El. ME 2015 siatkarzy. Wlazły: Gram zupełnie inaczej niż kilka lat temu

Mariusz Wlazły tylko rezerwowym w kwalifikacjach do mistrzostw Europy? Możliwe, że od piątku do niedzieli we Wrocławiu i w przyszły weekend w Lublanie jako pierwszy atakujący zagra Grzegorz Bociek, klubowy kolega rozgrywającego kadry i Zaksy Kędzierzyn-Koźle Pawła Zagumnego. - Gram zupełnie inaczej niż kilka lat temu, żeby się zgrać z rozgrywającym trzeba czasu, a mieliśmy tylko dwa tygodnie - mówi nam Wlazły i zapowiada, że pierwszoplanową postacią kadry chce być podczas wrześniowych mistrzostw świata.

Łukasz Jachimiak: Nie było cię w kadrze od mistrzostw świata w 2010 roku, przez ten czas kilka razy zapowiadano twój powrót, ale nie wracałeś. Teraz jesteś, więc powiedz, czy brakowało ci gry w drużynie narodowej.

Mariusz Wlazły: Nie odpowiem na to pytanie.

To może powiesz, czy po powrocie do kadry czujesz, że jesteś na swoim miejscu?

- Na to pytanie też nie odpowiem.

O nadziejach, z jakimi wróciłeś, też nie chcesz rozmawiać?

- O tym mogę opowiedzieć. Myślę, że każdy z nas przyjechał na pierwsze zgrupowanie do Spały z marzeniami. W tym roku odbędą się w Polsce mistrzostwa świata, więc każdy z nas zrobi wszystko, żeby dać reprezentacji jak najwięcej, żeby znaleźć się w kadrze na mundial i żeby na nim jak najwięcej grać. Każdy chce najbliższe miesiące przepracować tak, żeby jak najlepiej funkcjonować w drużynie.

Zobacz wideo

Po drodze do mistrzostw dużo się wydarzy. Za chwilę zagracie w dwóch turniejach kwalifikacyjnych do przyszłorocznych mistrzostw Europy, zaraz po nich czeka was Liga Światowa, a po niej - jeszcze przed mundialem - Memoriał Wagnera. Z trenerem Stephanem Antigą ustaliliście, kto, kiedy i gdzie będzie grał, a kiedy dostanie moment na złapanie oddechu?

- Trener jest od tego, żeby ustalać skład, a my od tego, żeby pracować. On ma jakiś zarys drużyny, która po drodze do mistrzostw się wyklaruje. Nie musi z nami rozmawiać i mówić: "teraz grasz ty, a za trzy tygodnie ktoś inny". On ma swoją koncepcję, ale nie musi się nią dzielić z zawodnikami.

Ale tej koncepcji nie trzyma w wielkiej tajemnicy. Od początku zapowiadał, że na kwalifikacje do mistrzostw Europy powoła najmocniejszą kadrę, na jaką nas stać, i tak zrobił.

- Bo nikt nam kwalifikacji za darmo nie da. Trzeba ją wygrać. Zagramy z rywalami niżej klasyfikowanymi [w piątek z Łotwą, w sobotę z Macedonią, w niedzielę ze Słowenią], ale byłbym ostrożny z ocenianiem ich. W tym momencie siatkówka jest na takim poziomie, że czasem wystarczy chwila zagapienia na boisku, gorsza dyspozycja dnia i się przegrywa mecz. Pamiętam takie kwalifikacje, które też niby były proste, a jednak nie były. Nie wygraliśmy ich, choć wszystko miało być tylko formalnością [chodzi o eliminacje do ME 2009, w których pod wodzą Raula Lozano, grając z Estonią, Czarnogórą i Węgrami, Polska okazała się gorsza od Estonii i awans uzyskała dopiero po barażowym dwumeczu z Belgią]. Z własnego doświadczenia wiem, że na te kwalifikacje trzeba się bardzo poważnie nastawić. Trener ma kłopot, nie zazdroszczę Stephane'owi, że po dwóch tygodniach musi wystawić drużynę do dwóch bardzo ważnych turniejów.

Kibic może pomyśleć, że skoro Antiga zebrał wszystkich najlepszych zawodników, to kłopotu nie ma. Problem jest ze zgraniem was?

- Każdy z nas gra w innym klubie. Zbieramy się na reprezentacji, żeby dopiero stworzyć razem drużynę. Wszystko musi szybko zafunkcjonować, musi powstać układ, który pozwoli nam pozytywnie skończyć eliminacje.

Paweł Zagumny chyba nie zapomniał, jakie piłki do ataku lubisz, więc w czym dokładnie tkwi problem?

- W tym, że gram teraz zupełnie inaczej niż kilka lat temu.

Na co dzień w Skrze Bełchatów wystawia ci rozgrywający, który gra w innym stylu niż rozgrywający naszej kadry i brakuje czasu, żebyś się przyzwyczaił do piłek od Zagumnego czy Fabiana Drzyzgi?

- Tak, to jest istotny problem. W dwa tygodnie nie da się wypracować mechanizmu. Teraz gram naprawdę zupełnie inaczej niż pięć lat temu. Żeby się zgrać, trzeba dużo pracy, a na razie mieliśmy mało czasu. Dam przykład, a nawet dwa. Z Miguelem [chodzi o Miguela Angela Falascę, obecnego trenera Skry, który w latach 2008-2012 był rozgrywającym bełchatowskiej drużyny] graliśmy bardzo szybko, ale dopiero po roku wspólnej pracy. Tyle czasu potrzebowaliśmy, żeby się dobrze zrozumieć. Z Nico [chodzi o Nicolasa Uriarte, obecnego rozgrywającego Skry] zajęło nam to kilka miesięcy. Ułamek sekundy decyduje o tym, że ja nie jestem w tempo albo piłka nie jest w tempo. Na to trzeba czasu, a czasu na razie nie mieliśmy. Co zrobić, trzeba tak przygotować drużynę, żeby osiągnąć kwalifikację do mistrzostw Europy, a o mistrzostwach świata pomyślimy później.

Brakuje ci czasu na zgranie się z Zagumnym czy Drzyzgą, ale pierwszy raz od dawna nie narzekasz na zdrowie. Bo nie narzekasz, prawda?

- Każdy z nas po sezonie odczuwa jakieś dolegliwości. Są one związane ze zmęczeniem. Też mam swoje problemy, ale nie dolega mi nic poważnego. To zwykłe przeciążenie. Dobra odnowa biologiczna pozwoli mi spokojnie dalej pracować.

Więcej o: