PGE Skra Bełchatów znów jest liderem ekstraklasy

PGE Skra pokonała Tytana AZS Częstochowa i znów jest pierwsza w tabeli PlusLigi. Niestety, straciła podstawowego zawodnika, który doznał kontuzji

Mecz na szczycie był bardzo zacięty i emocjonujący, a ostatni set rozgrzał kibiców do czerwoności. Najpierw wysoko prowadzili w nim goście (17:12), by szybko stracić przewagę. Ale częstochowianie potwierdzili, że nie przypadkiem są tak wysoko w tabeli, bo w końcówce zdobyli cztery punkty z rzędu i mieli setbola. Jednak wtedy PGE Skra pokazała klasę. Mariusz Wlazły zablokował Dawida Murka, a powrót na pozycję lidera przypieczętował atakiem Michał Winiarski.

Przed trenerami PGE Skry stanęło wielkie wyzwanie, jakim były mecze dzień po dniu z liderem i trzecią drużyną w tabeli PlusLigi. Z pewnością jednak był to większy kłopot dla innych polskich zespołów, nawet czołowych. Na szczęście mistrzowie Polski mają bardzo wyrównaną kadrę, więc Jacek Nawrocki zdecydował się na inne ustawienie szóstki, niż oczekiwano.

Bo we wcześniejszych ważnych spotkaniach na boisko wychodzili Bartosz Kurek i Winiarski, zaś jako atakujący grał Wlazły. Teraz dwaj ostatni zostali wśród rezerwowych, a do towarzystwa mieli m.in. Daniela Plińskiego. Wlazły i Winiarski długo nie czekali na wejście do gry. Zaczęło się od kłopotów z przyjęciem zagrywki Krzysztofa Gierczyńskiego, przez co PGE Skra straciła dwupunktową przewagę z pierwszej przerwy technicznej. Później jeszcze w ataku zaciął się Jakub Novotny i częstochowianie spokojnie powiększali przewagę.

W Tytanie AZS-ie świetnie spisywali się Gierczyński i owacyjnie powitany w Bełchatowie Dawid Murek. Obaj zdobywali punkty nawet w bardzo trudnych sytuacjach, najczęściej obijając blok. A ten w PGE Skrze nie funkcjonował zupełnie. Pierwszy punkt bełchatowianie zdobyli nim dopiero na początku drugiej partii.

Goście dominowali też w ataku. W pierwszym secie mieli aż 56-procentową skuteczność, podczas gdy ich przeciwnicy tylko 41. Nic dziwnego, że w kolejnym od początku zagrali już Winiarski, Pliński i Wlazły. I od razu było lepiej, zwłaszcza że cały czas bardzo dobrze serwował Stephane Antiga. Gdy dołączył do niego Miguel Falasca, przewaga PGE Skry zaczęła rosnąć.

Nękany zagrywką Gierczyński już nie był tak dobry w ataku, a Bartosz Janeczek nie mógł przebić się przez blok. Gospodarze wygrywali już 17:12 i stanęli. Tym razem nie radzili sobie z zagrywką Fabiana Drzyzgi. Nie pomagały przerwy brane przez trenera - rozpędzony Tytan AZS doprowadził do remisu 19:19. Ale to wszystko, na co pozwolili rywalom podrażnieni bełchatowianie, szybko wyjaśniając sytuację, bo przy stanie 24:20 nic złego nie mogło ich spotkać. Co prawda stracili dwa punkty, ale wynik meczu został wyrównany po efektownym ataku wprowadzonego na ostatnią akcję Karola Kłosa.

Widać jednak bełchatowianom potrzebne było takie niezbyt przyjemne przebudzenie po świątecznej przerwie. Trudno się jednak dziwić temu, że nie zaczęli meczu najlepiej, skoro tak dużo wolnego jeszcze w tym sezonie nie mieli. Prawdopodobnie ich organizmy odzwyczaiły się od takiej częstotliwości rozgrywania meczów. Kiedy mistrzowie Polski weszli na swoje normalne obroty, goście byli bezradni.

W trzecim secie trener Marek Kardos musiał wymienić pół szóstki, bo jego drużyna nie istniała. Pierwszy punkt zdobyła, gdy PGE Skra miała już pięć, a później przewaga tylko rosła. Euforię na trybunach i podziw w oczach przeciwników wywoływała zwłaszcza gra obronna bełchatowian. Antiga, Falasca czy Paweł Zatorski podbijali piłki, które większość siatkarzy tylko odprowadzałaby wzrokiem.

Gospodarze grali koncertowo i wygrali bardzo wysoko. Niestety, mieli ogromnego pecha w ostatniej akcji, kiedy potrójnym blokiem zatrzymali Gierczyńskiego. Piłka trafiła w ręce Falaski, ale skaczący obok Marcin Możdżonek nieszczęśliwie spadł na nogę Hiszpana. Po chwili środkowy PGE Skry zwijał się z bólu, a boisko opuścił znoszony przez lekarza i masażystów.

Ta sytuacja trochę rozbiła gospodarzy, bo pozwolili rywalom odrodzić się. Jednak emocjonująca końcówka znów należała do nich.

W czwartek o godz. 20.30 (transmisja w Polsacie Sport) PGE Skra będzie miała okazję zrewanżować się za jedyna porażkę w tym sezonie w PlusLidze. W Rzeszowie mistrzowie Polski przegrali 1:3. Resovia przyjedzie do Bełchatowa z Kielc, gdzie w środę pokonała Fart Kielce 3:1.

PGE Skra - Tytan AZS 3:1

Sety: 19:25, 25:22, 25:14, 27:25

PGE Skra: Falasca 3, Antiga 8, Kłos 8, Novotny 3, Kurek 2, Możdżonek 7, Zatorski (libero) oraz Winiarski 16, Wlazły 22, Pliński 7, Woicki

AZS: Drzyzga 2, Gierczyński 16, Wiśniewski 10, Janeczek 9, Murek 9, Nowakowski 3, Dębiec (libero) oraz Gradowski, Hebda 6, Sobala 2, Oczko