Skoki narciarskie. Tajner: Stoch, Kot i Żyła odlecą

- Jest taka zasada, że jak się regularnie wchodzi do ?dziesiątki?, to czasem staje się na podium, a jak się czasem wskakuje na podium, to czasem się też wygrywa. Tego teraz oczekuję - mówi Apoloniusz Tajner. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego jest przekonany, że nasi skoczkowie jeszcze nie uzyskali najwyższej formy. - Stoch, Kot i Żyła są już blisko szczytu i w końcu odlecą - mówi Tajner przed lotami w Harrachovie. Kwalifikacje w piątek o godz. 18. Transmisja w Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl Live na Androida.
Łukasz Jachimiak: W dziewięciu konkursach Pucharu Świata w bieżącym sezonie do pierwszej "dziesiątki" wskakiwało po dwóch Polaków, a w dziesięciu zawodach z rzędu punktowało co najmniej czterech naszych zawodników. Powie pan, że to świetne wyniki i że jest pan zadowolony, a może przyzna, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i że nie może się pan doczekać, kiedy Kamil Stoch po raz kolejny wskoczy na podium oraz kiedy zaczną na nim stawać Maciej Kot i Piotr Żyła?

Apoloniusz Tajner: To jasne, że mam większy apetyt, ale jednocześnie jestem bardzo zadowolony z tego, że regularnie po dwóch zawodników wskakuje do "dziesiątki". Jest taka zasada, że jak się wchodzi do "dziesiątki", to czasem staje się na podium, a jak się czasem wskakuje na podium, to czasem się też wygrywa. Tego teraz oczekuję.

Wierzy pan, że już w tym sezonie nasi zawodnicy mogą wskoczyć na ten absolutnie najwyższy poziom?

- Mistrzostwa świata są coraz bliżej, tam będzie największa batalia o miejsca na podium, o medale indywidualnie i drużynowo. Mam nadzieję, że tam nasi zawodnicy osiągną sukcesy.

Przed mistrzostwami loty w Harrachovie, później konkursy w Willingen i Klingenthal i kolejne loty, w Oberstdorfie. W tych konkursach Stoch, Kot i Żyła będą w stanie mocniej niż dotychczas zaznaczyć swoją przynależność do grona tych, którzy mają rządzić w Val di Fiemme?

- W Vikersund już niewiele brakowało, żeby cała trójka była w czołowej "dziesiątce". Kamil był piąty i siódmy, Piotrek - szósty i dziesiąty, a Maciek - 16 i 14. Było blisko, jest możliwe, że w następnych konkursach cała trójka wejdzie do "dziesiątki", bo każdy z nich prezentuje odpowiedni poziom. W ogóle mamy w tej chwili 10 zawodników, których stać na miejsca w czołowej "30" konkursów Pucharu Świata. Skacze pięciu, ale gdyby startowało pięciu kolejnych, to i oni by walczyli. Wszystko nam się przesunęło do przodu, sytuacja jest naprawdę dobra.

Dobra, może nawet bardzo dobra, ale jeszcze nie świetna - żeby czekać na mistrzostwa z wielkimi nadziejami, brakuje nam miejsc na podium i zwycięstw. Czy one przyjdą?

- Może się zdarzyć, że przed mistrzostwami któryś z naszych chłopaków na podium wskoczy. Największe szanse ma na to Stoch, może nawet uda mu się wygrać któryś konkurs, ale najważniejsze są mistrzostwa. Po nich będą jeszcze zawody w Skandynawii i loty w Planicy, liczę, że wtedy nasi zawodnicy będą jeszcze mocniejsi niż teraz, bo utrzymają optymalną formę, którą uzyskają podczas mistrzostw.

Mówiąc, że Stoch ma szansę błysnąć jeszcze przed mistrzostwami, ma pan na myśli Klingenthal, gdzie wygrywał już i latem, i zimą czy wierzy pan, że znalazł klucz do latania na mamutach?

- On w Vikersund radził sobie bardzo dobrze, cała nasza kadra odnalazła się na tym największym obiekcie na świecie. A teraz loty będą na trochę mniejszych skoczniach, więc jestem optymistą. Można mówić, że w Harrachovie trzeba mieć szczęście do wiatru, ale mamy kilku zawodników na dobrym poziomie, więc na pewno nie wszyscy będą źle trafiać. Jest gdzie się pokazać, skoro w Vikersund cała piątka swobodnie wchodziła do konkursowej "40", a w niedzielę cała piątka punktowała, to znaczy, że jest naprawdę nieźle.

Mamy problem bogactwa? Klemens Murańka właśnie zdobył wicemistrzostwo świata juniorów, a wygląda na to, że nie ma wielkich szans na miejsce w kadrze seniorów.

- Omawiałem sytuację Klimka z trenerami, rozmawiałem z Łukaszem Kruczkiem, z Robertem Mateją, ze Zbigniewem Klimowskim i z Piotrem Fijasem, mam więc dobre rozeznanie. Przed sezonem Klimek miał długą przerwę w treningach związaną z problemami zdrowotnymi, trenerzy boją się, że zareagowałby źle, gdyby go teraz obciążyli startami. Mógłby tego nie wytrzymać, zresztą teraz nie ma czasu na bezpośrednie konfrontacje, na sprawdzanie, czy jest lepszy od Kubackiego. Stąd decyzja o jego startach na olimpiadzie młodzieży w Szczyrku i Wiśle. Później pojedzie na Puchar Kontynentalny do Iron Mountain, zobaczymy, z jakimi wynikami wróci i wtedy ewentualnie będzie szansa, żeby go sprawdzić przed mistrzostwami świata. Drogę ma otwartą, jeżeli będzie w najlepszej piątce naszych zawodników, to pojedzie do Włoch.

Cały czas rozważa pan wyłącznie pozytywne scenariusze, a co jeśli przed mistrzostwami nasi skoczkowie - którzy jednak nie są tak świetnymi lotnikami jak Gregor Schlierenzauer czy Robert Kranjec - rozregulują się startami na mamutach? Przecież rywalizacja w Val di Fiemme zacznie się konkursem na skoczni K95 zaledwie sześć dni po lotach w Oberstdorfie.

- To żaden problem, naszym skoczkom wystarczą dwa-trzy skoki, żeby się przestawić. Widać, że zawody są rozgrywane na coraz większych obiektach, bo rywalizacja na nich jest bardziej widowiskowa. To trzeba przyjmować i walczyć. Za chwilę będzie przebudowana Planica, pewnie będzie tam można złamać granicę 250 metrów, jak to się uda, to ktoś będzie chciał zrobić coś jeszcze większego, krok po kroku skoki ewoluują, a my się w tym odnajdujemy.

Żałuje pan, że w Vikersund sędziowie nie zdecydowali się puszczać skoczków z wyższych belek startowych?

- Tak, zwłaszcza w pierwszym konkursie warunki były stabilne, nie było zagrożenia, że pojawi się wiatr, który zrobi krzywdę któremuś z zawodników. Tam można było skakać w granicach rekordu [246,5 m], nikomu nie powiałoby na tyle, żeby tę skocznię przeskoczył. Trudno, jury i delegat techniczny tak to ułożyli, nie ma sensu z tym dyskutować.

Na wydłużeniu rozbiegu nasi skoczkowie by nie stracili? Różnica między nimi i zawodnikami, którzy walczyli o zwycięstwa, nie byłaby jeszcze większa?

- Oni z każdym skokiem oswajali się z lataniem, szczególnie po Maćku Kocie było widać, że spisuje się coraz pewniej. Teraz Harrachov i później Oberstdorf dla Stocha, Kota i Żyły powinny być jeszcze bardziej udane niż Vikersund. Miętus jest zawodnikiem delikatniejszym, ale też w tej chwili skacze dobrze, powtarzalnie, bez trudu zajmuje miejsca w trzeciej "dziesiątce", a Kubacki, który ma tor lotu za wysoki, ewidentnie nie na skocznie mamucie, też w Vikersund zdobył punkty, dlatego trener nie zdecydował się go wymieniać. Kubacki na mniejszych skoczniach może być sporo lepszy. Nie można go odstawiać, inni niech się próbują przebić do kadry zwycięstwami w Pucharach Kontynentalnych i w późniejszej konfrontacji, którą zrobimy. Ustaliliśmy jedno - bez względu na nazwiska na mistrzostwa pojedzie pięciu skoczków najlepiej dysponowanych.

Powtarzacie, że ta piątka w Val di Fiemme ma walczyć z najlepszymi, a kto w tej chwili jest najlepszy? Na głównego faworyta mistrzostw wygląda Schlierenzauer, a reszta się czai. W Harrachovie nie zobaczymy Bardala, Jacobsena, Morgensterna, Koflera, Freuda i Freitaga.

- Mogę ocenić tych, którzy ostatnio byli najlepsi i stwierdzić, że groźny będzie Simon Ammann, który w Vikersund walczył o zwycięstwa, a już wcześniej pokazywał, że wraca do czołówki. O Schlierenzauerze nawet nie mówię, wiadomo, że jest faworytem, a Robert Kranjec po dobrym początku i późniejszych, bezbarwnych startach, znów skacze bardzo dobrze. W niedzielę wygrał, forma mu wyraźnie zwyżkuje, pewnie będzie mocny też na mniejszych skoczniach. Ale najważniejsze, że dokładnie to samo mogę powiedzieć o Stochu i Kocie.

Kranjec przyzwyczaił nas, że na mamutach jest świetny nawet, kiedy słabo skacze na mniejszych obiektach. Jak on to robi, czego brakuje Stochowi, Kotowi i Żyle, by też tak odlatywali?

- Powiedziałbym, że w tej chwili nasza najlepsza trójka na mamutach prezentuje optymalną technikę. Po prostu inni są lepsi. Rywalizacja jest jednak równa, różnice punktowe są bardzo małe, czasem dwa metry mogą zmienić klasyfikację nawet o trzy-cztery miejsca. Nie doszukiwałbym się elementów do poprawienia, bo w skokach przychodzi moment, kiedy zawodnik uzyskuje optymalną formę i wszystko mu wychodzi samo z siebie. Swojej najwyższej formy nie osiągnął jeszcze żaden z naszych skoczków. Ale to może przyjść w każdej chwili, bo oni ciągle zwyżkują.

Czyli nie jest tak, że na skoczniach mamucich trzeba skakać trochę inaczej niż na mniejszych obiektach, że trzeba minimalnie zmieniać kąt wyjścia z progu i sylwetkę w locie?

- Trzeba robić dokładnie to, co zawsze. Jak jest najwyższa forma, to wtedy zawodnik odpala, idealnie trafia i odlatuje. Nasi wkrótce odlecą, są blisko szczytu.

  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Stefan Kraft 1613
    2 Karl Geiger 1495
    3 Dawid Kubacki 1131
    4 Ryoyu Kobayashi 1099
    5 Kamil Stoch 895
    6 Marius Lindvik 834
    7 Stephan Leyhe 828
    8 Daniel Andre Tande 695
    9 Peter Prevc 644
    10 Piotr Żyła 604
    37 Jakub Wolny 58
    43 Maciej Kot 37
    46 Stefan Hula 31
    51 Aleksander Zniszczoł 18
    61 Klemens Murańka 8

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Austria 4720
    2 Niemcy 4578
    3 Norwegia 3975
    4 Polska 3832
    5 Słowenia 3437
    6 Japonia 3123
    7 Szwajcaria 698
    8 Czechy 335
    9 Finlandia 229
    10 Rosja 155
    11 Bułgaria 48
    12 Kanada 20
    13 USA 14
    14 Estonia 11
    15 Kazachstan 9
    16 Włochy 0
    16 Korea 0
    16 Ukraina 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Dawid Kubacki 1131.6
    2 Marius Lindvik 1111
    3 Karl Geiger 1108.4
    4 Ryoyu Kobayashi 1096
    5 Stefan Kraft 1086
    6 Johann Andre Forfang 1051
    7 Domen Prevc 1050.9
    8 Peter Prevc 1048.8
    9 Daiki Ito 1039
    10 Stephan Leyhe 1037.5
    13 Kamil Stoch 1023.6
    14 Piotr Żyła 1016.7
    31 Maciej Kot 571.9
    35 Stefan Hula 506

    • Lider turnieju