Siatkówka. Wiktor Krebok: To, że nie gramy w Final Six nam tylko pomoże. Klub i kadra z grą o medal, to jakby ktoś przesiadł się z Malucha do Rolls-Royce'a

- Jeśli nasza reprezentacja nie wygra nawet spartakiady i parafiady, to nie będzie miała spokoju w mediach. Na mistrzostwach Europy przede wszystkim potrzebny nam będzie Bartosz Kurek. Konieczne jest, by doszedł psychicznie do siebie, i by wszystko mogło się kręcić wokół niego. Jeśli nie on, to nie wiem, co dalej - mówi w rozmowie ze Sport.pl były trener reprezentacji Polski w siatkówce, Wiktor Krebok.

Liga Światowa w wykonaniu polskiej kadry to już przeszłość, choć rzuca się cieniem na przygotowania reprezentacji do mistrzostw Europy. Z gry w zespole narodowym zrezygnował Karol Kłos, Michał Kubiak musi doleczyć kontuzję, na mistrzostwach Europy nie zagra Mateusz Mika, a forma Bartosza Kurka nie satysfakcjonowała nikogo. W tej sytuacji wielu mówi o konieczności sięgnięcia po młodsze sportowe pokolenie – mistrzów świata juniorów. Czy Jakub Kochanowski, Bartosz Kwolek i Tomasz Fornal zadomowią się w seniorskiej reprezentacji już teraz?

Jak oceniłby pan miejsce, które zajmuje obecnie polska siatkówka na arenie międzynarodowej?

Wiktor Krebok: - Prawda jest taka, że nie doszliśmy do finałów Ligi Światowej, ponieważ nie udało nam się doleczyć kontuzji. Michał Kubiak był po urazie, nasi starsi środkowi również, a do tego Bartosz Kurek był niedysponowany. Trener Ferdinando De Giorgi został postawiony w bardzo trudnej sytuacji, choć moim zdaniem nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Swoje szanse dostali Mateusz Bieniek i Bartłomiej Lemański, a granie dało im więcej niż uzyskaliby przez pół roku trenowania. To na pewno zaprocentuje w przyszłości!

W tej chwili kadrowicze mogą spokojnie przygotowywać się do mistrzostw Europy. Nikt im nie będzie przeszkadzał, a Kubiak zaleczy kontuzję. Wszystko robi się jednak coraz ciekawsze, ponieważ niedawno nasi juniorzy zdobyli mistrzostwo świata. Jest to dla mnie ogromnym powodem do radości. Nasi zawodnicy, jak na ten poziom rozgrywek, pokazali świetną grę, w finale dosłownie rozbijając Kubańczyków.

To paradoksalnie znów postawiło trenera De Giorgiego przed trudnym zadaniem. Doskonale go rozumiem, ponieważ kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Zobaczyłem, że mamy sześciu młodych i zdolnych siatkarzy, wziąłem ich do kadry seniorskiej, kilka meczów z nimi przegrałem, ale później okazało się to trafnym wyborem, ponieważ błyskawicznie rozwinęli swoje talenty. Włoski szkoleniowiec powołał trzech, zdając sobie sprawę z tego, że różnica między seniorską, a niższą szczeblem wiekowym siatkówką jest bardzo duża. Wydaje mi się, że za jakiś czas będziemy mogli zobaczyć kolejnych przedstawicieli złotej drużyny w „dorosłej” kadrze, ponieważ choćby rozgrywający Łukasz Kozub pokazał się podczas ostatniego turnieju z bardzo dobrej strony.

Minister Sportu przyznał, że zespół Sebastiana Pawlika to dobro narodowe. Jak najbardziej się z tym zgadzam, ale przypominam, że jego członkowie powinni mądrze kierować swoją przyszłością. Przede wszystkim muszą grać w klubach, które umożliwią im występy w szóstkach. Tu pojawia się problem, bo z ich talentem powinni być członkami najlepszych drużyn, ale w Asseco Resovii Rzeszów czy PGE Skrze Bełchatów kupuje się również zagranicznych siatkarzy, a młodzi chłopcy grzeją ławę. Tu potrzebny byłby draft (pozyskiwanie nowych graczy, którzy nie ukończyli 23 roku życia i nie rywalizowali wcześniej na parkietach PlusLigi. Ma on na celu umożliwienie młodszym zawodnikom gry w najwyższej klasie rozgrywkowej – przyp. red.). Występowaliby w słabych zespołach, ale za to w szóstkach!

Nie zmienia to faktu, że nasi juniorzy to ewenement i fantastyczna ekipa, ponieważ nie przegrali meczu od dwóch lat! Nie wiem, czy kiedykolwiek coś takiego wcześniej się zdarzyło.

Skoro mówimy o rozwoju, to warto spojrzeć na perspektywę braków w Lidze Światowej. Mówiono – potrzebujmy ataku na lewym skrzydle, bloku i lepszego rozegrania. Gdzie przede wszystkim powinniśmy skorzystać z juniorów?

- Rozegranie jest możliwe, kiedy występuje przyjęcie pół metra od siatki, a piłka jest wysoka. Jeśli go nie ma, to zwyczajnie się wystawia i to już nie jest to samo. Nie patrzmy na to wszystko jednak w ten sposób, ponieważ na mistrzostwach Europy przede wszystkim potrzebny nam będzie Bartosz Kurek. Konieczne jest, by doszedł psychicznie do siebie, i  by wszystko mogło się kręcić wokół niego. Jeśli nie on, to nie wiem, co dalej…

Dla wielu zawodników Liga Światowa była dużym sprawdzianem i weryfikacją formy. Wystarczy spojrzeć na bezkompromisowego i mocnego w Jastrzębskim Węglu Macieja Muzaja. W klubie wszyscy mu klaskali, a kiedy dostał szansę w seniorskiej kadrze, to można było dostrzec, jak duża jest dla niego różnica między poziomami reprezentacji. Chłopaka sparaliżowało i nie mógł przebić piłki. Miejmy nadzieję, że to wszystko jest już za nim i od teraz już będzie grał.

Najbardziej potrzeba nam doświadczonych środkowych, co szczególnie było widać w meczu z Amerykanami – co chwila robili Lemańskiego w konia! On leciał w prawo, piłka szła w lewo… Tego jednak nie da się nauczyć. W trakcie grania zdobywa się doświadczenie, dzięki któremu później idzie się za piłkami automatycznie.

Stąd powołanie Łukasza Wiśniewskiego? Brakuje nam doświadczenia na środku? Jeśli tak, to dlaczego nie sięgnąć po Andrzeja Wronę, Marcina Możdżonka czy Piotra Nowakowskiego?

- Możdżonek to już prehistoria – nie wracajmy prawie że do 40-letnich siatkarzy! Musimy wierzyć, że wszyscy powołani dojdą do właściwej formy. Najlepiej byłoby, gdyby bardziej doświadczeni zawodnicy doszli do odpowiedniej dyspozycji, a młodsi musieli dać z siebie wszystko, by doścignąć ich w gonitwie o wyjściową szóstkę. Taka rywalizacja byłaby właściwa.

Wszystko pokaże jednak dopiero Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, ponieważ do tego czasu coś się wykluje, a my po turnieju będziemy mądrzejsi o kolejne informacje. W tej chwili trudno cokolwiek przewidzieć, ponieważ Liga Światowa z różnych powodów nam nie wyszła.

Do drużyny przygotowującej się do mistrzostw Europy dołączył Jakub Popiwczak. Doszkalanie młodego-zdolnego przy tym, że Paweł Zatorski wciąż jest numerem jeden, a Damian Wojtaszek jest od niego straszy, jest chyba zasadne?

- Oczywiście, że tak! Ten chłopak poczynił bardzo duży postęp już w Jastrzębskim Węglu, ponieważ dostał szanse na poważne  granie. Początkowo wchodził na przyjęcie, później całkowicie poświęcił się na pozycji libero i to był strzał w dziesiątkę. Ma fajny charakter, jest typem walczaka. W takiej sytuacji trzeba stawiać na młodych, tym bardziej, że w światowej siatkówce widać trend polegający na coraz większym odświeżaniu składu. Amerykanie zmienili zespół, podobnie Rosjanie i Brazylijczycy, więc musimy zrobić tak i my.

Różnicą pomiędzy nami a innymi reprezentacjami jest to, że u nas liczy się wynik. Cykl przygotowań kadry USA przebiega od igrzysk do igrzysk. Polska siatkówka charakteryzuje się tym, że jeśli nasza reprezentacja nie wygra nawet spartakiady i parafiady, to nie będzie miała spokoju w mediach! Mimo wszystko jestem optymizmu. Wierzę w to, że zarówno nasi chłopcy, jak i publiczność się sprawdzą.

Czy według pana których z powołanych juniorów jest gotowy na to, by pojechać na mistrzostwa Europy?

- Wielu mówi o tym, że Jakub Kochanowski jest gotowy, ale jak stanie przy doświadczonych graczach, to będzie inaczej. Co prawda zaczął zbierać szlify w Indykpolu AZS-ie Olsztyn, ale klub i reprezentacja z grą o medal, to jakby ktoś przesiadł się z Malucha do Rolls-Royce’a.

Myślę, że w tym wypadku szansę dostaną nieco starsi zawodnicy na innych pozycjach – Artur Szalpuk oraz Aleksander Śliwka. Nie wiem, co będzie z Kwolkiem, ale warto zauważyć, że dawał sobie radę i ma bardzo fajną zagrywkę… Nie ulega również wątpliwości, że w tej chwili serwis jest podstawowym elementem, na którym opiera się siatkarska czołówka. Nie możemy co drugiej piłki posyłać w aut lub w siatkę, jak to robił Bartosz Kurek i inni panowie – by się liczyć, należy dobrze zagrywać.

Mimo wszystko nie da się porównać poziomów seniorskich i młodzieżowych. To wszystko musi wyjść w „praniu”, w walce, ponieważ inaczej szachów dojrzałej siatkówki nie da się poukładać.

Wierzy pan, że reprezentacja zdoła pokonać swoje demony z Ligi Światowej?

- Według mnie to, że nie gramy w Final Six nam tylko pomoże. Czym skutkowałaby taka możliwość? Rozbitym zespołem, radzeniem sobie z przeskokiem czasowym, powrotem, ponownym przystosowaniem, wybiciem z rytmu treningowego… Wydaje się, że taki wyjazd do Brazylii to nic, ale jest to tak naprawdę potężny wysiłek.

Liczę na to, że nasi zawodnicy się wyleczą, potrenują i staną na pudle podczas zbliżających się mistrzostw Europy. To jest moje marzenie - mam nadzieję, że zdobędą medal.