Turniej Czterech Skoczni. Fizjolog: Bułka z bananem jest przereklamowana

:
-
Adam Małysz fanom skoków narciarskich kojarzy się nie tylko ze zwycięstwami, medalami i rekordami, ale też z niezapomnianą bułką z bananem. Krzysztof Mizera, fizjolog, który szczególnie interesuje się żywieniem w sporcie, tłumaczy, jakie bułki i jakie banany powinni jeść następcy ?Orła z Wisły?. I sugeruje, że gorsze skoki Kamila Stocha na początku 61. Turnieju Czterech Skoczni mogły być spowodowane szaleństwami lidera naszej kadry przy świątecznym stole.
Relacja na żywo z sobotnich kwalifikacji w Bischofshofen od 14.15 w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Poleciłby pan legendarną bułkę z bananem skoczkowi, który musi przestrzegać surowej diety a jednocześnie - startując w Turnieju Czterech Skoczni - ciągle podróżować i startować niemal dzień w dzień?

Krzysztof Mizera: Wokół tej bułki z bananem od lat krąży tyle mitów, że już nawet nie wiadomo, co prostować. Oczywiście nie mówię, że Adam Małysz tego nie jadł, ale wartości odżywcze bułki i banana nie przekładają się nadzwyczajnie na siłę i wydolność. Chociaż banany mogę z czystym sumieniem polecić, ale zaznaczam, że żółte z brązowymi kropkami i niedojrzałe, jeszcze zielone, to zupełnie różne produkty.

Co daje każdy z nich?

- Mówiąc w dużym uproszczeniu banan dojrzały, w smaku bardzo słodki, działa jak Snickers. Ma cukry proste, które szybko uwalniają energię, ale powodują też skok insulinowy, który dla organizmu jest niekorzystny. Natomiast banan zielonkawy, który w smaku nie jest zbyt słodki, pod względem wartości przypomina np. ciemne pieczywo albo brązowy ryż. Taki banan daje mniej energii, ale uwalnia ją przez długi czas. Różnymi gatunkami bananów możemy sobie modyfikować metabolizm. Jeżeli chcemy dostarczyć sobie szybko energii, jedzmy banany z kropkami. Jeżeli mamy zamiar pobiec w maratonie, wybierajmy banany niedojrzałe.

Domyślam się, że rodzaj bułki ma jeszcze większe znaczenie?

- Zgadza się. Zwykła kajzerka jest zupełnie inna od ciemnej, a ciemna z ziarnami to coś jeszcze innego. Sprawy bułki z bananem nie można upraszczać. Jedna bułka z bananem może być dla sportowca dobra, druga - szkodliwa.

26 grudnia, po konkursie w Wiśle, Kamil Stoch przyznał przed kamerami, że przy świątecznym stole się nie oszczędzał i jadł bardziej wykwintne dania. Zaszkodził sobie w ten sposób?

- Myślę, że to mogło się odbijać na jego formie przez kilka następnych dni. Takie modyfikowanie diety jest bardzo nieprawidłowe. Nie można jej trzymać przez sześć dni w tygodniu, by później zrobić sobie "dzień dziecka". Sportowcy, którzy tak postępują, po prostu sobie szkodzą. Zawsze im powtarzam, że nie mogą dbać o siebie tylko od poniedziałku do soboty, by w niedzielę wszystko niszczyć. Przestrzeganie diety powinno być elementem treningu, to nieprawda, że po dniu zaniedbań wszystko się szybko wyrówna, zbilansuje.

Nie przesadza pan trochę?

- Nie, naprawdę lepiej podjadać sobie czekoladę codziennie, ale po kostce niż w niedzielę zjeść całą tabliczkę. Codzienne podjadanie sprawi, że organizm się do tego przyzwyczai i będzie reagował normalnie. A kiedy nagle dostarczymy sobie dużą porcję czegoś, czego na co dzień nie przyjmujemy, to zaburzymy cały metabolizm, co na pewno na formie odbije się niekorzystnie.

Jak konkretnie?

- Wszystko zależy od tego, jaką zawodnik ma przemianę materii. Zwykle jest tak, że im jest starszy, tym większy ma z tym problem. Objadanie się w święta na pewno każdemu szkodzi przez kilka kolejnych dni. Nie wiem, co dokładnie jadł Stoch i czy to był dzień ucztowania, dwa czy trzy dni, ale na pewno później czuł się ociężały. Szczególnie skoczek ma dokładnie policzoną każdą kalorię. Jeżeli nagle się objada, to jego organizm doznaje szoku. Strzelam, że organizm Stocha dostaje 1300 kilokalorii na dzień, a gdy nagle otrzyma 3 tys., czy 2,5 tys., to nie wie, co zrobić z taką ilością energii, nie jest w stanie tego przetworzyć ani wchłonąć, dlatego jej duża część odkłada się w tkance tłuszczowej, która u skoczków jest zbędna. Generalnie przez to wszystko zawodnik może mieć problemy z trawieniem, może mu być niedobrze, a taki dyskomfort przekłada się na sportowe wyniki.

Pomijając wyjątki skoczkowie wręcz obsesyjnie dbają o swoje sylwetki, jedzą mało, a bywa, że energię oszczędzają nawet w najdziwniejszych sytuacjach. Swego czasu Sven Hannawald schody prowadzące do belki startowej pokonywał krokiem zmęczonego życiem stulatka. To był dobry pomysł?

- Myślę, że przesadzał. Najważniejsze, żeby zawodnik oszczędzał się przez cały czas, żeby niczego nie zaniedbywał, przestrzegał diety, spał po 8-9 godzin na dobę, czasem ucinał sobie drzemkę w ciągu dnia, po treningu. Jeśli tego pilnuje, to nic więcej nie musi robić, bo dziwactwa w kumulacji energii nie pomogą. To, co robił Hannawald, było jakimś jego rytuałem, czymś w rodzaju placebo, on po prostu myślał, że to mu pomaga, dzięki temu lepiej się czuł psychicznie.