Apoloniusz Tajner: To nie czas na rewolucję

Mam do Łukasza zaufanie na najwyższym poziomie. To dobry trener i nowoczesny chłopak. Ma świetne relacje z zawodnikami - mówił w rozmowie ze Sport.pl Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.
Nie będzie dymisji trenera kadry skoczków narciarskich Łukasza Kruczka. W trzech pierwszych konkursach indywidualnych wywalczyli 21 punktów. Lider zespołu Kamil Stoch ma tylko punkt; fatalnie skakał w piątkowych zawodach drużynowych, w których Polska zajęła ostatnie 11. miejsce.

Robert Błoński: We wtorek spotkał się pan z trenerem Kruczkiem. Wiadomo już, dlaczego tak słabo zaczął się ten sezon?

Apoloniusz Tajner: Rozmawiałem nie tylko z Łukaszem, ale i z całą ekipą - asystentami, psychologiem, serwismenem, biomechanikiem i fizjologiem. Przeanalizowaliśmy starty, podjęliśmy decyzje, że do Soczi na zawody Pucharu Świata w najbliższy weekend poleci czterech zawodników: Dawid Kubacki, Maciej Kot, Bartłomiej Kłusek i Krzysztof Miętus. A razem z nimi trener Klimowski. W czwartek do austriackiego Ramsau na treningi na małej skoczni pojadą Kamil Stoch i Piotrek Żyła z trenerami Kruczkiem oraz Sobczykiem. W następny poniedziałek wszyscy spotkają się w Austrii i stamtąd wyjadą do Engelbergu na kolejne zawody PŚ. Być może dołączy do nich ktoś z pięciu skoczków startujących w ten weekend w Pucharze Kontynentalnym. Jeśli osiągną dobre wyniki, nie ma kłopotu, by pojechali na PŚ.

Był pan zaskoczony tak słabym początkiem?

- Byłem, bo założenie było takie, że od początku mają być w dobrej dyspozycji. Spodziewałem się lepszych skoków, wyszło źle. Mówi się trudno, trzeba żyć dalej i jak najszybciej przywrócić kadrowiczów do takiego poziomu, na jakim potrafią skakać. Ja i trenerzy nie oczekujemy i nie chcemy niczego więcej. Nie wymagamy lepszych skoków, niż potrafią. Wygląda na to, że wszyscy bez wyjątku wpadli w dołek na początku sezonu. Nie doszli do ładu z kombinezonami i wszystko się posypało. Uwierający i ciasny kombinezon to gorsza pozycja najazdowa, niższa prędkość na progu i słabsze odbicie. To przekładało się na wynik. Słabszy wynik to stres, a stres to zachwianie techniki i wytrącenie automatyzmu. Stąd te kłopoty. Najważniejsze w tym wszystkim, że w drużynie nie padła atmosfera. Skoczkowie i sztab wciąż trzymają się razem i razem sobie poradzą z tym problemem. Nie ma mowy o nerwach i szukaniu winnych.

Łukasz Kruczek zapytał się skoczków, czy ma zrezygnować z funkcji. Stanęli za nim murem.

- Nie jestem zdziwiony, oni wszyscy mają ze sobą bardzo dobry kontakt i naprawdę wierzą, że wspólna praca przyniesie efekty. Teraz jest słabszy moment, ale oczekiwania i przede wszystkim potencjał grupy się nie zmieniły. Wciąż uważam, że trzech-czterech skoczków bez problemu powinno zdobywać punkty, a lider walczyć w dziesiątce o jak najwyższą lokatę. Takie były plany przed sezonem i zachwianie równowagi ich nie zmieniło.

Ale różnica i dystans do najlepszych są ogromne.

- Pierwsze konkursy to zawsze niewiadome na dużych, trudnych obiektach. W Kuusamo lider PŚ Thomas Morgenstern nie wszedł do drugiej serii. Kamil Stoch zaczynał skakać lepiej, ale w czwartek na treningu po drugim skoku przewrócił się i zbił biodro. Zupełnie się rozregulował.

Jeden punkt w trzech startach to słaby wynik.

- Pamiętajmy, że latem to on miał największe problemy z przystosowaniem się do nowych, ciaśniejszych kombinezonów. Dlatego teraz pojedyncze sztuki będziemy szyli sami. Największą wprawę i kilkuletnie doświadczenie w tym ma Zbyszek Klimowski. Na zawody jeździ z maszyną do szycia i cały czas coś przerabia. Wygląda na to, że więcej czasu poświęca na przeróbki i poprawki, niż kosztowałoby go uszycie gotowego kombinezonu. Kupimy belę materiału i spróbujemy. Takie czasy, nic w tym dziwnego, bo Niemcy i Norwegowie cały czas wożą ze sobą dwóch krawców. Szyją, prują, doszywają i robią wszystko, by nie zaprzepaścić dobrych przygotowań. My chcemy tak samo. Najłatwiejsze rozwiązanie to kupić materiał, dobrą maszynę i samemu uszyć strój na miarę. Dotąd to było tylko prucie i zszywanie, by na nowo dopasować strój skoczka.

Maciej Kot mówił w Kuusamo, że kombinezony mogłyby być problemem, gdyby skoczkowie lądowali o dwa-trzy metry bliżej od rywali. A nie o 20 czy 30.

- Już mówiłem, co wynika ze złego kombinezonu. To działa na zasadzie domina, błąd rodzi błąd i później się w niego brnie. Dlatego teraz zawodnicy muszą pojechać na małą skocznię i wszystko naprawić.

Uważa pan, że w przygotowaniach do sezonu nie popełniono błędu?

- Nie sądzę. Wiosną spotkaliśmy się kilka razy na parę godzin, żeby ułożyć wspólny program. Byłem ja, był też Adam Małysz - nikt nie miał zastrzeżeń. Ale na razie to tylko początek sezonu. Grupa jest zmobilizowana i zdeterminowana, by przezwyciężyć kryzys.

A może Łukasz Kruczek powinien ściślej współpracować z Hannu Lepistö. Jeden z najlepszych trenerów skoków świata, który prowadził niedawno Adama Małysza i polską kadrę, ma do nas sentyment i chętnie pomoże.

- Łukasz i Hannu są w ścisłym kontakcie na koleżeńskich zasadach. Podsyła mu niektóre skoki treningowe, rozmawia o planach. Ale to wszystko są luźne rozmowy, uważam, że nie ma potrzeby szukania pomocy z zewnątrz. Z tym problemem poradzi sobie zespół, który jest. Mam do Łukasza zaufanie na najwyższym poziomie. To dobry trener i nowoczesny chłopak. Ma świetne relacje z zawodnikami. W Kuusamo zrobił im "wrzutkę", mówiąc o rezygnacji. Sądzę, że takimi słowami wstrząsnął grupą, przejrzeli, co i kogo mogliby stracić. Problem nie jest w atmosferze, zmiany personalne ich nie rozwiążą. W skokach trenera zmienia się wtedy, gdy między nim a grupą porozumienia nie ma, a dalsza współpraca jest na siłę i tylko pogłębia błędy.

Nie pamiętam przypadku, by zmieniono trenera na samym początku sezonu.

- Dlatego w ogóle przez myśl mi nie przeszło, by szukać zastępcy Łukasza. Razem wpadli w turbulencje, wspólnie muszą się z nich wydostać.