Skoki narciarskie. Niedziela Freitaga

Kamil skacze na 80 procent możliwości, powoli będzie wracał do dyspozycji, która pozwoli mu rywalizować o podium - przewiduje trener Łukasz Kruczek. Niedzielne zawody w Harrachovie wygrał niespodziewanie Richard Freitag.
Stoch był 13., a Piotr Żyła 25. - Jestem zadowolony, odzyskuję równowagę - mówił najlepszy polski skoczek. - Skoki były przyzwoite, ale nie optymalne. Czuję jednak, że wszystko idzie w dobrym kierunku, forma się stabilizuje. Teraz chodzi o to, by skoki były powtarzalne, a potem będziemy ulepszać technikę. Występ w Harrachovie oceniam, że był bez rewelacji i pod względem wyników i skoków.

Po trzech dniach konkursów w Czechach polska drużyna wraca do domów, ale już w środę ruszają do szwajcarskiego Engelbergu, gdzie w następny weekend kolejne konkursy PŚ. Tyle, że droga do Szwajcarii i ze Szwajcarii będzie wiodła przez austriackie Ramsau, gdzie polscy skoczkowie mają spokojnie trenować. - Chcemy oddać przynajmniej po kilkanaście skoków - mówi trener Kruczek. - Tego nam w tej chwili najbardziej potrzeba, żeby nabrać spokoju i wyeliminować błędy, których nie da się poprawić w trakcie zawodów. Kamil jeszcze nie skacze na luzie, za bardzo kontroluje wszystkie elementy. W drugiej serii dostał od nas zielone światło, żeby spróbował odpalić i to była próba na poziomie najlepszych. Oczywiście poza Thomasem Morgensternem i Richardem Freitagiem, którzy byli bezkonkurencyjni.

Rywalizacja 20-letniego Niemca z Austriakiem o zwycięstwo była pasjonująca, ale Freitag fantastycznie odparł atak Morgensterna - skokiem na 136 metr odpowiedział odległością 137,5 m i wzruszony wysłuchał hymnu. 8 stycznia 1983 roku konkurs w Harrachovie wygrał jego ojciec, Holger. To była jego jedyna wygrana w PŚ.