ME siatkarzy 2015. Cztery rzeczy po czterech setach ze Słowenią: był koszmar, była pobudka, inni się boją

Nie było łatwo, a momentami było nawet koszmarnie, ale Polska w porę się ocknęła i pokonała Słowenię 3:1 (25:21, 28:30, 28:26, 25:13) w swym drugim meczu mistrzostw Europy. W niedzielę w Warnie mistrzowie świata na zakończenie rywalizacji w grupie C zmierzą się z najsłabszą w stawce Białorusią. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 17.

1. Zabawa trwała krótko

- Bawimy się, o to nam przede wszystkim chodzi. Mamy się cieszyć siatkówką, grać z uśmiechem na ustach - mówił Fabian Drzyzga tuż po spotkaniu z Belgią. Na 12:6 w pierwszym secie Drzyzga kiwnął będąc tyłem do siatki, lewą ręką, w linię. Luz i uśmiech nasi zawodnicy prezentowali w jeszcze kilku akcjach, po partii wygranej do 21 wydawało się, że odniesiemy kolejne łatwe zwycięstwo. Niestety, w drugim secie zdrzemnęliśmy się, dając rywalom wyjść z 8:10 na 11:10 i Słoweńcy poczuli swoją szansę. Na rozegraniu problemy mieli i Drzyzga, i Grzegorz Łomacz, ataków nie kończył Bartosz Kurek, grube pomyłki zdarzały się też Michałowi Kubiakowi i w końcu przegraliśmy do 28. Gdy w trzeciej partii Mateusz Mika serią zagrywek wyprowadził nas z 19:18 na 22:18, wydawało się, że wszystko wróciło do normy. I wtedy przeżyliśmy koszmar - przy stanie 24:19 straciliśmy sześć punktów z rzędu, podopieczni Andrei Gianiego mieli piłkę setową. Gdybyśmy tę partię przegrali, byłby to najdziwniej stracony przez Polskę set za kadencji Stephane'a Antigi i chyba najbardziej bolesny - trudniejszy do przełknięcia nawet od przegranego 11:25 z Iranem w Teheranie w Lidze Światowej 2014. Na szczęście wygraliśmy do 26 i możemy o nim zapomnieć.

2. Był koszmar, była pobudka

Po wyjściu na 2:1 w meczu nasi zawodnicy ucieszyli się, jakby już weszli do strefy medalowej. Na czwartą partię wyszli naładowani agresją. Stawiali bloki, w czym brylować zaczął niespodziewanie Mika, kończyli kontry - zrobiło się 6:2. Po koszmarze nastąpiła pobudka. Kiedy wyszliśmy na 8:3, trener Giani ze złości zbił piłkę w kierunku trybun, dostał za to żółtą kartkę. Włoch już widział, że szansa na sprawienie sensacji uciekła. A nasi bili dalej - po serii zagrywek Bieńka zrobiło się 12:3, wygrywając do 13 wreszcie pokazaliśmy, ile naprawdę dzieli trzecią i 39. drużynę rankingu FIVB.

3. Mika wygląda na magika

Nawiązując do reklamy z udziałem Miki, kibice "Brawo Ty" skandowali mu już w meczu z Belgią. Ze Słowenią znów mieli wiele okazji. W pierwszym secie był bezbłędny w ataku, zdobył w tym elemencie trzy punkty, dorzucił asa, świetną zagrywką budując naszą przewagę od 6:5 do 10:5. W trzeciej partii swoimi atakami i serwisami bardzo pomógł odwrócić wynik z 15:16 na 22:18 i 24:19. W tej partii miał 80-procentową skuteczność w ataku (8/10), znów dorzucił asa. W całym meczu zagrał podobnie jak przeciw Belgom - ze skutecznością wynoszącą 62 proc. (16/26) i sprytnymi, firmowymi atakami wywołującymi u rywali wściekłość. Zawodnik Lotosu Gdańsk i na tle wielkich rywali potrafi błyszczeć. A w starciu z tymi wyraźnie niżej notowanymi różnicę w technice jego i Słoweńców czy Belgów widać jak pod mikroskopem.

4. Dla mocnych sport, dla słabych kalkulacje

Może poza Miką trudno chwalić innych naszych graczy, ale trzeba im oddać, że swoje zrobili. Podczas gdy oni wygrywają, w innych grupach trwają już matematyczne obliczenia. Niemcy sensacyjnie ulegli w sobotę Holandii 2:3. Trudno nie pomyśleć, że podopieczni Vitala Heynena celowo doznali drugiej porażki w turnieju (w piątek ulegli 2:3 Bułgarii). Trzecia drużyna ubiegłorocznych MŚ najwyraźniej nie chce trafić w ćwierćfinale na złotego medalistę tego mundialu. Czyli rywale boją się Polski.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Facet, który od auta woli hulajnogę, dwaj miłośnicy Harry'ego Pottera i fan Jana Matejki [SYLWETKI SIATKARZY]

Więcej o: