Final Four Ligi Mistrzów: Pliński: Życzę Wlazłemu miliona euro

- Jeśli ktoś ma takie pieniądze zarabiać, to dobrze, że tym kimś jest Juantorena - mówi o gwieździe Trentino Daniel Pliński. Kubańczyk ma po sezonie przenieść się z Włoch do Rosji i zarabiać milion euro rocznie. W sobotę, w drugim półfinale Final Four Ligi Mistrzów, Juantorena zagra przeciw swoim przyszłym kolegom. Przed starciem Trentino z Zenitem Kazań w łódzkiej Atlas Arenie Skra Bełchatów zmierzy się z Arkasem Izmir. - Oni mają naprawdę mocną ekipę. Ale my mieliśmy już przyjemność grać w takim turnieju i teraz chcemy go wygrać - zapowiada Pliński. Relacja na żywo z meczu Skry w sobotę od godz. 14.30 w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Szalejesz na Twitterze i Facebooku - wrzucasz zdjęcia, filmiki, rozmawiasz z fanami. Jesteś aż tak wyluzowany przed Final Four Ligi Mistrzów?

Daniel Pliński: Tak, bo w naszej grupie panuje świetna atmosfera. Czujemy, że to będzie fajny turniej i jesteśmy spokojni.

Spokój bierze się z poczucia własnej wartości?

- Na pewno dużo daje nam to, że już dwa razy mieliśmy przyjemność grać w takim turnieju, a i w innych, dużych zawodach często braliśmy udział. Jesteśmy więc doświadczeni. Ale to doświadczenie każe nam też bardzo uważać i cenić rywali.

Arkas Izmir, z którym zagracie w półfinale, to dla polskich kibiców wciąż zespół nieznany, który dotarł do Final Four niespodziewanie i który po drodze niespodziewanie wyeliminował Zaksę Kędzierzyn-Koźle.

- Przyznam, że przed dwumeczem Turków z Zaksą stawiałem na naszych chłopaków. Byłem trochę zaskoczony, że gładko [3:1 i 3:0] wygrał Arkas. Może gdyby w Kędzierzynie nie było takich problemów ze zdrowiem, wynik byłby inny. Ale muszę przyznać, że po tym, co zobaczyłem, nabrałem do Arkasu dużego szacunku. Nie dziwię się, że są w walce o wygranie Ligi Mistrzów.

Mimo wszystko wyglądają w tym towarzystwie tak jak przed dwoma laty słoweński Bled, czyli najsłabiej. I mają tego samego trenera, Glenna Hoaga.

- Moim zdaniem oni są silniejsi od Słoweńców. W ostatniej rundzie byli lepsi od mocnego Lokomitiwu Nowosybirsk, mają wielu zagranicznych zawodników, grają ostrą zagrywkę. I nie mają nic do stracenia.

Mają jakieś gwiazdy? Te z Trydentu, Kazania i Bełchatowa kibice wymienią jednym tchem, a w zespole z Izmiru kto robi największe wrażenie?

- Szczególnie trzeba uważać na wielkiego Kolumbijczyka Libermana Agameza [atakujący ma 207 cm wzrostu] i na znanego z gry w reprezentacji Brazylii Joao Paulo Bravo. To dwie kluczowe postaci. Wszystkim świetnie kieruje amerykański rozgrywający Kevin Hansen. Naprawdę mają mocną ekipę.

Ale faworytem w starciu z wami nie są.

- Może rzeczywiście to my jesteśmy faworytem. Ale nie jakimś zdecydowanym. Większe szanse mamy z racji tego, że gramy u siebie i że w takim turnieju nie debiutujemy.

Drugi półfinał zapowiada się jeszcze ciekawiej. Myślisz, że Trento i Zenit rozegrają pięć setów?

- Na pewno to będzie zacięty mecz, który może potrwać długo. Ale stawiałbym na Trento.

Osmany Juantorena po sezonie ma przejść z Trentino do Kazania. Włosi długo myśleli, że zostanie u nich. Może po tym zamieszaniu Kubańczykowi trudniej będzie się grało z kolegami?

- Jestem przekonany, że to nie będzie miało znaczenia. Wyobrażam sobie, że ja normalnie bym z takim kolegą współpracował, bo czemu miałoby być inaczej?

Nie patrzyłbyś wilkiem na Mariusza Wlazlego, wiedząc, że za chwilę przejdzie do Arkasu, gdzie na dodatek rocznie będzie dostawał milion euro?

- Cieszyłbym się, że mój kolega będzie tyle zarabiał. Życzę tego Mariuszowi.

Takie pieniądze przemawiają do wyobraźni? W siatkówce to niespotykana kwota.

- Rzeczywiście budzi szacunek. Ale jeśli ktoś ma takie pieniądze zarabiać, to dobrze, że tym kimś jest Juantorena.

Uważasz go za najlepszego siatkarza świata?

- Na swojej pozycji na pewno jest najlepszy. A ogólnie? Chyba też.

Asem jest również Matej Kazijski. Bułgar twierdzi, że do Łodzi Trentino przyjechało, żeby skompletować karetę.

- Nie dziwię się, że tak mówi, bo oni naprawdę mają na to dużą szansę. W ostatnich latach są najlepsi na świecie, wygrali przecież Ligę Mistrzów trzy razy z rzędu. Ale wszystko jest w naszych rękach. Możemy im pomieszać szyki. Pamiętamy, że nieco ponad rok temu w Atlas Arenie pokonaliśmy ich 3:0 w grupowej fazie Ligi Mistrzów. Z Zenitem już też wygrywaliśmy, więc nie mamy się czego bać.

Mówisz jak Bartosz Kurek, który zapowiada, że do Łodzi przyjechaliście, żeby wreszcie wygrać Ligę Mistrzów.

- Dwa razy graliśmy tu w finałach i dwa razy zdobywaliśmy brązowe medale. Niby teraz jesteśmy spokojni, nie nastawiamy się tak, że musimy wygrać, ale każdy z nas w duchu powtarza sobie "do trzech razy sztuka". Dwa lata temu może nie byliśmy blisko zwycięstwa, ale w 2008 roku naprawdę niewiele brakowało. Wtedy przegraliśmy z Zenitem półfinał po tie-breaku, a oni później zdobyli puchar. Nam zostało pokonanie słynnego Sisleya Treviso w meczu o trzecie miejsce. Fajnie, ale teraz chcemy wygrać finał. I wiemy, że nas na to stać.

PGE Skra Bełchatów chce zmienić historię ?

Więcej o: