Polska - Brazylia. Polska będzie silniejsza

- Młodzi zawodnicy wykorzystują szansę, ale na prawdziwy sprawdzian reprezentacji trzeba poczekać. Choćby do meczów z Iranem - uważa Jacek Nawrocki, trener reprezentacji juniorów.
15 tys. widzów obejrzało w Kraków Arenie zwycięstwo polskich siatkarzy w Lidze Światowej. Polska - Brazylia 3:1
Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

Polska jest o krok od awansu do finału Ligi Światowej, choć niedzielna porażka 0:3 z Brazylią trochę nas od tego oddaliła. O tym, czy pojedziemy do Florencji, zdecydują mecze z Iranem. Trzeba wygrać przynajmniej dwa i liczyć na to, że Włosi - już w najsilniejszym składzie - odbiorą punkty Brazylii. Stawką pojedynków Polski z Iranem miało być ostatnie miejsce premiowane awansem, a może się okazać, że obie drużyny znajdą się w elicie kosztem Brazylii.

- Brazylijczycy grają w tym sezonie wyjątkowo słabo - twierdzi Nawrocki. - Mieli się obudzić w Krakowie, ale się nie obudzili. Popełniają masę błędów.

W niedzielę w Bydgoszczy aktualni mistrzowie świata zagrali dużo lepiej niż w piątek, jednak cały czas popełniali sporo błędów. Dużo więcej niż w swoich najlepszych latach. Polacy nie potrafili jednak tego wykorzystać.

Nawrocki podkreśla, że odmłodzona polska drużyna potrafiła wykorzystać słabość faworyta. Jego zdaniem największym atutem naszej reprezentacji jest przyjmowanie zagrywki przez Mateusza Mikę, Rafała Buszka i Pawła Zatorskiego. - Ważne, że potrafimy wykorzystać to w ataku - mówi Nawrocki. W niedzielę Polacy odbierali serwy gorzej. Mylili się nawet Mika czy Zatorski, wcześniej niemal bezbłędni. Na boisko musiał wejść Michał Winiarski.

A po złym odbiorze mamy ogromne kłopoty, ponieważ w drużynie nie ma specjalistów w atakach z tzw. wysokiej piłki, czyli przyjętej dalej od siatki i przez to wystawionej czytelnie dla blokujących. Dlatego gdy rywale serwowali mocno i skutecznie, przegrywaliśmy.

Mika i Buszek są bardzo skuteczni przy szybkim rozegraniu. Na podwójnym czy potrójnym bloku rywali mają kłopoty. Młodym atakującym - Grzegorzowi Boćkowi i Dawidowi Konarskiemu - brakuje umiejętności, doświadczenia i powtarzalności. Konarski w piątek chyba po raz pierwszy miał okazję zagrać przeciwko tak utytułowanemu rywalowi jak mistrzowie świata. Zdobył aż 21 pkt, spychając w cień takie gwiazdy jak Vissotto czy Wallace. W Bydgoszczy już tak pięknie nie było.

Zdaniem Nawrockiego Stéphane Antiga, choć eksperymentuje, ma już w głowie najsilniejszy skład. - Po powrocie do formy Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Bartosza Kurka będziemy silniejsi - uważa trener. Bo na przykład Kurek z racji świetnych warunków fizycznych i siły jest idealny do ataków z wysokiej piłki. Dlatego już teraz w ważnych momentach selekcjoner wprowadza go na boisko. Rzadko grają Winiarski i Łukasz Żygadło. - Nie martwcie się o formę doświadczonych siatkarzy - uspokaja Francuz, wyjaśniając, że dotychczas "etatowi" reprezentanci trenują inaczej od młodzieży. - Będą mieć dzięki temu więcej świeżości na mistrzostwach świata - twierdzi Nawrocki.

Przed Polską jeszcze cztery mecze z Iranem. Pierwsze dwa w Teheranie (w piątek i niedzielę), a rewanże za dwa tygodnie w Gdańsku. Na wyjeździe zabraknie Mariusza Wlazłego leczącego uraz pleców.

Włoski protest

Podczas dwóch wyjazdowych spotkań z Iranem włoscy siatkarze wyszli na boisku z napisami na rękach "Women = Men". To protest przeciwko zakazowi wpuszczania do hali w Teheranie irańskich kobiet. - Brazylijki mogą dopingować swoich siatkarzy, Iranki najwyżej modlić się w domach o korzystny wynik - tłumaczyła Neda Pordenone, bojowniczka o prawa człowieka w Iranie.

Więcej o: