ME siatkarzy 2015. Kłos: Holandia - Słowenia? Nie robi nam różnicy, z kim zagramy w ćwierćfinale

- Z Holandią czy Słowenią powinno być trochę łatwiej niż byłoby z Bułgarią albo z Niemcami, ale na pewno nie pomyślimy, że już jesteśmy w strefie medalowej - mówi Karol Kłos. Ćwierćfinałowego rywala dla Polski w mistrzostwach Europy wyłoni wtorkowy mecz Holandia - Słowenia, który zostanie rozegrany w Sofii o godz. 16.30 czasu warszawskiego - mówi Karol Kłos

Łukasz Jachimiak: Jesteś chyba jedynym w tej chwili siatkarzem naszej kadry, który naprawdę cieszy się, że sezon reprezentacyjny jeszcze trwa?

Karol Klos: Długo leczyłem kontuzjowane kolana, dlatego teraz jestem świeży. Chłopaki grają od maja, ja od sierpnia. Wiem, jak się czują, bo w ubiegłym roku miałem podobny terminarz jak oni teraz. Ale jestem spokojny, że wytrzymają, są dobrze przygotowani. Natomiast ja czuję się przygotowany fizycznie w stu procentach. Gram całe spotkanie i nic mnie nie boli, po meczu jednego dnia mogę bez problemu grać też następnego.

Znalazłeś się w wyjściowej szóstce na wszystkie trzy mecze fazy grupowej, czujesz, że zostaniesz w podstawowym składzie do końca turnieju?

- O to trzeba pytać trenera, ale gra mnie napędza, sprawia mi ogromną radość. Po Warnie już się nie mogę doczekać meczów w Sofii.

Co do Warny, to wszyscy cieszymy się, że turniej w niej już się skończył. Tam chyba pod każdym względem impreza nie wyglądała na taką rangi mistrzowskiej?

- Jedna rzecz była jednak na najwyższym poziomie - jak zawsze dopisali polscy kibice. Miło było ich widzieć i słyszeć ich doping. Zwłaszcza że niektóre przyśpiewki były zabawne.

"Karol, obiecałeś" - śpiewali wiele razy podczas meczu z Białorusią. Co obiecałeś?

- Po meczu ze Słowenia, w którym straciliśmy seta, rozmawiałem z kibicami i na pytanie, czy z Białorusią załatwimy sprawę szybciej, odpowiedziałem, że się postaramy.

Chyba od rozegranych na początku pracy z kadrą Stephane'a Antigi eliminacji ME 2015 nie spotkaliście tak słabego rywala jak Białoruś?

- Chyba tak, chyba faktycznie nawet ci najbardziej egzotyczni rywale w Pucharze Świata byli od Białorusi mocniejsi. Generalnie w fazie grupowej chodziło o to, żeby ze znacznie niżej notowanymi rywalami poradzić sobie jak najszybciej.

Nie zawsze graliście dobrze, bywało, że się męczyliście. Ale rozumiem, że to bez znaczenia?

- Styl nie zawsze był dobry, ale jednak zrobiliśmy, co trzeba. Rywalom nie daliśmy się rozhulać, straciliśmy w sumie tylko jednego seta, zaliczyliśmy dobry trening. Mecze zawsze dają więcej niż odbijanie piłki między sobą.

We wtorek poznacie swojego rywala w środowym ćwierćfinale. W parze Holandia - Słowenia jest zespół, z którym wolelibyście się spotkać?

- Nie robi nam żadnej różnicy, z kim się zmierzymy. Na pewno ten, kto z nami zagra, nie będzie miał nic do stracenia. Ćwierćfinał to mecz o strefę medalową, każdy stawia w nim twarde warunki. Może nawet szczególnie groźny staje się ten, dla kogo już awans do ósemki jest sukcesem.

Nie powiesz chyba, że lepiej byłoby zagrać z Niemcami albo Bułgarami, na co zanosiło się jeszcze przed startem mistrzostw?

- Niemcy celowo przegrali z Holendrami, żeby nie wpaść na nas, stąd niespodzianka. Z Holandią czy Słowenią powinno być trochę łatwiej, ale na pewno nie pomyślimy, że już jesteśmy w strefie medalowej.

Po bezpośrednim awansie do ćwierćfinału cieszyliście się, że macie dwa wolne dni, ale pierwszy trudno uznać za udany, skoro dziewięć godzin spędziliście w podróży z Warny do Sofii.

- Niestety, organizatorzy zapewnili nam dodatkowe wrażenia. Mogliśmy wybierać między samolotem, na który musielibyśmy wyjechać w poniedziałek o godz. 3.30, i autokarem, którym trzeba było przejechać prawie 500 km po kiepskich drogach. Mimo wszystko lepiej było nie zarywać nocy, nie rozbijać sobie całego dnia. Poza tym, gdybyśmy wybrali samolot, musielibyśmy w niedzielę bardzo wcześnie się położyć i nie obejrzelibyśmy meczu naszych piłkarzy z Irlandią (śmiech).

Nagi i piękny kalendarz rugbystek z Oksfordu [ZDJĘCIA]

Więcej o: