World Grand Prix. Matlak: Nie jesteśmy żadną potęgą w siatkówce żeńskiej

Faza grupowa tegorocznej edycji World Grand Prix wypadła dla Polek imponująco - w 9 meczach biało-czerwone zanotowały 7 zwycięstw i 2 porażki. Bilans Final Six nie wygląda już tak imponująco - z pięciu meczów Polki zdołały wygrać tylko w jednym. - Byliśmy tutaj kopciuszkiem. Graliśmy ze światową czołówką, a sami zajmujemy 11 miejsce w rankingu FIVB i nie jesteśmy żadną potęgą w siatkówce żeńskiej - przypomina Jerzy Matlak.

- Uważam, że nie mamy się czego wstydzić. Myślę, że godnie reprezentowaliśmy Polskę - dodaje Matlak. Jak zatem wyglądał finałowy turniej w Ningbo widziany oczami polskiego szkoleniowca?

- Pierwszy mecz ze Stanami Zjednoczonymi, w którym mieliśmy cztery piłki meczowe w górze i ich nie wykorzystaliśmy, zaważył na całym tym występie i jego ocenie. Jak ja oceniam ten turniej? Oczywiście jestem trochę rozczarowany naszym miejscem czy niektórymi meczami, jakie zagraliśmy. Jestem jednak zadowolony z występów przeciwko USA, bo jako jedyna drużyna "mieliśmy je na widelcu", a one wygrały cały finał bez porażki. To oznacza, że nie jesteśmy daleko od zespołów, które nadają ton światowej siatkówce, ale zdaję sobie sprawę, że nie będę na razie wygrywał meczów, bo ten skład, który wczoraj grał w meczu z Włochami, to nie były wszystkie te zawodniczki, które miały decydować o naszym poziomie gry. Ten skład jest za mało doświadczony, za mało szeroki, żeby wygrywać w takim turnieju. Poza tym przypominam, że w ostatecznym składzie - po dołączeniu między innymi Anki Barańskiej czy Marioli Zenik - ta drużyna trenowała raptem razem dwa tygodnie. A w dwa tygodnie nie robi się zespołu, który ma wygrać z drużynami ze światowego top 5. Reasumując uważam całe Grand Prix nie za jakieś super udane, ale za udane, bo przecież trafiliśmy po raz drugi w historii do Final Six, a takie drużyny jak Holandia czy Niemcy odpadły. Graliśmy w wielu meczach z klasowymi rywalami jak równy z równym, a brakowało wykończenia - na przykład w meczu z Włoszkami zabrakło dobrego przyjęcia Marioli Zenik i trochę lepszej dyspozycji umęczonej już bardzo, ledwo zreanimowanej Karoliny Kosek. Zabrakło po prostu najwyższej dyspozycji niektórych zawodniczek. Gdyby taka była, moglibyśmy wrócić z medalem - ocenia Jerzy Matlak.

Więcej w serwisie Reprezentacja.net ?

Więcej o: