Siatkówka. Andrea Anastasi: Dam radę

- Potencjał? Wiadomo, że największym dysponują Brazylia i Rosja, potem trzeba by wymienić całą grupę krajów mocnych, ale już z drugiego szeregu. Do nich należy Polska- mówi Sport.pl Andrea Anastasi. Szkoleniowiec, który doprowadził Włochy i Hiszpanię do mistrzostwa Europy został selekcjonerem polskiej reprezentacji siatkarzy.

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź ?

Umowa obowiązuje do igrzysk olimpijskich w Londynie włącznie, ale w razie permanentnych niepowodzeń, władze PZPS zastrzegły sobie prawo wcześniejszego zwolnienia. Kontrakt (około 10 tys. euro miesięcznie netto) zostanie parafowany na początku marca, kiedy 50-letni szkoleniowiec wróci ze stażu w brazylijskich klubach. Wtedy też rozpocznie pracę i będzie miał miesiąc na wytypowanie składu na Ligę Światową.

Najbliższym współpracownikiem Anastasiego będzie 46-letni Andrea Gardini, najbardziej utytułowany zawodnik świata (trzy wygrane mundiale, cztery razy mistrz Europy, sześciokrotny zwycięzca Ligi Światowej, wicemistrz i brązowy medalista olimpijski. Do sztabu zostanie włączony także Polak, najprawdopodobniej Alojzy Świderek, wcześniej asystent Raula Lozano.

Za przygotowanie fizyczne będzie odpowiadał pracujący w Resovii Giovanni Miale, żelaznym kandydatem na głównego statystyka jest Oskar Kaczmarczyk.

Rozmowa z Andreą Anastasim

Rafał Stec: Dlaczego wziął pan tę Polskę? Od pana też usłyszymy, jak od poprzednich selekcjonerów - Raula Lozano i Daniela Castellaniego - że pana trenerskim wzorem był Hubert Wagner?

Andrea Anastasi: Nie, ja jestem nieco młodszy, wiele zawdzięczam Julio Velasco, uczyłem się też od Amerykanów. Ale dobrze znam też waszych siatkarzy, którzy przyjechali do Włoch w latach 80. - Łaskę, Skibę czy Boska, zresztą ten ostatni pierwszy pogratulował mi SMS-em nowej posady...

...będzie pana przewodnikiem po naszym kraju?

- Na pewno odbędę z nim długą rozmowę. Znamy się świetnie, on świetnie zna wasze środowisko siatkarskie. A dlaczego Polska? Jak zwykle u trenera - nowe, ciekawe wyzwanie, w kraju z dynamicznie się rozwijającą dyscypliną, o którym słychać same dobre rzeczy. To pozwala wierzyć w utrzymanie się na wysokim poziomie sportowym. Cieszę się, że wasi działacze złożyli mi tę ofertę.

Rozmawiamy przez telefon, przebywa pan w Brazylii. Co pan tam robi?

- Wiem, powinienem być u was, kiedy federacja ogłasza mnie trenerem. Niestety, wszystko zaplanowałem wcześniej, dokładnej daty podjęcia decyzji nie znałem, a wiedza, którą tutaj pozyskam, przyda się teraz i reprezentacji Polski. Przyleciałem, by wchłonąć trochę brazylijskiej siatkówki. To królowa tego sportu, chcę przestudiować, dlaczego panuje. Spędzę w Brazylii 15 dni, lubię cały czas przeć do przodu w swoim fachu.

Zdaje pan sobie sprawę, że siatkówka w Polsce to sport numer dwa, nasi najlepsi gracze są gwiazdami porównywalnie lub bardziej rozpoznawalnymi od piłkarzy, a trener kadry pracuje pod niewyobrażalną w innych krajach presją?

- Dzięki temu wyzwanie staje się jeszcze bardziej ekscytujące. Co do presji, to gwarantuję panu, że we Włoszech jest podobna. Różnica polega raczej na szalonym medialnym i kibicowskim zainteresowaniu dyscypliną - do tego będę musiał się po prostu przyzwyczaić. Dam radę.

... a nasze ambicje są takie, że każda impreza z wynikiem poniżej podium zostaje uznana za klęskę. Zna pan polską drużynę z wielkich meczów. Racjonalnie oceniamy potencjał?

- Mogę powtórzyć: i pod tym względem we Włoszech jest identycznie: jeśli wracamy bez medalu, to się ogłasza katastrofę. Kto ma tradycje, ten wymaga. Potencjał? Wiadomo, że największym dysponują Brazylia i Rosja, potem trzeba by wymienić całą grupę krajów mocnych, ale już z drugiego szeregu. One zatrzęsienia graczy najwyższej klasy już nie mają. Do nich należy Polska.

Prezes Przedpełski ogłosił, że postawił przed panem dwa cele: podium Ligi Światowej i awans na igrzyska...

- Przyjąłem. Podzielam opinię, że Polska musi mierzyć w medal imprezy, której jest gospodarzem.

Sam pan mówi, że grupa graczy najwyższej klasy jest ograniczona, a w naszym kraju cały czas mówi się, że niektórzy kadrowicze rozważają rezygnację z reprezentacji w tym sezonie. Przede wszystkim - rezygnację z LŚ? Jest pan gotów do negocjacji?

- Po raz trzeci muszę powtórzyć, że to dla mnie nic nowego. Jako selekcjoner Hiszpanów dawałem dodatkowe wolne Rafaelowi Pascualowi, we Włoszech, w kadrze pełnej weteranów, bez przerwy stykałem się z podobnymi dylematami. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy potrzebują 15 dni odpoczynku, a inni siedem, wiem, jak wymagający fizycznie jest kalendarz rozgrywek. Będziemy rozmawiać, warunek jest tylko jeden - to ja podejmuję decyzję, żaden zawodnik nie będzie wybierał, kiedy gra, a kiedy nie. Żądam pełnej autonomii.

Będzie w kadrze surowy regulamin czy zostawi pan siatkarzom swobodę?

- Najpierw zbadam okoliczności. Uważam, że zasady muszą być, ale też uważam, że każdy trener musi się adaptować do sytuacji. Nie wszędzie sprawdza się to samo.

Jakoś musi się nam pan przedstawić...

-...to powiem, że jestem trenerem, który potrzebuje bez ustanku się uczyć. Dlatego np. płacę z własnej kieszeni za podróż i pobyt w Brazylii, by wrócić jako lepszy fachowiec.

O Polsce pan coś wie?

- Wolę nie mówić za dużo, by nie powiedzieć głupstwa, choć znam historię "Solidarności", wpływ na losy świata Wałęsy, osobowości Jana Pawła II. W ogóle bardzo mi się podoba, że jesteście tak katolickim krajem. My też jesteśmy, to nas zbliża. Na pewno znajdę wiele mentalnych podobieństw między Polakami i Włochami. W ogóle wydaje mi się, że naprawdę sporo nasze kraje łączy.

Andrea Anastasi poprowadzi kadrę siatkarzy...

Czy Anastasi zdobędzie z Polską medal LŚ w tym roku?
Więcej o: