Andrzej Warych: A coś się stało? O niczym nie wiem.
- Nie, od pana słyszę o tym po raz pierwszy. Cóż, jutro rano jak co dzień pojadę do pracy i wtedy dowiem się o wszystkim, co zaszło.
- Wtedy funkcjonariusze zabrali do swojej siedziby wiele dokumentów, z naszych komputerów przegrali wszystko, co dotyczyło spraw finansowych. Kilka tygodni trwało, zanim sprawa się wyjaśniła i dokumenty wróciły. Żadnych zarzutów nam nie postawiono. Trudno mi powiedzieć cokolwiek na temat bieżącej sytuacji.
- Nie wiem, co myśleć, jestem tym wszystkim zaskoczony. Znając realia, sądzę, że w tym momencie jeszcze nawet nie wszystkie umowy zostały po mistrzostwach rozliczone, bo przecież cały czas jesteśmy świeżo po turnieju. Ale to wszystko dzieje się poza moim wglądem i poza znajomością rzeczy. Ja się zajmuję sprawami sportowymi i zamierzam dalej normalnie pracować.
- Trudno mi zająć stanowisko. Wydaje mi się, że mogły jakieś niedociągnięcia być, co przy tak ogromnej imprezie i przy tak wielu ludziach zaangażowanych w organizację nie byłoby dziwne. Ale nie chcę przewidywać, jak to się skończy.
- Kilku prezesów przeżyłem, pracownikiem biurowym związku jestem od 1997 roku, ale teraz jestem konsultantem w Wydziale Rozgrywek, wcześniej byłem w Wydziale Szkolenia i zawsze koncentrowałem się tylko na sporcie, więc trudno mi takie rzeczy ocenić. Dwa lata temu nawet nie byłem przesłuchiwany, mnie nie dotyczyły te rzeczy, w obszarze których działało CBA. Ukłon dla tej instytucji za to, że pozwoliła nam normalnie pod względem sportowym działać, że cały czas realizowany był cykl szkoleniowy. Dla mnie to była i jest sprawa najważniejsza. I myślę, że nikt z nas, pracowników, nie czuje się teraz ani winny, ani upoważniony do zajmowania jakiegoś stanowiska, skoro nawet nie wiemy, czego konkretnie miałyby dotyczyć ewentualne zarzuty.