Siatkówka. Anastasi: Wierzę, że będziemy grali jeszcze lepiej

- To mój trzeci sezon pracy z reprezentacją. W dwóch poprzednich notowaliśmy progres i wierzę, że w tym roku będziemy grali jeszcze lepiej - mówi w rozmowie z radiem TOK FM trener kadry siatkarzy Andrea Anastasi

Piątkowym meczem towarzyskim z Serbami Polacy zaczynają sezon, w którym najpierw będą bronić zwycięstwa w Lidze Światowej, a następnie spróbują wskoczyć na podium polsko-duńskich mistrzostw Europy.

Kacper Merk: Denerwują pana głosy, że ten sezon będzie przejściowym, między rokiem olimpijskim a rokiem mistrzostw świata w Polsce ?

Andrea Anastasi: Nie, bo tak mogą mówić dziennikarze, ale na pewno nie ja. Zresztą trudno mówić o sezonie przejściowym, skoro nasz skład zbytnio się nie zmienił. Pod tym względem jestem zresztą szczęściarzem, gdyż zawodnicy doskonale znają system gry i poszczególne rozwiązania, dlatego nawet Bartosz Kurek czy Łukasz Żygadło, którzy dołączyli do nas najpóźniej, po dwóch, trzech dniach wyglądają tak, jakbyśmy trenowali razem od miesiąca.

Wiem doskonale, że większość kibiców w Polsce czeka już na przyszłoroczne mistrzostwa świata - to zrozumiałe, bo będziecie ich gospodarzem i liczycie zarówno na doskonałą organizację, jak i na wynik. Ale ja nie wybiegam myślami tak daleko; w tej chwili liczy się to, co tu i teraz, bo jeśli jednego dnia wykonamy naszą pracę bez zarzutów, to następnego startujemy już z odrobinę wyższego poziomu. W ten sposób stajemy się lepsi, a to jest mój główny cel.

Z reprezentacją Polski pracuję już trzeci sezon i mogę śmiało stwierdzić, że w tym czasie wykonaliśmy niesamowity postęp. Owszem, zaraz pojawią się głosy, że przecież na igrzyskach nie było medalu, ale przecież wcześniej wygraliśmy Ligę Światową, co było ogromnym osiągnięciem. Teraz chcemy być jeszcze lepsi, a patrząc na to, jak ciężko zawodnicy pracują na treningach, jestem pewien, że czeka nas kolejny progres.

KM: W zeszłym roku graliście w czerwcu, lipcu i na początku sierpnia. Teraz najważniejsza impreza - mistrzostwa Europy - jest dopiero we wrześniu. Czy to coś zmienia w przygotowaniach?

AA: Nie, bo dla mnie najważniejszy jest w tej chwili pierwszy mecz Ligi Światowej z Brazylią. W zeszłym roku wygraliśmy te rozgrywki pierwszy raz w historii, ale ciągle nam mało. Nie wiem, czy w tym sezonie uda się to powtórzyć, ale na pewno będziemy próbować. Do mistrzostw Europy jest jednak jeszcze tak dużo czasu, że nie poświęcam im aktualnie zbyt wiele uwagi.

Teraz sen z powiek spędza mi Liga Światowa, po niej będziemy mieli dwa tygodnie wolnego, bez jakichkolwiek treningów, więc wtedy będzie czas, by myśleć o mistrzostwach Europy.

KM: W Lidze Światowej bronicie trofeum, ale wygląda na to, że w tym roku powtórzyć sukces może być znacznie trudniej.

AA: Faktycznie, już sam awans do turnieju finałowego będzie znacznie trudniejszym zadaniem. Światowa federacja zmieniła zasady rozgrywek i w grupie, oprócz nas, jest pięć innych zespołów, z których każdy to absolutna światowa czołówka. A do turnieju finałowego zakwalifikują się tylko dwa najlepsze.

Nie wiem, czy to była słuszna zmiana, ale skoro się dokonała, musimy stawić jej czoła. Jeśli uda się awansować, będę szczęśliwy, ale jeśli odpadniemy po walce - też nic się nie stanie. Najważniejsze, by zawodnicy dali z siebie wszystko. Ale oczywiście naszym najbliższym celem jest w tej chwili awans do turnieju finałowego.

KM: To jeszcze pytanie o tenis, bo wiem, że to pana druga miłość. Oglądał pan ostatnie mecze Jerzego Janowicza?

AA: Niestety nie, bo w Spale nie mieliśmy Polsatu Sport, a w TVP pokazywali akurat mecze mojej rodaczki Sary Errani. Ale oczywiście wiem doskonale, jak dobrze wypadł na turnieju w Rzymie.

Myślę, że Janowicz jest w stanie spokojnie awansować do pierwszej dziesiątki światowego rankingu, pod warunkiem, że poprawi koncentrację - bo czasem mam wrażenie, iż na korcie bywa rozkojarzony i przez to przegrywa. Ale możecie mu powiedzieć, że chętnie zostałbym jego trenerem i wtedy moglibyśmy pracować nad tym wspólnie (śmiech). Oczywiście żartuję, ale faktycznie, o tenisie mógłbym rozmawiać godzinami.

Więcej o: