Finał Pucharu Polski już w półfinale. Skra z Resovią

PGE Skra i Resovia Rzeszów to dwie najsilniejsze polskie drużyny, więc finał pucharu z ich udziałem byłby oczywistością. Ale w wyniku rozstawienia lider i wicelider PlusLigi trafili na siebie już w półfinale

W roku rozgrywki ligowe i pucharowe w Polsce są rozbudowane do monstrualnych wręcz rozmiarów. Turniej finałowy Pucharu Polski rozpoczął się już w czwartek w Nowym Dworze Mazowieckim i Legionowie. W tym pierwszym mieście najpierw Tytan AZS Częstochowa pokonał 3:0 Delectę Bydgoszcz, a PGE Skra w takim samym rozmiarze wygrała z pierwszoligowym GTPS-em Gorzów.

Mistrzowie Polski tylko w trzecim secie mieli kłopoty, bowiem przegrywali nawet 11:14. Rywale ryzykowali w ataku i zagrywce, czym zaskoczyli rozluźnionych bełchatowian. Szybko jednak gra wróciła do normy, bo kolejne pięć punktów zdobyła PGE Skra.

Trener Jacek Nawrocki dał szansę występu niemal wszystkim swoich podopiecznym. Brakowało jedynie środkowych - Marcina Możdżonka i Daniela Plińskiego. Pierwszy po blisko trzytygodniowym leczeniu kontuzji zaczął już normalne treningi, ale na razie nie może jeszcze grać. Pliński był w składzie, rozgrzewał się, lecz lekki uraz ścięgna Achillesa sprawił, że szkoleniowcy PGE Skry dali mu odpocząć. - Na półfinał powinien być gotowy - zapewniał Nawrocki.

W walce o finał dojdzie do rewanżu za poprzednią edycję Pucharu Polski. Wówczas klub z Bełchatowa już w ćwierćfinale trafił na Resovię. Na wyjeździe przegrał 0:3, zaś w rewanżu triumfował, ale tylko 3:1. To drugie spotkanie wywołało ogromne kontrowersje, a w negatywnej roli wystąpili sędziowie, którzy mylili się na niekorzyść PGE Skry.

Oba zespoły spotkają się po raz trzeci w tym sezonie. Na razie bilans jest wyrównany, bo w Rzeszowie 3:1 wygrali gospodarze, a PGE Skra w takim samym stosunku zwyciężyła 30 grudnia w hali Energia. Teraz stawka jest znacznie większa, ponieważ zespoły walczą nie tylko o prestiż, jakim jest posiadanie Pucharu Polski, lecz także o zapewnienie sobie gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

Rzeszowianie w ćwierćfinale pokonali AZS Politechnikę Warszawską 3:1. Nie było im łatwo, bo poza pierwszym setem, kiedy rozszalał się Georgy Grozer, jeszcze w końcówkach prowadził zespół ze stolicy. Ciekawostką jest to, że w podstawowej szóstce rzeszowskiej drużyny występował tylko jeden Polak - Łukasz Perłowski. Oczywiście był jeszcze libero Krzysztof Ignaczak. Według przepisów PZPS-u jednocześnie na boisku powinno być co najwyżej trzech obcokrajowców, lecz w Resovii polskie paszporty mają też reprezentant Włoch Michele Baranowicz oraz Białorusi Aleh Achrem. Ten drugi polski paszport ma od tygodnia.

Nie zmienia to jednak faktu, że klub z Rzeszowa ma bardzo mocny skład. Siłą drużyny jest ofensywa, która opiera się na Grozerze i Achremie. Pewne zwycięstwo PGE Skry w grudniowym pojedynku było możliwe dzięki powstrzymaniu tych graczy. Obaj dysponują świetną zagrywką, zaś w ataku mało kto może im dorównać. Dotychczas bełchatowianie byli lepsi od rzeszowian na środku, lecz teraz siły się wyrównały, bo trener Ljubomir Travica może bez ograniczeń korzystać z mistrza olimpijskiego Ryana Millara.

Jednak PGE Skra nie może mieć kompleksów, bowiem ma siatkarzy na pewno nie gorszych od Grozera, Millara, Achrema czy Mateja Cernicia. Problem w tym, że Bartosz Kurek, Michał Winiarski, Mariusz Wlazły czy Miguel Angel Falasca rozegrali w tym sezonie znacznie więcej spotkań od rzeszowian.

- O naszej lepszej czy gorszej formie można by mówić, gdybyśmy normalnie przepracowali choć jeden mikrocykl. Uważam, że wszystko leży w głowach siatkarzy - twierdzi trener Nawrocki. I dodaje, że zawsze ostrożnie ocenia szanse swojego zespołu. - Dlatego staram się otaczać współpracownikami bardzo optymistycznie nastawionymi do życia.

Dobrej myśli jest Pliński, który w piątek normalnie ćwiczył. - Trochę czuję tę nogę, ale będę żył - zapowiada. - Na treningu nasza dyspozycja wyglądała dobrze.

Spotkanie półfinałowe rozpocznie się w sobotę o godz. 14.45 (transmisja w Polsacie Sport) na warszawskim Torwarze. O 17.30 na boisko wyjdą Zaksa Kędzierzyn-Koźle (pokonała 3:1 broniący pucharu Jastrzębski Węgiel) i Tytan AZS Częstochowa. Finał zaplanowany jest w niedzielę o godz. 14.45 (Polsat Sport i TV4).