Organizatorzy mistrzostw uznali, że dla drużyn grupy C nie będzie problemem przelot z Warny do Sofii w poniedziałkowy, wczesny poranek. Miejsca dla trzech najlepszych ekip zarezerwowano w samolocie odlatującym znad Morza Czarnego już o godzinie 6. Ci, którzy zdecydują się na tę podróż, będą musieli wstać w środku nocy, bo na lotnisko trzeba przybyć około dwie godziny przez odlotem. W szczególnie niekomfortowej sytuacji znaleźli się Polacy, którzy swój ostatni grupowy mecz w Warnie rozpoczynają w niedzielę dopiero o godz. 18 miejscowego czasu.
Sztab kadry zgłaszał problem działaczom Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej i do niedzieli liczył, że przedstawiciele CEV jakoś rozwiążą problem. - Niestety, nie znaleziono dla nas innego lotu. Wobec tego do Sofii pojedziemy autokarem. Właśnie jesteśmy w trakcie organizowania sobie podróży - mówi nam Szyszko.
Całe szczęście, że kolejny mecz Polacy rozegrają dopiero w środę. Gdyby nie wygrali grupy C (na 99,9 proc. zajmą pierwsze miejsce, bo wystarczy im do tego wygrać dwa sety z bardzo słabą Białorusią), musieliby zagrać we wtorek w Sofii w barażu o ćwierćfinał. A trudno byłoby odpocząć przed tym meczem i po zarwanej nocy z powodu lotu o dziwnej porze, i po na pewno długo trwającej autokarowej przeprawie po nierównych bułgarskich drogach.