Siatkówka. Skra najlepsza w Lidze Mistrzów

Siatkarze PGE Skry Bełchatów grają jak opętani. Jako jedyni w Lidze Mistrzów zdobyli komplet punktów. Ba, nie stracili nawet seta! A rywalizują w najmocniejszej grupie, z dwoma niedawnymi triumfatorami rozgrywek

Bełchatowianie po raz szósty występują w najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów. Ale grają jak nigdy. Minęły ledwie trzy z sześciu grupowych kolejek, a są niemal pewni awansu do następnej rundy. Choć biją się z broniącym trofeum Trentino (zwycięzca dwóch ostatnich edycji) i VfB Friedrichshafen, triumfatorem z 2007 roku, nie stracili dotąd ani seta. Takiego bilansu nie ma żaden inny klub.

Triumfu nad Włochami nie można nawet tłumaczyć częściowo kryzysem rywali, bo ci w Serie wygrają zazwyczaj do zera. W środę o sile Skry przekonał się jej najbardziej niewygodny rywal - mistrz Niemiec, który w Trento przegrał tylko 2:3, a z bełchatowianami wygrał wcześniej wszystkie cztery mecze. - Jestem w Bełchatowie cztery lata, ale tak dobrze nie graliśmy nigdy - uważa Daniel Pliński.

Sukcesy Skra odnosi w roku dla polskiej siatkówki fatalnym. Co sprawiło, że zawodnicy, którzy mieli problemy w Lidze Światowej czy mistrzostwach świata, w klubie spisują się świetnie? - Drugi rok gramy w praktycznie niezmienionym składzie, więc coraz lepiej się rozumiemy - twierdzą Pliński i Michał Winiarski.

Przed sezonem w zespole doszło do jednej poważnej zmiany - reprezentacyjnego libero, wicemistrza świata z 2006 r. Piotra Gacka zastąpił 20-letni Paweł Zatorski, wychowanek Skry. Spisuje się tak dobrze, że w Bełchatowie już zapomniano o utytułowanym poprzedniku. - To kapitalny chłopak, który z meczu na mecz robi postępy - chwali libero trener Jacek Nawrocki. Po spotkaniu z Trentino rozgrywający przeciwnika Łukasz Żygadło stwierdził, że nie poznaje Zatorskiego na boisku. - A znam go dobrze, bo trenowaliśmy razem w kadrze - dodał.

Wreszcie oczekiwania spełnia też Miguel Falasca. Dotychczas Hiszpan niezłe mecze przeplatał słabymi i w sumie rozczarowywał, bo po mistrzu Europy spodziewano się więcej. Teraz Falasca jest jednym z liderów zespołu. Niewykluczone, że pomogło mu odejście z klubu Macieja Dobrowolskiego, przez co czuje się pewniej, nie czuje presji spowodowanej rywalizacją z pięciokrotnym mistrzem Polski.

Ale rywalizacja w kadrze jest ostra. Wśród 13 zawodników tylko Radosław Wnuk nie jest aktualnym reprezentantem kraju. Szkoleniowiec stara się często zmieniać skład, choć - jak twierdzi - łatwiej byłoby postawić na jedną szóstkę. Dzięki rotacjom Skra niemal bezboleśnie wytrzymuje maraton, jaki zafundowali siatkarzom szefowie PlusLigi. Wygrała ostatnie osiem meczów, tracąc w nich jeden punkt i trzy sety.

Jeszcze niedawno sposobem na pogrążenie mistrza było celowanie zagrywką w Bartosza Kurka. To już przeszłość. Przeciwko Friedrichschafen skrzydłowy przyjmował serwy ze skutecznością 54 proc., a z Trentino, które ma w składzie takich bombardierów jak Matej Kazijski czy Jan Stokr - 62 proc.

Skrzydła są tak mocne, że mało gra Stephane Antiga. Jeszcze rok temu trudno było wyobrazić sobie bez niego Skrę, teraz w najsilniejsze szóstce, bo taka już chyba się wykrystalizowała, częściej wychodzą Kurek i Winiarski. Ten ostatni stracił większość poprzedniego sezonu z powodu kontuzji barku, ale ostatnio przypomina, dlaczego przez trzy lata grał w najlepszym klubie świata, czyli Trentino. Przejął rolę Antigi, ale lepiej od Francuza atakuje i blokuje. I jest o sześć lat młodszy.

Wreszcie Mariusz Wlazły robi wszystko, by pokazać, że Daniel Castellani popełnił błąd, nie stawiając na niego na mundialu.

Siatkarze Skry zgodnie podkreślają wielką rolę trenera. Gdy Nawrocki zastąpił rok temu Castellaniego, miażdżąca większość kibiców - co było widać na internetowych forach siatkarskich - prorokowała, że sobie nie poradzi.

- Nawrocki jest najmocniejszym ogniwem Skry - twierdzi dziś Pliński. - To świetny fachowiec, ale najważniejsze jest coś innego: sztuką jest sprawić, by wśród 13 ludzi, którzy chcą grać, zadowoleni byli nawet ci, którzy nie grają.

Zapłacę zdrowiem - ostrzega Świderski  ?

Więcej o: