Puchar Świata siatkarzy 2015. 3 rzeczy po 3 setach z Australią: jest pogrom na przetarcie, jest forma, są humory

Serwisem ustawiliśmy rywala w narożniku i przećwiczyliśmy na nim wszystkie ciosy przed meczami z USA i Włochami, które będą decydowały o awansie na Igrzyska Olimpijskie w Rio. W wygranym 3:0 (25:15, 25:22, 25:17) spotkaniu z Australią nasi siatkarze zrobili swoje. Po raz kolejny. A to cechuje mistrzów. Mecz z USA w poniedziałek o godz. 10.10. Relacja na żywo w Sport.pl

Obserwuj @LukaszJachimiak

1. Możemy rotować do woli

Grzegorz Łomacz, Artur Szalpuk i Marcin Możdżonek opuścili kwadrat dla rezerwowych, wchodząc na boisko już w pierwszym secie. W całym meczu z "14" nie zagrał tylko Mateusz Mika. Stephane Antiga znów mógł dać odetchnąć tym zawodnikom, którzy mają już w nogach sporo godzin spędzonych na boisku, i pozwolić poczuć grę tym, którym jej brakuje. Trener mógł rotować składem dowolnie, bo nie miało to żadnego wpływu na poziom prezentowany przez jego zespół. Wreszcie od początku do końca dyktowaliśmy warunki w starciu ze zdecydowanie niżej notowanym rywalem. W pierwszej partii popełniliśmy tylko trzy niewymuszone błędy przy sześciu pomyłkach przeciwnika, w asach wygraliśmy 4:0. Australijskiego kangura błyskawicznie ustawiliśmy sobie w narożniku i już do końca pięknie punktowaliśmy, prezentując całą gamę ciosów.

2. Dowód klasy w dobrym momencie

W drugiej partii, wygranej "tylko" do 22 - zdarzały się błędy, nasza gra falowała. Ale delikatnie. Nie tak, żebyśmy się utopili jak na igrzyskach w Londynie. Na tamten turniej nasza drużyna pojechała tuż po wygraniu Ligi Światowej, była mocna, ale na pewno nie tak stabilna jak obecna, nie tak świadoma swojej klasy. Wtedy gdy przyszły problemy, nie potrafiliśmy ich opanować. Porażka z Australią 1:3 tak naprawdę zabrała nam medal. Po niej wpadliśmy w ćwierćfinale na Rosję, a przede wszystkim przez nią straciliśmy wiarę w siebie. Teraz idziemy po swoje. Bilans 8-0, stracony tylko jeden punkt po tie-breaku z Iranem, ale i o to trudno mieć pretensje, bo przecież mecz nasi mistrzowie świata odwrócili, wygrali go, mimo że przegrywali 0:2. Im bliżej decydujących meczów, tym lepiej wyglądamy. Z Australią, która jest najmocniejszym z rywali, jakich spotkaliśmy w Toyamie, zagraliśmy pewnie, twardo, po prostu po mistrzowsku. W tamtym nieszczęsnym meczu w Londynie w asach przegraliśmy 5:6. Teraz wygraliśmy 13:0. Przy słabym przyjęciu Australijczycy atakowali w najprostszy sposób - niemal wyłącznie skrzydłami. Na to odpowiadaliśmy blokiem, obroną, kontrą. Bezsprzecznie zaliczyliśmy dobre przetarcie przed bojami z USA i Włochami w Tokio.

3. Husaria rozpędzona

Piotr Gacek wszedł na kilka ostatnich akcji, a po ostatniej niemal wszyscy koledzy wypychali go na środek boiska, sugerując, że to jemu należy się nagroda dla najlepszego siatkarza spotkania. Radość podopiecznym Antigi sprawiał każdy skuteczny atak Artura Szalpuka, fetowany był także efektowny "gwóźdź" Karola Kłosa, zawodnicy po prostu cieszyli się grą. To ważne, że do decydujących spotkań podejdą z pewnością siebie, z luzem, a nie spięci po nerwowych, męczących meczach. Patrząc na grę biało-czerwonych, można mieć wrażenie, że nasza husaria się rozpędza, a nastroje zawodników wydają się to potwierdzać.

Oto najbrzydsze sportowe puchary. Nie chcielibyście takiego zdobyć [ZDJĘCIA]

Czy Polska zdobędzie bilet do Rio w PŚ?
Więcej o: