LŚ siatkarzy 2011. Brazylia znowu z nami wygrała

Kolejna zasadzka Polaków na siatkarski zespół wszach czasów po raz kolejny zakończyła się fiaskiem. W przedostatnim meczu fazy grupowej Ligi Światowej Polska przegrała w Katowicach z Brazylią 1:3. Kolejny mecz w czwartek. Relacja Z czuba i na żywo od 20.30 na Sport.pl.

Dyskutuj z ludźmi, nie z nickami. Nie bądź anonimowy na Facebook.com/Sportpl ?

Polska reprezentacja przystępowała do meczu z Brazylią z prostym przesłaniem - oszukać przeznaczenie. 9 lat czekali polscy siatkarze na zwycięstwo z Brazylią Bernardo Rezende - dziełem skończonym, drużyną wszech czasów, która zgarnęła w siatkówce wszystko, co było do zdobycia, i której ciągle mało. Ostatni raz sztuka ta udała się biało-czerwonym 27 lipca 2002 roku w fazie grupowej tego turnieju właśnie w katowickim Spodku. Od tamtej pory Polacy regularnie musieli uznawać wyższość galaktycznych "Canarinhos".

Na środową batalię wyszli bez presji wyniku - awans do turnieju finałowego LŚ jako gospodarz mają zagwarantowany. Piotr Gruszka zapowiadał przed meczem, że dobrze się stało, iż na ostatnią kolejkę meczów grupowych przypadły właśnie potyczki z tytanami światowej siatkówki. Lepszego testu przed finałem LŚ Polacy mieć nie mogli.

Wsparcie od kibiców Polacy dostali kapitalne. Może brzmi to już jak banał, ale publika w Spodku po raz kolejny była wyjątkowa. Mimo tego że w poprzednich dwóch edycjach kadra pod wodzą Daniela Castellaniego spisywała się w LŚ kiepsko, a w tegorocznej edycji nie było kompletu na trybunach w Łodzi i Płocku, gdzie podejmowaliśmy Amerykanów i Portoryko, to Katowice w środę znów ogarnął siatkarski szał.

Spodek to jednak miejsce magiczne także dla Brazylijczyków, co zresztą podkreślali oni na każdym kroku po przyjeździe na Śląsk. Nic dziwnego: w 2001 oraz 2007 roku wygrywali tutaj turnieje finałowe LŚ. - Tutaj dla mnie wszystko się zaczęło - mówił podniośle 52-letni Rezende, który dowodzi swoją armią już 10 rok.

Wybrańcy Andrei Anastasiego mecz rozpoczęli znakomicie, od prowadzenia 4:1. Pewne przyjęcie pozwalało Łukaszowi Żygadle grać szybko, a nasi skrzydłowi robili, co do nich należało. Brazylijczycy za cel obrali sobie najgroźniejszego w naszych szeregach Bartosza Kurka, ale wyłączenie go z ataku nie było łatwe. Znani z perfekcyjnej gry rywale w pierwszym secie razili sporą ilością błędów, głównie w polu zagrywki. Jednak jak mają w zwyczaju, grę uporządkowali w najważniejszym momencie, czyli od stanu po 20. Sidao ustrzelił asem Kurka, w następnej akcji zablokował go Theo, a sprawę rozstrzygnął Dante.

Nasz zespół klasę pokazał w drugiej partii. Żygadło częściej zaczął uruchamiać środek, a niezawodny w ataku okazywał się Piotr Nowakowski. Tym razem to biało-czerwoni, utrzymując świetną dyspozycję od początku seta, sprężyli się w kluczowym momencie. I od drugiej przerwy technicznej odjechali brazylijskim gigantom w tempie TGV. W efekcie rozbili ich do 18!

Wynik ten może sugerować, że nasz zespół grał koncertowo. Tymczasem korzystał on bardziej na niedoróbkach rywala. Kiedy ten łapał swój rytm, Polacy zwyczajnie nie nadążali. Bruno dogrywał piłki z dokładnością co do centymetra, a tacy wirtuozi jak Lucas czy Theo nie mieli dla naszych litości. Anastasi przetestował całą dwunastkę. Zmienił Bartmana (wszedł Jakub Jarosz) i Michała Ruciaka (Michał Kubiak), ale poprawy to nie przyniosło. As serwisowy Bruno, 16:25 i drugi wygrany przez Brazylię set oznaczał, że mogą czuć się oni już spokojni o miejsce w turnieju finałowym w Trójmieście.

Polacy nieźle bronili i blokowali, ale brakowało im siły rażenia, a przede wszystkim regularności w polu zagrywki. W czwartym secie nasz zespół dostarczył 11-tysięcznej publiczności niesamowitych emocji (24:26), ale to mistrzostwie świata znów byli lepsi.

Jerzy Matlak odwołany z funkcji trenera siatkarek ?

Rozpusta w kadrze, "Niemczyk bez honoru" - koniec ery Matlaka

Więcej o: