauer (265,1 pkt - 140 i 142 m) oraz Anders Bardal (260,5 pkt - 142,5 i 137 m). W dużo gorszym humorze jest dopiero 28. w nieoficjalnej, indywidualnej klasyfikacji Żyła (13. jest w niej Kubacki z notą 242,3 pkt i skokami na 138 oraz 132 m, a 22. Miętus z notą 216,3 pkt i skokami na 130 i 125,5 m). Skoczek z Wisły dał drużynie tylko 190,8 pkt za skoki na odległość 127 i 122 m. - Piąte miejsce może nie jest złe, ale gdybym spisał się lepiej, moglibyśmy być wyżej. To moja wina, że aż tyle straciliśmy do podium - mówi Żyła.

26. zawodnik PŚ mówi wprost, że sam ma problemy, za to w drużynę nadal mocno wierzy. - Powiem szczerze, skoki tutaj nie sprawiają mi radości, wiem, że nie daję jej też kibicom. Męczę się, coś mi nie pasuje i nawet nie wiem dokładnie co - tłumaczy. - Na szczęście w skokach tak jest, że nawet w krótkim czasie można sporo rzeczy naprawić, jak trochę popracujemy w spokoju, to na pewno będzie dobrze - przekonuje.

To samo podkreśla Stoch. - W piątek miałem problemy z pozycją dojazdową, z trenerem wprowadziliśmy drobne poprawki i w sobotę już wszystko dobrze działało. Do mistrzostw świata jest jeszcze trochę czasu, bądźmy spokojni. - mówi.

Piąty zawodnik klasyfikacji generalnej PŚ jest przekonany, że w niedzielę może mu pójść jeszcze lepiej. - Moje skoki były dobre, solidne. Może jeszcze bez rewelacji, ale już bardzo mi się podobały i dały dużo radości.

Na takie same doznania Stoch liczy w niedzielę i na nic więcej nastawiać się nie chce. - Wiem, że wszyscy oczekują moich dobrych wyników, ale ja nie mogę tego zagwarantować i nie mogę się nastawiać na wygraną, bo takie podejście do zawodów by mnie zgubiło. Wszystko, co muszę, to podtrzymać to, co robiłem w sobotę - kończy Stoch.