ME siatkarzy 2015. Kurek: Wolę walki można sobie włożyć, gdzie się chce

- Ważny jest tylko wynik. Nie liczy się, że walczyliśmy. To był mecz, po którym przegrany odpada. My odpadliśmy, więc wolę walki można sobie włożyć, gdzie się chce - stwierdził Bartosz Kurek po porażce reprezentacji Polski ze Słowenią 2:3 w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Atakujący kadry dodał, że w tym sezonie straciła ona mentalność zwycięzcy

Tuż po porażce przed dziennikarzami stanął Bartosz Kurek. Ze łzami w oczach odpowiedział na najtrudniejsze pytania. - Myślę, że przegraliśmy przez dwa pierwsze sety. Tie-break to już jest loteria, w nim była gra na równi, w decydujących piłkach trochę nam zabrakło szczęścia, a Słoweńcy pokazali kilka ładnych akcji.

Brakowało wam sił?

- Nie, w żadnym wypadku. Byliśmy dobrze przygotowani. Po prostu nie graliśmy swojej siatkówki. Z różnych względów. Szczególnie chyba dlatego, że przez cały ten sezon reprezentacyjny samych siebie nie rozpieszczaliśmy. Przeszliśmy długą drogę, przegraliśmy wiele ważnych meczów, w tym również ten ze Słowenią. Po Pucharze Świata staraliśmy się, robiliśmy wszystko, ale nie odnaleźliśmy naszej mentalności zwycięzców.

Nie pociesza, że podnieśliście się po dwóch fatalnych setach i mieliście piłkę meczową?

- Ważny jest tylko wynik. Nie liczy się, że walczyliśmy. To był mecz, po którym przegrany odpada. My odpadliśmy, więc wolę walki można sobie włożyć, gdzie się chce. Nie awansowaliśmy do półfinału, wynik, który osiągnęliśmy, jest dużo poniżej naszych oczekiwań i możliwości.

Na stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że poziom w europejskiej siatkówce się wyrównał i że Słowenia to żaden kopciuszek, Kurek odparł:

- Ja nie szukam usprawiedliwień, pan próbuje szukać za mnie. Powinniśmy ten mecz wygrać, w naszej drużynie jest wielu mistrzów świata, są zawodnicy, którzy grają na najwyższym poziomie i ze Słowenią po prostu powinniśmy sobie poradzić. Oni zagrali bardzo dobre zawody, gratulacje dla nich.

Czy rozpoznasz siatkarzyreprezentacji Polski? [QUIZ]

Czy siatkarze pojadą na igrzyska do Rio?
Więcej o: