Łukasz Żygadło: - Wbiegł pies na boisko (śmiech). Najpierw próbował wyprowadzić go Winiar, ale pies się przestraszył i dopiero Zbyszek Bartman go wyprowadził, choć było widać, że pies był przerażony całą sytuacją i tym, że wystąpił przed kilkutysięczna publicznością. A poważnie jeśli chodzi o to, co się stało sportowo to należałoby się cofnąć do czwartego seta, gdzie przy wysokim prowadzeniu po długiej akcji pełnej obron Gato i kontrataków punkt zdobyli gospodarze i to pobudziło publiczność. Kubańczycy też uwierzyli w to, że jeszcze mogą wygrać, a nam zabrakło chłodnej głowy. Generalnie trudno tam zachować chłodną głowę. Trzeba bowiem powiedzieć o warunkach, jakie tutaj panują. W zasadzie każda wystawa to było modlenie się o to, żeby piłka dobrze wyleciała z rąk, bo wszyscy byliśmy mokrzy, piłka była bardzo mokra. Myślę, że nawet w telewizji widać jak po każdym kontakcie z piłką rozpryskują się krople wody wokół. I po nas i po Kubańczykach widać, że ciężko tą piłkę kontrolować, a w takiej sytuacji raczej trudno myśleć o taktyce, która w tym spotkaniu była bardzo ważna. Myśli się raczej o tym, jak odbić piłkę, żeby było poprawnie. Ja jestem zły na to, zły na warunki i na siebie, ale tak po prostu jest. Organizatorzy robili wszystko, żeby temperaturę w hali obniżyć: ustawili dodatkowe wentylatory, polewali dach wodą. Podczas meczu jest lepiej, ale na treningach w hali było po prostu piekło.
- Najgorszą rzeczą jest to, że jak mówiłem - piłka lata jak chce. Jeśli uda mi się ją lepiej kontrolować, to będzie lepiej (śmiech). Wszystko jednak zależy od warunków w hali, naprawdę. Może po jednym takim spotkaniu, kiedy wiemy już jak to jest, będzie łatwiej. Trzymajcie kciuki!
Więcej pomeczowych wypowiedzi czytaj na Reprezentacja.net! ?