PŚ w Willingen. Kot: Forma była i nie zniknie. Przyjdzie na mistrzostwa świata

- Forma była, z dnia na dzień nie zniknie. Wiem, co trzeba zrobić, całe lato ciężko pracowałem i całą zimę ciężko pracuję, żeby przyszła na mistrzostwa świata i przyjdzie - mówi Maciej Kot, który niespodziewanie nie awansował do niedzielnego konkursu PŚ w Willingen. 18. skoczka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata nie zobaczymy też w sobotnich zawodach drużynowych. Transmisja w Eurosporcie o godz. 14. Relacja na żywo w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Od początku roku skakałeś bardzo równo, niedawno zajmowałeś miejsca w czołowej "dziesiątce" PŚ, a w Willingen kończysz starty na piątkowych treningach i kwalifikacjach. Zgubiłeś formę na dwa tygodnie przed mistrzostwami świata?

Maciej Kot: Czuję się dobrze, na ostatnich treningach wszystko było OK, w zawodach też startowałem udanie. Po prostu trafił mi się jeden gorszy dzień. Ciężko powiedzieć, dlaczego przyszedł.

Wydawało się, że będziesz szedł w górę, że zaczniesz walczyć o podium. Sam też na to liczyłeś?

- Tak, czułem niedosyt, bo pojedyncze skoki były dobre, na miarę miejsc na podium, ale przeplatałem je ze sporo gorszymi skokami. W Willingen okazało się, że ta forma naprawdę nie jest ustabilizowana i taki zimny prysznic dobrze zrobi i mi, i pozostałym chłopakom. Trzeba spokojnie potrenować i najwyższa forma na mistrzostwa na pewno przyjdzie.

Skąd ta pewność?

- Po pierwsze wiem, co trzeba zrobić, po drugie całe lato ciężko pracowałem i całą zimę ciężko pracuję na to, żeby forma przyszła na mistrzostwa, po trzecie dokładnie to samo robi nasz sztab szkoleniowy, a my wszyscy jesteśmy zgraną ekipą, dobrze się dogadujemy, na bieżąco możemy wszystko ustalać i jak jest potrzeba, zmieniać. Forma była, z dnia na dzień nie zniknie. Skorygujemy pewne błędy technicznie i będzie dobrze.

Kiepska dyspozycja Polaków w kwalifikacjach w Willingen, tylko trójka naszych w konkursie ?

O jakich konkretnie błędach mówisz?

- Każdy z nas ma inny słaby punkt. Moim jest pozycja dojazdowa. Jeżeli uda mi się nad nią zapanować, to wszystko dobrze idzie, a kiedy mam z nią kłopot, od razu to się bardzo odbija na skoku. Od dojazdu wszystko się zaczyna, ciężko cokolwiek zrobić, jak jest zły, wtedy nie da się dobrze wyjść z progu, a więc też nie da się odlecieć. No i jeszcze trzeba powiedzieć o kombinezonach. To naprawdę podstawa. Jak się ma dobry kombinezon, to nawet można psuć skoki, a i tak się zajmie niezłe miejsce. Z kolei bez odpowiedniego sprzętu skoki wyglądają dobrze, tylko że brakuje metrów i są niemiłe niespodzianki. Jak na początku sezonu.

O problemach z pozycją dojazdową mówisz nie tylko ty, Kamil Stoch też przyznaje, że ma z nią problem - jak pracujecie nad tym elementem skoku?

- Niestety, ciężko to wyćwiczyć poza skocznią. Można trenować na specjalnych, ruchomych przyrządach, na specjalnych, gumowych piłkach, ustawiać się przed lustrem, kamerować swoją pozycję i później ją analizować, ale to nie są naturalne warunki. Kiedy się włoży buty do skoków i narty, no i przede wszystkim, jak się ruszy z góry, to wszystko jest inne. Jest opór powietrza, kombinezon, który krępuje ruchy, więc ciężko pozycję z dojazdu do progu odwzorować w innych warunkach. Z kolei na skoczni nie da się skoncentrować tylko na pozycji dojazdowej. Cały skok musi być wykończony, z każdego trzeba wyciągnąć tyle, ile można, żeby się nie rozregulować w jakimś innym elemencie. Koncentrację trzeba zachować aż do momentu zatrzymania się na wypłaszczeniu.

Lubicie dojazd do progu na skoczniach w Val di Fiemme?

- Tak, tam czujemy się dobrze, znamy tamte obiekty z obozów. Ja to miejsce lubię, choć tam nie skacze się łatwo, często wieje z tyłu. Ale jak będzie w miarę równo, to będzie dobrze. Czekamy już na te mistrzostwa, wiemy, że oprawę muzyczną zawodów będą robili ludzie z Polski, że na trybunach będzie wielu naszych kibiców. Czuję, że będzie tam prawie jak w Zakopanem, a więc będziemy u siebie.

Relację LIVE z obu konkursów w Willingen możesz śledzić w naszej aplikacji Sport.pl LIVE ?