Podejście numer dwa w wykonaniu Aluronu CMC Warty Zawiercie do wygrania Ligi Mistrzów ponownie zakończyło się niepowodzeniem. Podopieczni Michała Winiarskiego ponownie musieli uznać wyższość włoskiej Perugii z Kamilem Semeniukiem w składzie. Dla ekipy z Półwyspu Apenińskiego było to drugie z rzędu, ale i także drugie w historii zwycięstwo w tych rozgrywkach.
Drugim polskim klubem w Final Four Ligi Mistrzów rozgrywanym w Turynie był PGE Projekt Warszawa. Drużyna ze stolicy przegrała w półfinale z Perugią 0:3, a w meczu o brązowy medal przeciwko Ziratowi Bankkart Ankara nie zdołali "postawić kropki nad i" w czwartym secie prowadząc 2:1 i ulegli tureckiej ekipie z Tomaszem Fornalem w składzie 2:3.
W ślad za sukcesami idą oczywiście gratyfikacje finansowe. Od lat mówi się o tym, iż w siatkówce są one często nieadekwatne do tego, ile wysiłku, pracy i energii wkładają zespoły w rozgrywki krajowe oraz międzynarodowe.
Zwycięzcy tegorocznej LM, a więc Sir Sicoma Monini Perugia może liczyć na honorarium w wysokości 500 tysięcy euro. Dla zespołu z Zawiercia za zajęcie drugiego miejsca przypada nagroda finansowa w wysokości 250 tysięcy euro. Trzeci Ziraat zarobił za brązowy medal 150 tysięcy euro, zaś Warszawianie nagrodzeni zostali kwotą 100 tysięcy euro.
Trudno nie skonfrontować tych sum z odpowiednikiem rozgrywek w piłce nożnej. Od lat przepaść finansowa między obydwiema dyscyplinami jest kolosalna. I nie inaczej wygląda to w tym przypadku. Zwycięzca meczu finałowego pomiędzy PSG a Arsenalem otrzyma aż 6,5 mln euro. To kwota tylko za sam finał. Po drodze zespoły obsypywane są ogromnymi kwotami wynikającymi z gry w kolejnych fazach Champions League. Dodatkowo niemałe kwoty płyną również z praw telewizyjnych, o które od lat biją się największe stacje telewizyjne na Starym Kontynencie.