ME siatkarzy. Polacy bronią złota

Polacy wyjechali na mistrzostwa Europy w swojej ulubionej roli - nie są faworytami, mało kto liczy na medal. Ale reprezentacja, która w sobotę o 18 zagra z Niemcami, jest okaleczona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Memoriał Wagnera to turniej towarzyski, ale jego przebieg zazwyczaj zapowiadał, co z naszymi siatkarzami będzie się działo później. Wygrywali go trzykrotnie. W 2006 r., który zakończyli sensacyjnym srebrem mundialu; w 2008 r., w którym centymetry dzieliły ich od półfinału igrzysk w Pekinie; w 2009 r., w którym zdobyli mistrzostwo kontynentu, czyli dokonali wyczynu nieosiągalnego nawet dla legendarnej grupy Huberta Wagnera.

Kiedy w memoriale ledwie odrywali się od ziemi, zwiastowało to katastrofę w grze o poważną stawkę. Najsłabsze występy zakończone na najniższym stopniu podium - w 2007 i 2010 r. - poprzedziły najbardziej szokujące klęski minionej dekady - 11. miejsce na ME oraz 13. miejsce na MŚ.

Gdyby ta reguła miała się utrzymać, teraz musielibyśmy oczekiwać kolejnego nieszczęścia. W sierpniowym memoriale biało-czerwoni wypadli beznadziejnie. Przegrali wszystkie mecze (z Czechami, Włochami, Rosją), urwali rywalom zaledwie jednego seta. To ich

najgorszy bilans w historii

turnieju. Niepokoi jednak nie bilans, lecz gra. Przewidywalna, niestabilna, w ofensywie oparta niemal wyłącznie na potężnych ramionach Bartosza Kurka, którego nie tylko polski trener Andrea Anastasi obwołuje kandydatem na najlepszego przyjmującego świata. Nastroje w środowisku są takie, że kadrowicze głośno skarżą się na atmosferę bezprecedensowo podłą i brak wsparcia.

Przed dwoma laty reprezentacja też leciała na ME pokiereszowana, a jednak bez gwiazd - Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Sebastiana Świderskiego - zdobyła tytuł. Ozłociły ją fenomenalne zbicia przeżywającego trzecią już chyba młodość Piotra Gruszki, rozkwit Kurka, inteligencja organizującego grę Pawła Zagumnego, poświęcenie i biegłość w defensywie, szczęśliwy układ grup.

Dziś wyrwy w kadrze są znacznie większe. Zmieściło się w niej sześciu debiutantów na ME, znów nie ma Wlazłego, Winiarskiego i Świderskiego, ale też Plińskiego i Zagumnego, bezdyskusyjnie najwybitniejszego polskiego rozgrywającego minionych lat. Z każdą personalną stratą reprezentacja umiała sobie poradzić - właśnie poza nieobecnością tego ostatniego. Nie ma wreszcie Zbigniewa Bartmana, w którego Anastasi mocno inwestował, w trybie alarmowym przestawiając go z przyjęcia na atak.

A przecież brakuje także Gruszki. Tamtego Gruszki. 400-krotny reprezentant Polski (jest pod tym względem rekordzistą) na ME pojechał, ale on też z trudem podnosi się po urazie.

Jeśli się nie podniesie, Polacy prawdopodobnie znajdą się w opałach. Choć Kurek wciąż sprawia wrażenie atlety niezniszczalnego i nienasyconego w ofensywie, bez wsparcia ze skrzydeł może nie podołać, a tam pewniaków nie widać. Michał Ruciak to siatkarz rzetelny, lecz z ograniczeniami (ledwie 191 cm wzrostu, potrzebuje precyzyjnie wystawionej piłki), Michał Kubiak spędza w reprezentacji dopiero pierwszy sezon, a młodziutki Mateusz Mika to absolutny żółtodziób na poziomie międzynarodowym i na razie postać drugoplanowa nawet w naszej lidze.

Zostaje Jakub Jarosz, który będzie się dzielił funkcją atakującego z Gruszką. Siatkarz również niepewny, po przejściach, w tym roku przebłyski miał tylko w turnieju finałowym Ligi Światowej w Gdańsku, gdzie Polakom do historycznego podium pomogła doskoczyć turniejowa drabinka, tradycyjnie wybitnie sprzyjająca gospodarzom. Cztery najwyżej sklasyfikowane drużyny znalazły się tam w innej grupie.

Na ME Polacy wpadli do

najtrudniejszej grupy

pierwszej rundy. Najpierw zmierzą się z Niemcami Raula Lozano, który specjalnie mobilizuje się na mecze z biało-czerwonymi, odkąd we wrogiej atmosferze rozstał się z PZPS. Jego ludzie trenowali ostatnio w Brazylii (przegrali cztery sparingi z "Canarinhos"), a jeśli sam argentyński trener - raczej niechętny do obiecywania złotych gór - przebąkuje, że jego drużynę stać na pierwszy w historii medal, to znaczy, że czuje się bardzo pewnie.

W niedzielę Polacy zagrają z celującymi w medal, prowadzonymi przez trzykrotnego triumfatora Ligi Mistrzów Radostina Stojczewa Bułgarami, a w poniedziałek ze Słowakami - najmniej w tym gronie renomowanymi i osłabionymi przez kontuzję rozgrywającego Michała Masnego, ale groźnymi, skoro umieli w tym roku zwyciężyć w Lidze Europejskiej.

W turnieju możemy się jednak spodziewać zaskakujących zwrotów, bowiem w systemie rozgrywek jak zwykle nie brakuje psujących rywalizację małych dziwactw lub dużych absurdów. W pierwszej rundzie odpadają tylko ostatnie drużyny każdej grupy, a zwycięzcy grup mogą w ćwierćfinale spotkać się z rywalami, którzy zajęli w nich trzecie miejsca. Czyli np. jest możliwe, że Polska dwukrotnie z rzędu zagra ze Słowacją.

Co więcej, niewykluczone, że biało-czerwoni będą mieli powody, aby rozważyć podłożenie się rywalom. Jeśli bowiem skończą pierwszą rundą jako wiceliderzy, w ćwierćfinale zderzą się prawdopodobnie z murowanymi faworytami Rosjanami. Bezpieczniej zsunąć się na trzecie miejsce. A z deklaracji Anastasiego wynika, że bez skrupułów poleci oddanie meczu, jeśli uzna je za korzystne. Polscy siatkarze mają zresztą fatalne wspomnienia z grania serio bez względu na okoliczności - gdyby w zeszłym roku na pełnym skandali mundialu nie uparli się wygrać grupy, nie zostaliby w drugiej rundzie znokautowani przez Brazylię.

W Europie blady strach wśród rywali wywołuje tylko Rosja. Za nią jest przepaść, a potem spora grupka zespołów bardziej lub mniej śmiało myślących o podium - wśród nich reprezentacje po radykalnych rekonstrukcjach, jak opuszczona przez wspaniałego rozgrywającego Nikolę Grbicia Serbia czy kompletnie przebudowane Włochy. Trwałej hierarchii ustalić nie potrafi nikt, o czym świadczą także prognozy fachowców - nasz Grzegorz Wagner doradza, abyśmy przywykli do porażek, tymczasem fantastyczny serbski bombardier Ivan Miljković umieszcza Polskę na drugiej pozycji wśród faworytów.

Chaos pogłębiają wyniki o mistrzostw Europy. Na przedostatnich medale zdobyli Hiszpanie, Rosjanie i Serbowie, na ostatnich - Polacy, Francuzi i Bulgarzy. Na podium nie utrzymał się nikt. Dla nas przyjemnie brzmi konstatacja, że w 2009 r. złoto wzięli biało-czerwoni, a dwa lata wcześniej ich aktualny trener Andrea Anastasi. Dopadł go Hiszpanami, którzy skaczą do piłki dla kraju wyżej od siatkówki ceniącego nawet hokej na wrotkach i sprawił on największą chyba sensację w dziejach turnieju. A skoro udało się z nimi...

Skład reprezentacji Polski

Rozgrywający: Łukasz Żygadło (Itas Diatec Trentino, rocznik 1979, wzrost 200 cm), Fabian Drzyzga (AZS Częstochowa, 1990, 196). Atakujący: Piotr Gruszka (Marcegaglia CMC Ravenna, 1977, 206), Jakub Jarosz (Andreoli Latina, 1987, 196). Środkowi: Marcin Możdżonek (Skra Bełchatów, 1985, 211), Piotr Nowakowski (Asseco Resovia, 1987, 206), Grzegorz Kosok (Resovia, 1986, 206), Karol Kłos (Skra, 1989, 201). Przyjmujący: Bartosz Kurek (Skra, 1988, 205), Michał Ruciak (ZAKSA Kędzierzyn Koźle, 1983, 191), Michał Kubiak (Jastrzębski Węgiel, 1988, 192), Mateusz Mika (Resovia, 1991, 207 cm). Libero: Krzysztof Ignaczak (Resovia, 1978, 188), Paweł Zatorski (Skra, 1990, 184).

Uczestnicy (w nawiasach miejsce w rankingu FIVB)

Grupa A: Serbia (5), Słowenia (39), Turcja (46), Austria (73).

Grupa B: Rosja (2), Czechy (17), Portugalia (31), Estonia (39).

Grupa C: Włochy (4), Francja (11), Finlandia (25), Belgia (41).

Grupa D: Bułgaria (7), POLSKA (8), Niemcy (10), Słowacja (33).

System rozgrywek

Zwycięzcy grup awansują do ćwierćfinału. Drużyny z drugich i trzecich miejsc grają 14 września baraże w Wiedniu i Karlowych Warach (2A - 3C, 2C - 3A, 2B - 3D, 2D - 3B), których zwycięzcy też wystąpią w ćwierćfinale (15 września). Półfinały (17 września) i mecze o medale (18 września) zostaną rozegrane w Wiedniu.

Ile warte jest złoto

500 000

zł premii dostaną do podziału siatkarze, jeśli obronią tytuł. Srebro PZPS wycenił na 400 tys., brąz - na 300 tys.

Siatkarze przed Euro: Zaniechania trenera, błędy w selekcji, tak źle jeszcze nie było

Co osiągną siatkarze na ME?
Więcej o: