Kwalifikacje siatkarzy do Rio 2016. Trzy rzeczy po trzech setach z Francją: mamy nóż na gardle, ale też mamy wszystko, by sobie poradzić

Przegraliśmy kosmiczny mecz i to boli. Denerwują absurdy, które zespół tej klasy co nasz zmuszają do walki o coś, co jej się po prostu należy. Po porażce z Francją 0:3 (27:29, 30:32, 20:25) w półfinale berlińskich eliminacji do igrzysk w Rio nasi mistrzowie świata muszą błyskawicznie odbudować się mentalnie, by w niedzielę nie przegrać swojej życiowej szansy. Mecz Niemcy - Polska o trzecie miejsce w niedzielę o godz. 13.30. Relacja na żywo w Sport.pl

1. Rio bez nas? Bez żartów!

Wszystkim marudzącym, że nie gramy jak na mistrzów świata przystało zalecamy zdobycie nagrania pierwszej partii meczu z Francją i odtwarzanie jej za każdym razem, kiedy będzie ich męczyła taka myśl. Owszem, przegraliśmy, tak - mieliśmy w górze dwie piłki setowe, ale ataków nie skończyli Bartosz Kurek i Mateusz Mika (choć początkowo sędziowie uznali, że po jego zbiciu piłka wyszła w aut, dotykając francuskiego bloku, i gdyby nie prośba rywali o wideoweyrikację, wygralibyśmy 26:24). Ale z najlepszą obecnie drużyną globu graliśmy jak. najlepsza drużyna globu. Polska i Francja potrzebowały pół godziny, by udowodnić, że zamiast spotykać się w półfinale przedziwnych, europejskich kwalifikacji do igrzysk już za chwilę mogłyby zagrać o złoto olimpijskiego turnieju w Rio. Bomby serwisowe, świetne ataki, fantastyczne obrony, a wszystko doprawione emocjami, od których aż iskrzyło pod siatką - spotkanie miało naprawdę niesamowitą temperaturę. To niezrozumiałe, że FIVB na własne życzenie ogranicza liczbę takich gier na igrzyskach, ograniczając do absurdu liczbę miejsc dla drużyn z Europy. Dyscyplinie trzeba życzyć, żeby w niedzielnym meczu o trzecie miejsce Polacy uporali się z Niemcami. My gwarantujemy widowiska. I naprawdę zasługujemy na to, by w sierpniu być tam, gdzie zwyczajnie powinni być mistrzowie świata.

2. Na pewno nie pękamy

W pierwszym secie tylko dwa z ośmiu ataków skończył Kurek, w drugim już siedem z 10, dorzucił też asa serwisowego. Cały czas znakomity poziom na środku trzymali Karol Kłos (1/1 po pierwszym, a 5/6 po drugim secie) i Mateusz Bieniek (3/3 po pierwszej i 6/8 po drugiej partii). Francuzi byli genialni, ale my im nie ustępowaliśmy. Z 18:21 doszliśmy ich na 21:21, a później obroniliśmy sześć setboli. Trans obu ekip przerwali sędziowie, uznając przy stanie 30:30, że Ngapeth zaatakował w aut, nie trafiając w ręce Bieńka. Przez moment zanosiło się na pierwszą piłkę setową dla nas. Niestety, wideoweryfikacja pokazała, że mistrzom Europy należy się siódmy setbol, który okazał się ostatnim, bo Mika zaatakował w aut. Drugi z rzędu set przegrany na przewagi bolał. Widzieliśmy, że przed Francuzami nasi zawodnicy nie pękają (pamiętacie genialne rozegranie Łomacza do Miki i jego atak z drugiej linii na czystej siatce przy pierwszym setbolu dla Francji?), czuliśmy, że w obu partiach to oni mogli być górą.

3. Szkoda straconych szans

5:10, 6:13, 8:16, 16:22 - przebieg trzeciego seta był już zupełnie inny niż poprzednich. A my i tak nie zwiesiliśmy głów. Rafał Buszek, Fabian Drzyzga, Dawid Konarski, Wojciech Żaliński, Marcin Możdżonek - oni weszli z rezerwy i próbowali dokonać niemożliwego. Zbliżyliśmy się do "trójkolorowych" na 19:22, więcej zrobić nie daliśmy rady. Trudno, ostatecznie rywal był lepszy, wygrał zasłużenie. Szkoda, że przegraliśmy z Niemcami walkę o pierwsze miejsce w grupie A i uniknięcie Francuzów w półfinale. Półtora roku temu my zdobyliśmy złoto mistrzostw świata, a oni Francuzi zostali z niczym, choć byli bardzo blisko finału (2:3 z Brazylią w półfinale). Antiga już wtedy wróżył swoim rodakom wielkie rzeczy. Wiedział, co mówi. Laurent Tillie od tamtego czasu tylko doskonalił swój zespół, mając wciąż do dyspozycji tych samych liderów, a nasi szkoleniowcy wobec odejścia z kadry Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Pawła Zagumnego i Krzysztofa Ignaczaka musieli budować zespół jeszcze raz. Nowe filary znaleziono, charakteru drużyny nie zagubiono, cały czas jesteśmy mocni, choć - niestety - cały czas w decydujących momentach czegoś nam brakuje. Prawda o nas jest chyba taka, że ciągle rośniemy, wciąż zdobywamy doświadczenie. W niedzielę musimy pokazać, że mamy go już na tyle dużo, by wyjść obroną ręką z sytuacji najtrudniejszej. Z Niemcami zagramy z nożem na gardle. Jeśli nie wygramy, ładnie wznoszona budowla runie. Igrzyska są obowiązkiem, brak awansu do nich byłby straconą szansą na kontynuację świetnych lat dla polskiej siatkówki. Tej szansy zmarnować nie wolno.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Facet, który od auta woli hulajnogę, dwaj miłośnicy Harry'ego Pottera i fan Jana Matejki [SYLWETKI SIATKARZY]

Czy Polacy pokonają Niemców?
Więcej o: