ME siatkarek 2015. Wspania造: za cztery lata nowe Glinka, 安ieniewicz i Skowro雟ka

- Mo瞠my sugerowa, rozmawia, namawia, prosi. Robimy to. Kilka lat temu szkolenie dziewcz徠 zosta這 zaniedbane - m闚i cz這nek zarz康u Polskiego Zwi您ku Pi趾i Siatkowej Waldemar Wspania造. By造 trener m瘰kiej reprezentacji Polski jest szefem Siatkarskich O鈔odk闚 Szkolnych. I przekonuje, 瞠 za kilka lat projekt da kadrze takie gwiazdy, jakimi by造 dla niej Ma貪orzata Glinka czy Dorota 安ieniewicz.

Z trwającymi w Holandii i Belgii mistrzostwami Europy polskie siatkarki pożegnały się, przegrywając 1:3 w ćwierćfinale z Holandią. Udział w tym meczu zapewniły sobie dopiero po barażowym horrorze, jakim okazało się wygrane 3:2 spotkanie z 47. w światowym rankingu Białorusią. Polki w zestawieniu FIVB też spadają coraz niżej. Obecnie plasują się na 27. pozycji, m.in. za Kenią, Kazachstanem, Kamerunem i Peru. Dlaczego po zdobyciu złotych medali mistrzostw Europy w 2003 i 2005 roku nasza drużyna nie utrzymała się w światowej czołówce?

Łukasz Jachimiak: Raul Lozano, Daniel Castellani, Andrea Anastasi, Stephane Antiga i Philippe Blain - to trenerzy reprezentacji Polski siatkarzy z ostatnich 10 lat. Nie chcę upraszczać, twierdząc, że pozycja naszej kadry siatkarek jest niska, bo pracują z nią Polacy, ale ilu fachowców tej klasy co wymienieni miała przez ostatnią dekadę reprezentacja siatkarek?

Waldemar Wspaniały: Kadrę żeńską też prowadził obcokrajowiec, z Marco Bonittą sukcesów nie osiągnęliśmy, bo trudno cieszyć się z czwartego miejsca na mistrzostwach Europy. Problemem nie są trenerzy, a to, co się dzieje w klubach OrlenLigi i to, że kilka lat temu zaniedbane zostało szkolenie dziewcząt.

Jest pan szefem projektu Siatkarskich Ośrodków Szkolnych, w którym uczestniczy więcej uczennic niż uczniów - to zapowiedź lepszych czasów dla naszej żeńskiej siatkówki?

- Przewaga dziewcząt jest niewielka, 52 proc., ale jest. Tylko że na efekty musimy poczekać. Na razie w programie trenują dzieci startujące w wieku 12-13 lat. Niedawno rozszerzyliśmy go na szkoły podstawowe, rozwijamy się, ale wymiernych korzyści jeszcze nie może być, bo proces szkoleniowy trwa długo. Teraz cieszymy się, że 18 dziewcząt z SOS-u właśnie zaczęło naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Tak ma być co roku, ale jeszcze ze cztery lata muszą minąć, zanim te dziewczyny zaczną trafiać do kadry. Wszyscy wierzymy, że znajdą się i takie na poziomie Gosi Glinki, Doroty Świeniewicz czy Kaśki Skowrońskiej.

Dlaczego program ruszył dopiero w 2012 roku? Przecież działania szkoleniowe powinny zostać podjęte już wtedy, kiedy kadra Andrzeja Niemczyka zdobywała złote medale mistrzostw Europy w 2003 i 2005 roku.

- Przez lata specjalnie się nie zajmowałem siatkówką kobiet, ale błędy na pewno zostały popełnione. Faktycznie za mało jest teraz dziewcząt gotowych do gry w reprezentacji. A największym problemem jest to, że te utalentowane dziewczyny, które mamy, w klubach OrlenLigi zamiast grać stoją w kwadracie dla rezerwowych. Do naszych klubów kupuje się za dużo średnich zawodniczek zagranicznych. Nie może być tak, że w podstawowych składach brakuje miejsc dla reprezentantek Polski. Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że od tych teoretycznie lepszych, zagranicznych siatkarek nasze mogą się uczyć na treningach. Najlepszą nauką jest walka o punkty, o zwycięstwa w warunkach stresu. Jeśli to się nie zmieni, będziemy mieć problem.

Zgoda, ale przecież nie trudno zrozumieć, że prezesi klubów OrlenLigi są w innej sytuacji od swoich kolegów z PlusLigi - oni nie mają do dyspozycji polskiej młodzieży hurtowo zdobywającej medale juniorskich mistrzostw świata i Europy.

- Rozumiem wszystko, ale gdybym ja był trenerem albo prezesem, to na pewno wolałbym postawić na dziewczynę z naszej narodowej reprezentacji niż na jakąś średnią, obcą zawodniczkę. To już naprawdę przesada, że tak mało grają Magdalena Damaske czy Anna Grejman. Nazwisk mógłbym wymienić więcej. Chłopakom dano szansę, taki jest trend, a u dziewczyn trzeba ten trend odwrócić. Może teraz się uda dzięki Młodej Lidze, bo przecież męska kilku chłopaków wykreowała, że wspomnę Grzegorza Boćka i Dawida Konarskiego.

Dlaczego Młoda Liga Kobiet ruszyła dopiero przed rokiem? Męska Młoda Liga rozegrała już pięć sezonów, mamy więc kolejny dowód, że siatkówki kobiet nie rozwija się u nas równolegle z siatkówką mężczyzn.

- Zaraz, zaraz, to nie Polski Związek Piłki Siatkowej decyduje w takich sprawach. Tak jest, bo tak chciała Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej, prezesi klubów zrzeszeni w tej spółce.

Związek nie ma nic do powiedzenia, nie może naciskać na PLPS?

- Związek ma jeden głos, ten głos nie jest decydujący, znaczy tyle samo, co głos każdego klubu.

Nie byłoby logiczne stawianie klubom wymogu prowadzenia drużyn młodzieżowych, bez względu na to czy chodzi o klub męski czy żeński?

- Nie możemy tego zrobić. Możemy sugerować, rozmawiać, namawiać, prosić. Robimy to. M.in. dzięki temu Młoda Liga Kobiet w końcu ruszyła.

Nie jest tak, że do ruszenia programu SOS całe szkolenie szło u mężczyzn siłą rozpędu dzięki wciąż osiąganym sukcesom, a u kobiet nie istniało właśnie przez brak dobrych wyników seniorek?

- Zainteresowanie siatkówką wśród dziewcząt było, co pokazuje sukces naszych ośrodków. Przecież od razu dziewcząt zgłosiło się bardzo dużo. Programu dla nich rzeczywiście brakowało, ale w młodziczkach i kadetach zawsze było ich równie dużo jak chłopaków. Problem zaczynał się później i nadal istnieje. Kiedy kobiety idą na studia, to wykrusza się ich więcej niż młodych mężczyzn, oni częściej zostają przy siatkówce, dziewczyny szybciej się zniechęcają. Ale nawet jak z prawie trzech tysięcy dzieci w naszym szkoleniu wykruszy się zdecydowana większość i zostanie tylko 100 osób, to też będzie spory potencjał.

Dlaczego SOS ruszył dopiero w 2012 roku?

- W gronie trenerów systemowe rozwiązanie opracowaliśmy dawno temu. Wiedzieliśmy, że trzeba zbudować piramidę, która musi mieć szeroką podstawę. Ale środków nie było. Realizacja pomysłów zaczęła się w 2011 roku, od finału Ligi Światowej w Gdańsku, kiedy premier Waldemar Pawlak ogłosił, że postara się znaleźć pieniądze na nasz projekt. To potrwało jeszcze rok, ruszyliśmy we wrześniu 2012 roku. I teraz już pracujemy najlepiej, jak potrafimy, efekty na pewno przyjdą.

Tu i teraz mogłoby pomóc zaangażowanie znanego, zagranicznego trenera, czy jednak Jacek Nawrocki wyciska z kadry wszystko, co się da i powinien spokojnie szykować ją na styczniowe eliminacje do igrzysk w Rio?

- Bardzo lubię Jacka, uważam go za jednego z najlepszych w tej chwili trenerów młodego pokolenia. Ale znając nasze piekiełko, zaraz odezwą się eksperci, żądając kolejnej zmiany. A siatkówka polega też na cierpliwości. Muszą się nią wykazywać trenerzy, zawodnicy, prezesi - wszyscy. Z dnia na dzień nikt nie zbuduje wielkiej drużyny.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Facet, który od auta woli hulajnogę, dwaj miłośnicy Harry'ego Pottera i fan Jana Matejki [SYLWETKI SIATKARZY]

Wi璚ej o: