Siatkówka. W piątek PZPS zdecyduje. Nawrocki już to zrobił

Najpierw miało być dzielenie funkcji, potem Nawrocki stanął przed dylematem - Skra albo kadra. W czwartek kandydat na trenera reprezentacji Polski spotkał się z prezesem PZPS Mirosławem Przedpełskim. I powtórzył swoje stanowisko - jak kadra to tylko z klubem w pakiecie.

Decyzja zapaść ma w piątek. Ale już zwalniając poprzedniego trenera, PZPS pokazał, że jak wie swoje, to trudno go przekonać. Czy to po włosku, czy po polsku. Jacek Nawrocki próbował w czwartek jeszcze raz przedstawić działaczom swoją wizję prowadzenia kadry. To znaczy przekonać ich, że wariant podwójnej roli jest dla reprezentacji dobry. Według niego - najlepszy.

- Ta pozycja i doświadczenie nabywane w klubie zdecydowanie by mi pomogły, i kontrolować zawodników, mieć pieczę nad nimi, i łatwiej się dogadywać - wyjaśnia szkoleniowiec mistrza Polski. - No cóż, jeżeli ktoś nie chce tego wykorzystać - trudno. Ja każdą decyzję przyjmę.

Sam Nawrocki też musiał podjąć decyzję - czy dać swojej karierze mocnego kopa i objąć kadrę jednej z czołowych drużyn świata (ryzykując jednocześnie, że sam może dostać mocno w tyłek), czy zostać w Bełchatowie na "ciepłej posadce" (nazwanej tak bardziej przez zazdrość niż złośliwość). Przed czwartkową rozmową z szefem Związku - Miłosławem Przedpełskim, nie musiał jednak długo myśleć. - Ja już wcześniej podjąłem decyzję. Jestem gotowy na pracę w reprezentacji, oczywiście przy utrzymaniu pracy ze Skrą.

- Ja po prostu nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego powstał ten konflikt interesów - zastanawia się Nawrocki. - W mojej opinii, to jest najlepsze rozwiązanie. Dużo lepsze, niż rezygnacja z prowadzenia klubu i szkolenie tylko i wyłącznie reprezentacji. W obecnej sytuacji, kiedy kadra nie potrzebuje przeobrażeń, kiedy trener ligowy ma możliwość oglądania zawodników i bezpośredniego kontaktowania się z nimi. Według mnie, nie byłoby lepszej sytuacji. Nie w kontekście mojej osoby, ale mówię o kandydacie jako takim. Nie widzę przeszkód, żeby prowadzić jedną i drugą drużynę - tłumaczy trener Skry, który w mistrzowskim klubie pracuje od 11 lat.

Jako "podwójny" szkoleniowiec Nawrocki przez kolejne lata pracowałby 12 miesięcy w roku. I to na najwyższych obrotach, będąc nieustannie pod ogromną presją. Zawodnicy po treningu wracają do domu, wtedy trener dopiero swoją pracę zaczyna. - Ale czas pracy w klubie i reprezentacji się nie pokrywa - ripostuje szkoleniowiec Skry. - Poza tym mnie siatkówka nakręca. Czym więcej tej pracy, tym więcej mam sił do jej wykonywania.

PZPS i Jacek Nawrocki są siebie godni. Obie strony są nieugięte, choć wciąż zgodnie recytują "Liczę, że się dogadamy". Jeśli jednak nie, Nawrocki żalu mieć nie będzie. Przynajmniej do związku. Do tych, którzy mu doradzali - jednak tak.

- We wszystkich rozmowach mówiłem, jakie jest moje stanowisko. Nie ma tu mowy o jakimś żalu, jakimś złym komentowaniu. Są ludzie, którzy decydują. Wierzę, że podejmą najrozsądniejszą decyzję. Na początku była taka alternatywa - chęć pogodzenia tych dwóch stanowisk. Myślę, że wiele osób, którym tak naprawdę chyba nie zależy na siatkówce, którzy by się wkurzyli, jakby coś się udało bez ich udziału, wiele ludzi opiniotwórczych, starało się podać inną wizję - mówi trener. Zdecydowany sprzeciw wobec łączenia stanowisk wyraził głośno Wydział Szkolenia - ciało doradcze PZPS. - Cenię sobie mocno jego opinię. Zasiadają z nim byli trenerzy kadry, jak Waldemar Wspaniały - wymienił dla przykładu prezes Przedpełski. Zapewne nieprzypadkowo. - Cokolwiek się teraz stanie, ja to uszanuję - kończy trener Skry. Czy również kadry - dowiemy się w piątek.

24 godziny Nawrockiego ?

Więcej o: