Serce siatkówki tylko biało-czerwone

Po futbolowym meczu Polski z Bułgarią rozpętała się medialna burza. Wszystko przez fatalne stroje reprezentantów przygotowane w egzotycznych dla Polaków kolorach.

Mnie dodatkowo zaniepokoił wywiad Radosława Leniarskiego w sobotniej "Gazecie" z Andrzejem Placzyńskim. Wynika z niego, że szef SportFive w Polsce, firmy skutecznie kontrolującej PZPN od lat, uważa sprawę barw narodowych za temat zastępczy, niegodny zgiełku, jaki wywołał. Więcej, twierdzi, że kontrowersyjny projekt firmy Nike to dobry kierunek, a problemem jest jedynie "polskie piekiełko", które jest w stanie zabić każdy nowy pomysł.

Czy taka sprawa mogłaby się zdarzyć w naszej ukochanej siatkówce? Choć nasi grają od czasu do czasu w niebieskich strojach, to jednak flaga na koszulkach zawsze ma właściwy kształt z czerwienią na dole. Barwy biało-czerwone są w siatkówce święte, nie tylko dla fantastycznych kibiców. Działacze i trenerzy, nawet ci z zagranicy, doskonale wiedzą, jak ważne są dla tego środowiska narodowe symbole. Raul Lozano i Daniel Castellani nigdy nie pozwolili sobie, by w trakcie meczu reprezentacji ubrać się inaczej niż w biało-czerwony dres z napisem "Polska" na plecach. Nie trzeba być zbyt przenikliwym, by wiedzieć, że właśnie tak wygląda normalność. Przyjemnie też było obcować z takim trenerem reprezentacji jak Ireneusz Mazur, dla którego historia Armii Krajowej to biblia, a postać Jana Piwnika "Ponurego" - symbol i wzór patriotyzmu. Może dlatego jego zawodnicy wiedzieli, że nosić biało-czerwone barwy to zaszczyt i odpowiedzialność. Nigdy też nie przyszło do głowy prezesom Przedpełskiemu, Popce czy kiedyś Biesiadzie, by eksperymentować z reprezentacyjnymi barwami. Bo jak wtedy w wypełnionym po brzegi Spodku brzmiałoby ulubione "Polska, biało-czerwoni".

Nie ma listy kadrowiczów - mówi David Castellani ?