ME siatkarek. Polska - Włochy 1:3. Wyrównana walka przez dwa sety

Polska z Włochami walczyła dzielnie przez dwa sety, ten drugi był nawet znakomity. Potem jednak zespół włoski zdominował biało-czerwone całkowicie. Polki rozpoczęły mistrzostwa Europy w Holandii tak, jak skończyły poprzednie - od porażki z Włoszkami

Na Włoszkach skończył się poprzedni start Polek w mistrzostwach Europy, gdyż właśnie z włoskim zespołem przegrały w Zurychu 0:3 baraż o udział w ćwierćfinale. Teraz od Włoszek rozpoczął się start kolejny. Start zespołu zupełnie innego niż ten sprzed dwóch lat, złożony z zawodniczek bardzo mało doświadczonych wspartych zaledwie kilkoma rutynowanymi siatkarkami, takimi jak Katarzyna Skowrońska-Dolata.

Włoszki, które ostatni medal dużej imprezy zdobyły w 2009 roku podczas mistrzostw rozgrywanych w Polsce i które znajdowały się podobnej sytuacji jak Polska - nie miały już takich sukcesów i takiego pokolenia jak kiedyś. To one jednak były zdecydowanymi faworytkami meczu z Polską.

Trener Jacek Nawrocki zdecydował się jednak na zaskakujące rozwiązanie i wystawił Katarzyną Skowrońską-Dolatę na lewym skrzydle, co bardzo wyraźnie zburzyło taktykę przygotowaną na ten mecz przez włoskiego trenera Marco Bonittę (niegdyś szkoleniowca Polski m.in. podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 roku). Polki wyszły na prowadzenie przy stanie 9:8, a Włoszki dotrzymywały im wtedy kroku głównie dzięki wysokiej skuteczności w ataku Martiny Guiggi. Później było jeszcze lepiej, gdy po dobrym przyjęciu Polki potrafiły kończyć skutecznie akcje, a na dodatek serwis Sylwii Pyci sprawił wielkie problemy włoskiej drużynie. Po ataku Izabeli Kowalińskiej mieliśmy aż 16:13 dla Polski, a biało-czerwone pierwszy autowy błąd w zagrywce popełniły dopiero przy osiemnastym punkcie.

Decydujące okazały się jednak dwie serie zagrywek - Cristiny Chirichelli i Valentiny Douf. Pierwsza sprytnie wykorzystała fakt, że Polki grały na dwie przyjmujące i posłała im dwa asy przy linii. Valentina Diouf celowała w Annę Werblińską. Włoszki odzyskały prowadzenie przy 19:18, już go nie oddały.

W drugim secie, gdy na rozegranie weszła na dłużej Joanna Wołosz, przy wyrównanym stanie 6:6 mieliśmy najdłuższą akcję meczu, gdy piłka ośmiokrotnie przechodziła z jednej strony boiska na drugą, a oba zespoły popisały się znakomitymi obronami. Polki miały problem z kończeniem piłek nawet wtedy, gdy włoski blok się gubił. Przegrały tę wymianę. Po mocnej zagrywce Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty wyszły na prowadzenie 12:11, kiedy wreszcie pierwszy raz pomyliła się Martina Guiggi, na dodatek przy łatwej piłce na czystej siatce. Powiększyły prowadzenie z kolei przy pomyłce przeszło dwumetrowej Valentiny Diouf. Kiedy zagrywała Anna Werblińska, a kończyła Katarzyna Skowrońska, przewaga biało-czerwonych urosła do 20:15. A końcówka partii była serią ataków Izabeli Kowalińskiej, nie do zatrzymania dla Włoszek. Polki wygrały tego seta w ładnym stylu.

Optymizm przygasł w trzeciej partii, gdy Włoszki kończyły akcje, a Polki nie (5:10). Valentina Diouf była za trudną przeszkodą, to w dużej mierze dzięki niej i niesamowitej skuteczności Martiny Guiggi Włochy prowadziły bardzo wyraźnie. Guiggi kończyła masę piłek, w dość łatwych sytuacjach i bez bloku.

Na dodatek początek czwartego seta był nokautem - włoski blok za blokiem i 0:8, rzadko się zdarza pierwsza przerwa techniczna przy takim stanie. Polskie atakujące zostały zupełnie zatrzymane, Katarzyna Skowrońska blokowana, a Anna Werblińska wyłączona i wydawało się, że już po sprawie.

Tym bardziej niesamowita była pogoń Polek za rywalkami przy takich stratach. Siadło włoskie przyjęcie i biało-czerwone doprowadziły do 9:12! To jednak pozwoliło jedynie przegrać tego seta nie tak wysoko, jak się zanosiło. Finisz włoskiej drużyny był bowiem potężny.

W drugim meczu Holandia pokonała Słowenię 3:0 (25:12, 25:14, 25:22). Polska zagra z Holandią w niedzielę o godz. 15.30.

Czy Polska wejdzie do strefy medalowej?
Więcej o: