Liga Światowa. Możdżonek: Antiga naprawdę sprawdza

- Jasne, że chciałbym zagrać w Brazylii. Gdyby Polska przegrała oba mecze, to i tak chciałbym tam być. Ale rozumiem sytuację - mówi Marcin Możdżonek. Były kapitan reprezentacji Polski siatkarzy, podobnie jak większość pozostałych gwiazd drużyny, będzie pauzował jeszcze w najbliższy weekend, gdy kadra Stephane'a Antigi rozegra wyjazdowe mecze z Włochami. W piątek w Spale liderzy zespołu zaczną się szykować na polskie mecze ?światówki?. Wygląda na to, że po powrocie będą musieli dać mocną odpowiedź rezerwowym, którzy teraz dobrze wykorzystują swój czas

Łukasz Jachimiak: Jak ci się oglądało wyjazdowe mecze kolegów z Brazylią w Lidze Światowej?

Marcin Możdżonek: Przed wyjazdem chłopaków mówiłem, że nasza kadra wcale nie zostanie rzucona na pożarcie. Koledzy spisali się bardzo dobrze, walczyli o każdą piłkę, grali z fantazją, bez wielkiego ciśnienia. Jestem bardzo zadowolony z tego, co widziałem.

Niektórzy twierdzą, że Bernardo Rezente nie ma już wielkiej drużyny, że Brazylia najlepsze lata ma sobą. Zgadzasz się?

- To, że na otwarcie Ligi Światowej przegrali dwa mecze z Włochami i jeden z Polską jest ich problemem, który nas nie powinien interesować. Moim zdaniem to wciąż wielka Brazylia, w ich składzie nadal są wielkie nazwiska i w odpowiednim czasie ten zespół zacznie grać bardzo dobrze. Jestem o tym przekonany.

Stephane Antiga na mecze w Marindze zestawił kadrę tak, jak już pewnie nie zestawi jej nigdy, bo ważniejszy od spotkań z Brazylią był dla niego odpoczynek dla liderów drużyny. Ale niektórzy rezerwowi świetnie wykorzystali swój czas.

- Powoli będziemy już wracać - jedni szybciej, inni wolniej. Wiadomo, że najważniejsze w tym roku będą wrześniowe mistrzostwa świata. Stephane każdego z zawodników, których powołał do szerokiej kadry, chce sprawdzić. Sprawdzić naprawdę, poobserwować w różnych sytuacjach, dać szansę. To jest bardzo w porządku, bo niektórych zna dobrze, a innych słabiej. Rotowanie składem to dobra droga, myślę, że będą tego efekty.

Powiedz szczerze - widząc, że kolegom tak dobrze szło, żałowałeś, że nie grasz z nimi? W takich okolicznościach chyba trudno w pełni cieszyć się z urlopu?

- Jasne, że chciałbym tam grać. Po to trenuję, żeby jak najwięcej grać. Nie tylko wtedy, kiedy drużynie tak dobrze idzie. Gdyby Polska z Brazylią przegrała oba mecze, to i tak chciałbym w nich zagrać. Ale mam trochę dni wolnego, Stephane tak zarządził, a ja nie narzekam, rozumiem sytuację.

W najbliższy weekend w Bari i Rzymie zobaczymy nieobecnego w kadrze od września Łukasza Żygadłę, po krótkim odpoczynku wrócą Paweł Zatorski i Piotr Nowakowski, środkowych wesprze też Łukasz Wiśniewski. Twój powrót jest planowany na polskie rewanże z Włochami?

- Tak, mam być gotowy na Katowice [13 czerwca, drugi mecz odbędzie się dwa dni później w Łodzi]. Oczywiście my, wracający, wcześniej będziemy mieli krótki okres przygotowawczy w Spale [zacznie się 6 czerwca]. Teraz każdy z nas trenuje indywidualnie. Fizycznie trochę odpoczywamy, ale to jest przede wszystkim odpoczynek psychiczny.

Z Brazylią wygraliśmy dopiero dziewiąty z 35 meczów w historii - myślisz, że w procesie budowy zespołu na mundial to będzie punkt, do którego Antiga będzie mógł wracać w gorszych chwilach i motywować was, przypominając, jaki macie potencjał?

- Właśnie pod tym względem ta wygrana jest tak cenna. Liga Światowa nie jest imprezą priorytetową, w niej nie gramy o taką stawkę, o jaką będziemy walczyć na mundialu. Ale na morale tych, którzy wygrali w Brazylii, to zwycięstwo będzie działało długo. I rzeczywiście nie tylko na nich - na całą drużynę, bo to potwierdzenie dobrej pracy, którą wykonuje z nami Stephane.

Personalnie najwięcej zyskali Rafał Buszek, Mateusz Mika i grający na twojej pozycji Andrzej Wrona. Wygląda na to, że będą się liczyć w walce o miejsce w kadrze na mistrzostwa świata. Ty jesteś pewny swojej pozycji?

- Nie jestem. Zawsze rywalizacja pozytywnie wpływa na drużynę, podnosi poziom jej gry. To, że się koledzy pokazali, jest bardzo dobre. Znów będzie trzeba wejść na najwyższe obroty, żeby wywalczyć sobie pozycję. Ale to było jasne od początku pracy ze Stephanem. Oczywiście, trzeba dodać, że ważna jest też jego koncepcja, bo on sobie wszystko układa według jakiegoś planu i do niego dobiera zawodników. To jest normalne, tak mieli wszyscy trenerzy, z którymi pracowałem i tak pewnie mają wszyscy szkoleniowcy, z którymi jeszcze będę pracował. Żeby zmieścić się w koncepcji Antigi, trzeba wykonywać określone rzeczy, dostosować się do jego wizji i walczyć.

Jak szykujesz się do tej walki? Rozmawiamy, więc na pewno się nie wyłączyłeś i nie wyjechałeś do ciepłych krajów.

- Jestem w ciepłym Olsztynie, moim rodzinnym mieście. Staram się wypoczywać aktywnie, na łonie natury. Jeździmy z narzeczoną na rowerach, co drugi dzień chodzę na siłownię, żeby siła nie spadła, żeby podtrzymać formę fizyczną. Psychicznie się resetuję i zaraz wracam do drużyny.

Owce grają w piłkę, czyli mało zabawna rozrywka z Kolumbii [ZDJĘCIA]

Czy kadra Antigi osiągnie sukces?
Więcej o: