Sebastian Świderski: Odpowiada mi rola Giby

Stojąc z boku, mogę wspomóc kolegów doświadczeniem. Udowodniłem w klubie i w kadrze, że sprawdzam się w takiej roli - mówi Sebastian Świderski, który wraca po kontuzji i liczy, że Daniel Castellani zabierze go na siatkarski mundial

Po meczach w Ameryce Południowej selekcjoner, który odbył w środę 2,5-godzinną rozmowę z władzami PZPS na temat przyszłości kadry, wybierze czternastkę na rozpoczynające się za miesiąc we Włoszech MŚ. Selekcjoner twierdzi, że została mu tylko jedna niewiadoma. Prawdopodobnie chodzi o 33-letniego Świderskiego, który w niedzielnym meczu z Brazylią w Memoriale Wagnera wrócił do reprezentacji po półtorarocznej przerwie.

Przemysław Iwańczyk: Jak było?

Sebastian Świderski: Trudno - po dwóch operacjach, zerwanym ścięgnie Achillesa, później kłopotach z kolanem. Czas nie stał w miejscu, w kadrze wiele się zmieniło. Kiedy się leczyłem, inni pracowali, grali. Stojąc z boku, przyglądałem się jednak młodszym kolegom, poznawałem nowe schematy gry, staram się teraz jak najszybciej ich dogonić.

Pojedziesz na mistrzostwa?

- Nie chcę oceniać swoich szans. Wszyscy widzieli, jak zaprezentowałem się w meczu z Brazylią. Nie jestem z siebie zadowolony, ale trudno spodziewać się, bym wskoczył na boisko po dwóch i pół dniach stania w kwadracie dla rezerwowych i wypadł rewelacyjnie. Ani się nie tłumaczę, ani nie zwalam winy na innych, ale po tak długiej przerwie od razu nie gra się tzw. szlema i nie wygrywa w pojedynkę z mistrzami świata.

Castellani mówi, że został mu tylko jeden kadrowy dylemat...

- Proszę pytać Castellaniego, ja robię swoje. Nawet jeśli już nie jestem dylematem selekcjonera, to na powrót chciałbym nim być. Mam nadzieję, że wciąż ma ze mną problem.

Rozmawialiście o tym?

- Nie chcę odpowiadać na to pytanie... Nie chcę się zagłębiać, wchodzić w polemiki, domyślać się itd., zwłaszcza że grałem i trenowałem niewiele.

Grasz już na 100 proc. możliwości?

- Potrzebuję więcej czasu i na trening, i na grę. Jeśli jest nas w kadrze osiemnastu, to nie wykonuję tylu powtórzeń, ile bym chciał. Trudno wykroić czas, bym mógł dojść do siebie, a chciałbym odrobić zaległości. Sam dodatkowo ćwiczę zagrywkę albo odbijam piłkę od ściany, ale to przecież nie to samo co pełny trening z zespołem.

Nie odzyskałem jeszcze zdrowia w 100 proc. Po ciężkiej siłowni albo treningach odzywa się operowane kolano. Ale zupełnie nie przeszkadza mi to w pracy. Nie zastanawiam się dwa razy, czy skoczyć do ataku, myślę tylko o tym, jak uratować akcję, jak zdobyć punkt.

W czwartek Castellani ma ogłosić reprezentację na wyjazd do Brazylii, mundialowa kadra nie będzie jeszcze znana. Rozważasz wariant, że za pewien czas sam ocenisz: "Nie jadę, są lepsi ode mnie".

- Jeśli będę czuł, że się nie łapię, nie będę zabierał czasu kolegom i to powiem. Jedna czy dwie osoby więcej na treningu to już problem, liczba powtórzeń pewnych ćwiczeń spada. Na razie nie dostałem sygnałów, że trener mnie nie widzi, więc wracam do Spały, chcę trenować, ale na intensywniejszych niż dotąd zajęciach.

Jeśli Castellani cię powoła, zaakceptujesz rolę rezerwowego?

- Sebastian Świderski nie jest niezastąpiony. Jeśli ktoś na treningach i meczach wypadnie lepiej ode mnie, powinien grać. Każdą rolę w kadrze przyjmę z pokorą. Nawet stojąc z boku, mogę wspomóc kolegów doświadczeniem, przekazać spostrzeżenia, wnioski choćby z ligi włoskiej, gdzie grałem przez siedem lat.

Taką rolę odgrywał kiedyś w Serbii Vladimir Grbić czy teraz w Brazylii Giba, legendy światowej siatkówki.

- Dzięki za tego Grbicia i Gibę ( śmiech ). Tacy ludzie w drużynie są potrzebni. Udowodniłem chyba w klubie i w kadrze, że sprawdzam się w podobnej roli. Jestem pewien, że i Grbić, i Giba poprzez swoje uwagi do kolegów potrafiliby wygrać jedną, dwie akcje dla drużyny.

W jakiej formie jest dziś reprezentacja?

- Nie wiadomo, wszystkie zespoły budują formę, nie są w szczycie. Sądzę, że jesteśmy na początku drogi, przed rokiem Castellani pokazał, jak należy przygotować zespół na turniej. Memoriał Wagnera był zbyt wcześnie, by wyciągać z niego wnioski.

Podbudowała was wygrana z Brazylią po ośmiu latach?

- Niestety, nie grałem w tym meczu. Takie spotkanie pomaga i niesie spokój. I nam, i ludziom z boku, którzy są zniecierpliwieni, bo po bardzo nieudanej Lidze Światowej wieszano na nas psy.

System rozgrywek [trzy fazy grupowe] w MŚ jest kuriozalny - można przegrać cztery mecze i sięgnąć po złoto, można przegrać raz i nie stanąć na podium...

- To system niesprawiedliwy, ale wszyscy są w takiej samej sytuacji. Nie kalkulujemy, które miejsce zająć w grupie, by trafić na dogodniejszego rywala. Wyniki z grupy nie liczą się w kolejnej, dlatego w pierwszej fazie faworyci nie zawsze będą wygrywać, lecz będą szukać formy na finisz. Castellani nie będzie grał na początku rezerwowymi, tak jak w mistrzostwach Europy zagra najsilniejszy skład.

Kto jest faworytem? Dla mnie Brazylia, potem Polska i Rosja.

- Mamy ogromny potencjał. Widzę to ja, widzą to zawodnicy i trenerzy naszych rywali. Jeśli trafimy z formą, zagramy w turnieju do końca. Możemy być przed Brazylią! Zgadzam się z Rosją, liczyć się będą także Kubańczycy, ale to jeźdźcy bez głowy, zagrają dwa razy dobrze, a potem mają wpadkę przez brak spokoju. Silni u siebie będą Włosi. Mają zdecydowanie najłatwiejszą drogę do medalu.

Jesteś na razie jedynym, który mówi, że mierzycie w złoto.

- Mówiłem, że możemy być przed Brazylią, a to jeszcze złota nie oznacza ( śmiech ). Każdy jest do pokonania. W finale Ligi Światowej Brazylijczycy grali średnio. Mają kawał drużyny, ale my też.

Chyba wszyscy kibice chcą, żebyś pojechał na MŚ...

- Może dlatego, że od żadnego kibica nigdy się odwróciłem, nie odmówiłem zdjęcia i autografu. Polska siatkówka to jednak nie tylko Świderski. To cała grupa, która odwzajemnia sukcesami zaangażowanie fanów. Siatkarze są dla nich, dopiero z boku są dziennikarze, telewizja, działacze i ci, którzy nam złorzeczą.

Jak skomentujesz wywiad Michała Winiarskiego ze środowego "Przeglądu Sportowego"?

- Zgadzam się z Michałem. Gdyby nie my, siatkarze, działacze nie byliby potrzebni. Dlatego nie powinniśmy być dla nich, tylko oni dla nas. Jeśli już dla kogoś jesteśmy, to tylko dla kibiców, a ci nie chcą oglądać siatkarzy schorowanych, niezadowolonych i znużonych. W tej pogoni za pieniądzem, niestety, cierpimy my.

Siatkarze: Gramy za dużo! PZPS: Jest problem, ale poczekajmy ?

Więcej o: