Nie ma mocnych na PGE Skrę. Teraz rozbili Resovię

Bełchatowscy siatkarze wygrali dziesiąty kolejny mecz w PlusLidze. Tym cenniejszy, że zrewanżowali się Resovii za jedyną ligową porażkę w tym sezonie.

W środę PGE Skra nie dała szans liderowi - Tytanowi AZS Częstochowa - i wróciła na pierwsze miejsce w tabeli. Już dzień później zaczęła odrabianie zaległości spowodowane uczestnictwem w mistrzostwach świata w Katarze.

Jej trener zaczął mecz na szczycie niczym pokerzysta. Bo w podstawowej szóstce można było spodziewać się Jakuba Novotnego, zwłaszcza, że dzień wcześniej Mariusz Wlazły napracował się bardzo solidnie. Nie wiem jednak, czy w rzeszowskim zespole ktoś spodziewał się na boisku Pawła Woickiego. Drugi rozgrywający zespołu z Bełchatowa w sezonie 2008/2009 był zawodnikiem Resovii. Może Jacek Nawrocki liczył, że występ przeciwko swojemu byłemu klubowi będzie dla Woickiego dodatkową mobilizacją? Z drugiej zaś strony, czy w takim meczu potrzeba dodatkowych bodźców? Przecież grają dwa najsilniejsze kadrowi zespoły w PlusLidze. - Długo dojrzewałem do tej decyzji - mówił o wystawieniu Woickiego Nawrocki.

Pierwszy set to był pokaz siły w wykonaniu obu zespołów. Wygrali go gospodarze, bo oprócz wyrównanego składu mają Mariusza Wlazłego. W połowie seta kapitan drużyny pojawił się na boisku przy podwójnej zmianie i nie dość, że skutecznie atakował, to popisał się niesamowitą serią zagrywek. Gdy zaczynał serwować, PGE Skra prowadziła 18:15, gdy skończył - 23:16! Wtedy stało się jasne, że lider obejmie prowadzenie 1:0, choć asy Georga Grozera i Aleha Achrema zmusiły Nawrockiego do poproszenia o przerwę.

Drugi set był bardziej wyrównany, choć podobny do inauguracyjnego. Znów o sukcesie gospodarzy zdecydowała bardzo trudna i przede wszystkim regularna zagrywka. Bo rzeszowianie też potrafili serwami zdobywać punkty, ale nie byli tak równi jak ich przeciwnicy. Resovia prowadziła już 19:15, ale wtedy po czasie Michał Baranowicz zaserwował w siatkę.

Wtedy obudziła się PGE Skra. Jej siatkarze włączyli swoje niesamowite zagrywki, a w roli głównej znów wystąpił Wlazły (wcześniej znów weszli z Miguelem Falascą na podwójna zmianę). Po ataku Michała Winiarskiego był remis 20:20, a za chwilę ten sam gracz belchatowskiej drużyny zablokował Grozera. Później zawodnikom Resovii dał się we znaki najmłodszy wśród gospodarzy Karol Kłos. Najpierw po jego zagrywce i złym przyjęciu piłka przeleciała na stronę PGE Skry, a po chwili obronił atak przeciwnika, a kontrę i seta skończył Stephane Antiga.

W tym momencie stało się jasne, że Resovia nie dogoni lidera (przed meczem traciła do bełchatowian trzy punkty). Okazało się jednak, że w spotkaniu na szczycie trudno jest przez cały czas grać tak skutecznie jak PGE Skra w dwóch setach. Ponad 60 proc. ataków mistrzów Polski kończyło się zdobyciem punktów, co naprawdę jest znakomitym wynikiem. I to w sytuacji, kiedy lekki spadek formy przeżywa Bartosz Kurek jeden z asów zespołu w ofensywie. Ale nawet wtedy jest niesamowicie groźny, o czym można się było przekonać później...

Rzadko kiedy udaje się utrzymać taki poziom, tym bardziej że po drugiej stronie jest naprawdę bardzo silny przeciwnik, mający w składzie gwiazdy światowego formatu.

W trzeciej partii role się odwróciły. Resoviacy zagrywkami skutecznie, nie mylili się w ataku i mieli szczęście. Przy wyniku 10:11 pomógł im sędzia, odgwizdując podwójne odbicie Daniela Plińskiego. To dziwna decyzja, bo akurat techniki, środkowemu z Bełchatowa może zazdrościć niejeden rozgrywający. Gościom wychodziło później wszystko, PGE Skrze nic. Długie wymiany wygrywali podopieczni Ludomira Travicy, a nawet kiedy atakowali w aut, jak Grzegorz Kosok, to piłka otarła się o głowę Plińskiego. Ale szczęście sprzyja lepszym, a takimi byli wtedy zawodnicy z Rzeszowa.

Ich nadzieje na dobry wynik w spotkaniu prysły jednak bardzo szybko. Trener Nawrocki w czwartej partii postawił na swoją najsilniejszą obecnie szóstkę, która już na pierwszej przerwie technicznej prowadziła 8:4. Rozpędzeni bełchatowianie grali jak w transie. Dla Wlazłego, Kurka czy Winiarskiego nawet potrójny blok nie był przeszkodą, zaś w obronie siatkarze PGE Skry spisywali się wręcz rewelacyjnie. Przewaga rosła i rosła, a rywale coraz niżej spuszczali głowy. Ostatni punkt zdobył zastępujący Możdżonka Kłos wspaniale blokując Achrema.

Nagrodę dla najlepszego zawodnika spotkania otrzymał Michał Winiarski. Już w niedzielę o godz. 14.45 bełchatowianie zagrają w Kędzierzynie z Zaksą (transmisja w Polsacie Sport i TV4).

PGE Skra - Resovia 3:1

Sety: 25:20, 25:22, 16:25, 25:14

PGE Skra: Woicki 1, Winiarski 15, Kłos 7, Novotny 9, Kurek 8, Pliński 6, Zatorski (libero) oraz Wlazły 13, Falasca 3, Antiga 3, Wnuk, Bąkiewicz 1

Resovia: Baranowicz, Cernić 12, Kosok 10, Grozer 13, Achrem 11, Grzyb 4, Ignaczak (libero) oraz Mika 2, Millar, Buszek 1

Statystyki

Atak: 51:45 proc.; blok: 10:7, asy: 9:6, przyjęcie zagrywki: 48:42

Powiedzieli po meczu

Tomasz Józefacki, kapitan Resovii: - Był to mecz, w którym Skra zdecydowanie narzuciła swój styl gry. Szkoda nam drugiego seta, w którym mieliśmy przewagę, ale wtedy przyszła świetna seria zagrywek rywali. Popełniliśmy za dużo własnych błędów, stąd brała się przewaga bełchatowian, a nam trudno było gonić.

Mariusz Wlazły, kapitan PGE Skry: - Chcieliśmy zrewanżować się za spotkanie w Rzeszowie [przegrane 1:3] i to nas napędzało. W drugim secie straciliśmy kontrolę nad tym, co działo się na boisku, ale szybko się pozbieraliśmy. Życzę wszystkim dużo zdrowia, bo ta liga ma zawrotne tempo.

Lubomir Travica, trener Resovii: - Gra była równa. W statystykach nie ma dużej różnicy. Nie wiem, czy mogę tak powiedzieć, ale w czwartym secie powodem wysokiej przegrane była duża głupota. Stąd brały się proste błędy.

Jacek Nawrocki, trener PGE Skry: - Dzisiaj się bardzo cieszymy, ale myślę w tym sezonie przed nami jeszcze dużo bardzo ważnych spotkań z Resovią. Gra była wyrównana, a kto kogo dopadł zagrywką, robił przewagę. Jestem zadowolony z postawy moich zawodników.

Tabela PlusLigi