Siatkówka. Ireneusz Mazur: Kubiak i Kurek to husaria, natomiast Muzaj i Śliwka to lekka kawaleria. Taki układ to najlepsze, co może nas spotkać

Polska reprezentacja rozpoczęła tegoroczną Ligę Światową od wygranej z Brazylią i Włochami oraz porażki z Iranem. Ekspert siatkarski i trener Ireneusz Mazur zachęca do niewysuwania pochopnych wniosków i koncentracji na nadrzędnym celu kadry na ten sezon - mistrzostwach Europy. - W mojej opinii pierwszy turniej Ligi Światowej był wejściem w plan długofalowy, więc nie zalecałbym ani niepokoju ani hurraoptymizmu - mówi - Sport.pl.

Dużo mówi się o tym, że zmiana na stanowisku szkoleniowym reprezentacji Polski mężczyzn była właściwym rozwiązaniem. Wyniki również stoją po stronie włoskiego selekcjonera kadry, Ferdinando De Giorgiego. Siatkarze wygrali mecze sparingowe, a w pojedynkach o stawkę pokonali mistrzów olimpijskich i silnych Włochów. Nie poradzili sobie jedynie z teoretycznie najsłabszą drużyną, z którą mierzyli się podczas turnieju w Pesaro, czyli Persami. Zastanawiała gorsza dyspozycja Bartosza Kurka w dwóch pierwszych spotkaniach, choć wielu jednocześnie cieszył pokaz możliwości Aleksandra Śliwki oraz Bartłomieja Lemańskiego. W ten weekend siatkarze ponownie staną przed szansą walki o punkty LŚ. Tym razem zagrają w Warnie. Początek o godz. 18.10.

Po pierwszym tygodniu rywalizacji w Lidze Światowej mamy kilka powodów do optymizmu po meczach z Brazylią i Włochami  czy kilka do niepokoju po porażce z Iranem?

Ireneusz Mazur: - W mojej opinii pierwszy turniej Ligi Światowej był wejściem w plan długofalowy, więc nie zalecałbym ani niepokoju ani hurraoptymizmu. Zważywszy na problemy, z którymi kadra borykała się w ostatnim czasie, bardzo dobrze oceniam jej start. Pierwsze mecze, które graliśmy z zewnętrznymi rywalami były spotkaniami nie z anonimowymi drużynami, ale z klasowymi zespołami.

Wygrane z Brazylią i Włochami są dla mnie rzeczą radosną, choć nie uważam, że od tego momentu równym krokiem maszerujemy po medale. Dojrzewanie do wygrywania nie jest łatwe. Jest to trudny proces i nasi zawodnicy muszą mieć tego świadomość, widząc, że trener De Giorgi jest szkoleniowcem konsekwentnym i zasadniczym w wielu sprawach. Nie współpracowałem z nim nigdy, ale z tego, co wiem, jest to wymagający typ temperamentu. Nie jest podatny na cieplejsze powiewy powietrza, czyli podobnie reaguje na różne sytuacje.

Wydaje mi się, że więcej nie będzie przyzwolenia na taki mecz, jak spotkanie z Iranem. Prawdopodobnie po tym pojedynku zostały wyciągnięte głębokie wnioski, które następnie sztab szkoleniowy przeniósł na treningi i na kolejne starcia. Podobnie chłodna i twarda polityka nie zawsze się przyjmuje i nie zawsze jest również łatwa do zrealizowania. O ile zawodnicy ZAKSY Kędzierzyn-Koźle są do podobnej ręki przyzwyczajeni, ponieważ przeszli okres dwuletniej współpracy z Fefe, to znakomita większość zawodników dopiero „wchodzi” w kadrę, czemu towarzyszy euforia. Później przyjdzie czas na wyciąganie konsekwencji i nawet na reprymendy, a do nich również trzeba się przyzwyczaić.

Można się nastawić na to, że dobre wyniki się pojawią, ponieważ już teraz widać, że reprezentacja jest mądrze prowadzona. De Giorgi udowodnił, że nie jest typowym twardym Włochem, który zamierza prowadzić zespół wyłącznie stylem z Italii – jedną szóstką. Kiedy dysponuje porównywalną czternastką nie boi się zmian i systematycznie je wprowadza, dając zawodnikom możliwość spróbowania swoich sił w różnych kombinacjach.

Podsumowując, w mojej ocenie mamy trenera, który poprowadzi kadrę twardą ręką, ale przede wszystkim logicznie i z rozmysłem. Za tym pójdą zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Wszystko będzie dobrze do momentu, kiedy będziemy wygrywać, lecz jeśli pojawią się porażki, to każdy nawet kuriozalny problem urośnie do olbrzymiej rangi. Warto zachować więc chłodne spojrzenie, które pomoże utrzymać spokój w ważnych wygranych z Brazylią i Włochami, ale również ułatwi radzenie sobie z takimi porażkami, jak ta z Iranem.

W drugim turnieju trener De Giorgi zrezygnował z Rafała Buszka i Jakuba Kochanowskiego,  a na ich miejsce powołał Artura Szalpuka i Łukasza Kaczmarka. Czy to oznacza, że Liga Światowa mimo wszystko może być odczytywana jako eksperyment dopasowujący zawodników do różnych wariantów grania, czy też, posługując się słowami prezesa Jacka Kasprzyka, nadal  jeździmy na nią wyłącznie dlatego, że gracze mogą zarobić?

- W tym przypadku musielibyśmy ze słowa „eksperyment” wyciągnąć konotacje przypadkowości, której według mnie w kadrze nie ma. Działanie Ferdinando De Giorgiego jest celowe, ponieważ chce przygotować reprezentację nie tylko głównego nurtu, ale również młodszych zawodników do niego aspirujących. Należy sprawdzać skład i szkolić go bez większej straty na jakości gry i wydaje mi się, że to właśnie robi włoski trener. Z drugiej strony mecz z Iranem pokazał, że wprowadzanie podobnych zmian może skutkować przegraniem spotkania. W przyszłości trzeba tego unikać, ale jednocześnie należy być na to gotowym. To zawodowy sport i takie rzeczy się w nim zdarzają.

Wprowadzanie nowych graczy jest celowe, świadome i bezpieczne. Zmiany, które nastąpiły w ostatnim meczu były pokłosiem informacji, że Iran jest zespołem, który ówcześnie przegrał wszystko. Wręcz oczekiwano, że w tym spotkaniu dojdzie do roszad, wynikających z potrzeby sondowania, jak zawodnicy odnajdują się w różnych sytuacjach. Zabrakło Lemańskiego, więc trzeba było szukać innych siatkarzy, którzy swoją zagrywką byliby w stanie tak świetnie oddziałać na rywali. Szkoleniowiec poznaje formę zawodników, których zna mniej, dlatego daje im szansę i prowokuje, by dowiedzieć się, jak zareagują.

Trener ma rozpisany plan. Z tego, co słyszałem, początkowo po pierwszym tygodniu Artur Szalpuk i Łukasz Kaczmarek mieli się pojawić za Aleksandra Śliwkę i Macieja Muzaja, ale widocznie szkoleniowiec zdecydował się na korzystniejszy dla zespołu wariant. Choć do końca nie znamy założeń roszad, to wiemy, że skład kadry może się różnić w zależności od etapu turnieju Ligi Światowej. Zapewne w ostatnim meczu selekcjoner dał Rafałowi Buszkowi pograć więcej, by zaakcentować jego rolę w drużynie, a teraz podaruje mu odpoczynek po intensywnym sezonie klubowym. Do tej pory wszystkie wybory Fefe mają dla mnie logiczną składnię. To dopiero mistrzostwa Europy będą stanowić produkt końcowy i podsumowanie sezonu.

Nie zgadzam się z twierdzeniem prezesa Kasprzyka, że Liga Światowa jest turniejem tylko dla pieniędzy. Moim zdaniem od tego jest praca w klubach, gdzie zawodnicy zarabiają naprawdę bardzo dużo. Polski Związek Piłki Siatkowej łoży na wyjazdy, reprezentanci mogą zbierać bonusy za wyniki, ale kwestie finansowe nadal pozostają trzeciorzędną sprawą. Liga Światowa jest dużo ważniejszym celem! Pamiętajmy o tym, że ten turniej ponownie przeniósł naszą kadrę na salony.

Cieszy debiut Śliwki, dziwi forma Kurka?

- Pocieszająca w słabszej dyspozycji Bartosza Kurka jest forma Aleksandra Śliwki. Nie jest łatwo bardzo dobrze zaprezentować się przed reprezentacją Brazylii, a jemu się udało.

Ważny dla sprawy jest tok sezonu klubowego w wykonaniu starszego z przyjmujących. Większą jego część przesiedział w kwadracie dla rezerwowych, emocje zapewne w nim buzowały, ponieważ zarówno my, jak i on wiemy, że jest to zawodnik szóstkowy. W tej sytuacji jego psychika prawdopodobnie była napięta niczym cięciwa łuku, co przy rozchwianym i niebyt wymagającym okresie treningowym spowodowało, że musiał na nowo budować formę. Dołączył do Skry, można powiedzieć, że dzięki niemu zespół wywalczył srebro, a następnie trafił prosto do kadry prowadzonej przez trenera, który stawiał na mocny trening i wymagające zajęcia. Do tego typu obciążeń przyzwyczajeni byli tylko kędzierzynianie i zawodnicy innych klubów musieli się nieco przestawić. Na kogo zmiana intensywności ćwiczeń wpłynęła najbardziej? Na rozchwianego w czasie sezonu klubowego Bartka!

Przyjmujący miał za sobą czas luzu, niezbyt intensywnych treningów i nagle trafił do szóstki. Wytrzymał pierwsze dwa mecze, ale w trzecim prawie nie mógł się ruszać, ponieważ biologicznie organizm zmagał się z narzuconym obciążeniem. To najzupełniej normalne. Zawodnik po prostu ponosi konsekwencje poprzedniego sezonu i pracy, którą ostatnio wykonał. Ona przyniesie owoc, ale później, w czasie mistrzostw Europy. Bartosz Kurek w świetnej formie nie jest nam najbardziej potrzebny teraz, ale w najważniejszym turnieju sezonu reprezentacyjnego.

Fefe postępuje w tej chwili bardzo mądrze. Bartek pojawia się na boisku, więc wie, że nie poszedł w odstawkę, a selekcjoner jednocześnie daje mu czas na regenerację, śledząc zachodzące w jego ciele procesy biologiczne i reakcje na trening. W momencie, kiedy w jego organizmie nastąpi superkompensacja, czyli wrzut siły, sprawności i lekkości, wtedy nadejdą mistrzostwa Europy i nasz as będzie wiedział, co z tym zrobić.

Aleksander Śliwka to świetny i utalentowany młody człowiek, ale przyjdzie czas, w którym zmierzy się z tym, że wiele przestanie mu wychodzić. Wtedy nastąpią mecze, których ciężar będą musieli dźwigać tacy siatkarze, jak Kubiak i Kurek. Reprezentacja będzie czerpać z ich formy, jak z rogu obfitości, do czego obecnie są przygotowywani.

Czyli lepiej teraz odbierać lekcje pokory z Iranem, a Kurkiem w ogóle się nie przejmować?

- Zespół budują wszyscy siatkarze. W momentach kryzysu zawodnicy mniej obciążeni psychicznie, świeżsi fizycznie będą bardzo potrzebni, stanowiąc podporę dla podstawowej szóstki. Muzaj i Śliwka są od tego, żeby dźwigać mecze. Muszę przyznać jednak, że nie spodziewałem się, że będą robić to tak szybko i skutecznie, jak w spotkaniu z Canarinhos.

Kubiak i Kurek to ciężkozbrojna husaria, natomiast Muzaj i Śliwka to lekka kawaleria. Obydwie frakcje się uzupełniają – ciężkie działa zostaną wytoczone, kiedy lekkie zrobią swoje. Taki układ to chyba najlepsze, co może nas spotkać. Ufam, że jest to mechanizm kontrolowany.

Marcin Możdżonek przyznał ostatnio, że Fefe w razie czego ma jego numer telefonu. Myśli pan, że przy takim modelu tworzenia kadry w czasie LŚ, telefony po tym turnieju się rozdzwonią i skład zmieni się przed ME?

- To wszystko zależy od wyników osiąganych przez obecne zestawienie zawodników. Sądzę, że Marcin jest gotowy, by w każdej chwili dołączyć do zespołu i na zgrupowaniu stawić się w wysokiej dyspozycji. Dużym komfortem dla trenera De Giorgiego jest świadomość, że w przypadku wypalenia formuły przyjętej na Ligę Światową zawsze może skorzystać z umiejętności bądź co bądź jednego z najlepiej blokujących zawodników.

Młodzi Kochanowski i Lemański czy odbudowujący formę Kłos muszą sobie radzić i trzymać poziom, by zachować szansę na grę w mistrzostwach Europy. Jeżeli jednak odwdzięczą się szkoleniowcowi za szansę, którą od niego otrzymali, to można się spodziewać, że do zasadniczych zmian w składzie nie dojdzie w ogóle.

Ferdinando De Giorgi nie podjął jeszcze decyzji o ostatecznej rezygnacji z Możdżonka. Na razie po prostu daje szansę młodym do zaprezentowania się na arenie międzynarodowej i stwarza im okazję do przedstawienia argumentów do następnych powołań.

Zobacz wideo