Siatkówka. Pożegnanie Castellaniego: Byłem sobą, niczego nie żałuję

?Mundialowych? decyzji nie żałuje. Pracy z polską kadrą też nie, bo podziwia zaangażowanie naszych siatkarzy. Żal ma za to za pewne zachowania prezesa Przedpełskiego. Może za zwolnienie SMS-em, który jak się okazało dotarł dopiero w piątek rano. Sam Castellani pożegnał się z klasą.

Dostaliśmy zaproszenie do Argentyny. Tej na warszawskim Mokotowie. W piwnicy klimatycznej restauracji, nie w blasku świec, ale reflektorów kilku kamer były trener polskich siatkarzy opowiadał o swojej niemal dwuletniej pracy. Zakończonej inaczej niż liczyliśmy. Tak jak siatkarski mundial we Włoszech.

- Pierwsze trzy mecze drużyna zagrała bardzo dobrze, choć nie widowiskowo - wracał do "kampanii wrześniowej" Argentyńczyk. - Widać było, że forma rośnie i z meczu na mecz gramy coraz lepiej. To jest normalne w takich turniejach, że tej kondycji się nabiera z czasem.

Patrząc na końcowe wyniki Bułgarii, Serbii czy wreszcie Brazylii, które pierwszą rundę zakończyły na trzecim miejscu w grupie, trudno się nie zgodzić. - Jednak w pewnym momencie, po meczu z Serbią, zespół się zablokował. To był wynik kilku pomniejszych czynników. Oczywiście jednym z nich była czysta presja sportowa, ale to jest normalne. Okazało się jednak, że trzeba też sprostać niezwykle wysokim oczekiwaniom. Te stawiane w Polsce nie mają porównania z żadnym innym krajem na świecie - mówił szkoleniowiec. - Jedne zespoły radzą sobie z nią dobrze, inne nie.

Test zaufania

To że nasz zespół ciśnienia nie wytrzymuje, udowodniły mistrzostwa Europy w 2007. Walczyć z drużynami ze Starego Kontynentu pojechaliśmy jako drugi zespół świata. W Europie nie zmieściliśmy się w dziesiątce. Ale jak to się dzieje, że Brazylia, z której barków presja nie schodzi od lat, umie ją udźwignąć? - Nasze drugie miejsce w jakimkolwiek turnieju odbierane jest jako klęska. Oczekiwania są więc ogromne. Ale nam jest to potrzebne. Nie moglibyśmy grać, nie czując tego ciśnienia - powiedział rozgrywający Brazylii Marlon, uginając się lekko pod ciężarem wiszącego na szyi złotego medalu mistrzostw świata.

Castellani jest więc kolejnym trenerem, który nie odgadł działania polskiej mentalności. Raul Lozano też się sparzył, ale nie pokajał. Słowo o dymisji nie padło, aż działacze sami pozbyli się pierwszego polskiego Argentyńczyka. Ten drugi oddał się do dyspozycji władz PZPS pół godziny po porażce z Bułgarią, czyli odpadnięciu Polski z mistrzostw. - Nie mam sobie nic do zarzucenia. Wypełniłem program, który założyłem - mówił Castellani. - Patrząc na to wszystko co się stało, mogę powiedzieć, że uczciwe granie to była właściwa decyzja. Mimo iż w jakimś sensie kosztowała mnie utratę stanowiska. Zapytałem związek, czy dalej mi ufają. Widać nie. Cóż, tak miało być. Ale chcę zapewnić, że mam mnóstwo energii i wiedzy, żeby pracować dalej. To nie jest tak, że myślę i dalej zastanawiam się, co będzie. Nie! Wyciągnąłem wnioski. Ale trudno jest coś robić, gdy związek nie ma do ciebie zaufania.

Mądry Argentyńczyk po szkodzie

Niektóre wyjaśniania Castellaniego wydają się mało poważne. I co najwyżej udowadniają, że jednak jest w nim coś polskiego. Bo tak, jak Polak, mądry jest po szkodzie. - Gdybym wiedział wcześniej, to co wiedziałem teraz, na pewno bym parę rzeczy zmienił - mówił trener. Tak tłumaczyć mógłby się każdy. Trochę racji Castellani jednak ma. - Jeżeli ktoś ma w głowie pewien cykl treningowy, który chce realizować przez 4 lata, to musi wkalkulować w to potknięcia, żeby potem wykluł się z tego sukces. W USA kilka istotnych porażek przez 3 lata nie powodowały żadnych zmian, trener mógł kontynuować swoją pracę. Miał czas, żeby wyciągać wnioski z niepowodzeń i doszli do tego, do czego doszli (złotego medalu IO - przyp. red.). Ale my jesteśmy w Polsce - kończy szkoleniowiec.

"Masz wiadomość"

A w Polsce trenerów reprezentacji zwalnia się idąc z duchem technologii. Castellaniemu prezes PZPS posłał SMS, z prośbą by ten odebrał telefon. Chciał przekazać mu decyzję zarządu związku. - Dostałem wiadomość - potwierdza Argentyńczyk. - Dziś rano (w piątek - red.)...

Treści SMS-a Castellani domyślał się już w czasie rozmów z działaczami. - Na każdym moim spotkaniu w Polsce wychodziły kolejne wersje wydarzeń, wersje tego co mówiłem. Kiedy obserwowałem pewne ruchy, zachowania, nabierałem coraz bardziej przekonania, że decyzja już została podjęta. W mediach pojawiło się masę kłamstw. Co do samego raportu - jeśli padłoby pytanie o uszczegółowienia czegoś, oczywiście bym to zrobił. Mam żal o niektóre rzeczy, jakie się wydarzyły. Ale jest też wiele powodów do radości...

Kibice - niezapomniani, zawodnikom - dziękuję

Pierwszy to spotkani w Polsce kibice. Im trener podziękował w pierwszej kolejności. - Te dwa lata były niezapomniane. Te pewnego rodzaju wsparcie, sympatia, które były dla mnie bardzo ważne. Dziękuję też zawodnikom. To była ogromna przyjemność pracować z nimi, ze względu na ich zaangażowanie, chęci. Nie zawsze im wychodziło, ale dziękuję za chęć współpracy ze mną. Dziękuję całemu sztabowi, który mi towarzyszył, a który nie został chyba odpowiednio potraktowany. Tworzyli go ludzie niezwykli, zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Cieszy mnie też, że przez cały ten czas, byłem sobą. Postępowałem tak, jak czułem. Z wszystkimi moimi wadami i zaletami.

Wilk syty i owca cała

Jedną z zalet była "niekofliktowość" Argentyńczyka. Udało się więc dogadać z PZPS-em. - Umowę rozwiązano za porozumieniem stron. Obie są zadowolone z warunków - powiedział rzecznik związku Kamil Fedorowicz. Jednak ile pieniędzy dostał Castellani na pożegnanie nie powiedział. Warunków rozwiązania umowy nie zdradza nikt. Nie wiadomo też, czy powiedziane po polsku na zakończenie "do widzenia" było tylko grzecznościowe, czy szczere. Wiele się bowiem mówi o pozostaniu argentyńskiego trenera w Polsce. Gdzie miałby znaleźć posadę? Tutaj znów słychać tylko cisze szeptanie. - Rozmawiam z działaczami z Europy i nie tylko. Ale teraz chcę odpocząć. W poniedziałek lecę do Argentyny. Teraz na pewno nie będę myślał o pracy. - Daniel rozważy wszystkie oferty pracy, także te z Polski. W końcu jest profesjonalistą - mówi jego menager Jakub Malke.

Trener siatkarek po porażce z Japonią ?

Więcej o: