Największa niespodzianka kolejki w Kędzierzynie: Druga wpadka Zaksy

Zagumny, Świderski i spółka znów na deskach. Tym razem u siebie, z Jastrzębskim Węglem 1:3.

Z żadną drużyną Zaksie Kędzierzyn-Koźle nie gra się tak źle jak z Jastrzębskim Węglem. Teraz jednak sytuacja jest nieco inna niż w poprzednich sezonach. Po wielkich, a może i największych w lidze transferach kędzierzynianie to faworyci do złota. W drugim meczu z rzędu zeszli jednak z boiska pokonani. Tym razem bez punktów zostawili ich jastrzębianie, którzy przed sezonem stracili kilku kluczowych siatkarzy.

- To spotkanie zupełnie nam nie wyszło - komentował kapitan Zaksy Sebastian Świderski. - Nie spodziewaliśmy się, że Jastrzębie pokaże lwi pazur. W dodatku środowa potyczka ze Skrą Bełchatów także dała nam się we znaki. Seryjnie popełnialiśmy błędy i to się na nas zemściło - dodawał, a jego trener Krzysztof Stelmach nie krył rozczarowania. - Rywale pokazali charakter, którego u nas brakowało. To wszystko wyglądało, jakbyśmy grali ze sobą pierwszy raz w tym sezonie. Brakowało nam spokoju, opanowania i cierpliwości. Słabo spisywaliśmy się zarówno w pierwszym ataku, jak i w kontrze. Musimy być bardziej agresywni - mówił Stelmach.

Patrząc na składy, gospodarze powinni wygrać bez straty seta. Na nic jednak powrót Świderskiego i przybycie trójki reprezentantów Polski z Zagumnym na czele. Jastrzębski Węgiel jak żaden inny klub nie leży kędzierzynianom. Drużyny te od lat sześciu lat co sezon spotykają się w fazie play-off. Za każdym razem lepsi byli siatkarze ze Śląska - zwyciężyli 18 razy, a ulegli jedynie w sześciu meczach.

Zeszłoroczne starcie było chyba jednym z najdramatyczniejszych - drużyna Krzysztofa Stelmacha prowadziła już 2-1 w batalii do trzech wygranych, a w czwartym meczu do osiągnięcia finału zabrakło im wygrania tylko jednego seta. Jastrzębianie odwrócili jednak losy meczu, już kolejnego, i to oni walczyli o złoto.

- To zwycięstwo było dla nas bardzo ważne, bo wcześniej graliśmy dobrze, ale nie zdobywaliśmy punktów. Przyjechaliśmy do Kędzierzyna walczyć i te trzy oczka wywalczone tutaj są dla nas niezmiernie istotne - cieszył się kapitan gości Grzegorz Łomacz. Jego szkoleniowiec Igor Prielożny dodawał: - Obawiałem się tego meczu, bo przecież Zaksa należy do faworytów ligi. Na szczęście nasza dobra dyspozycja przełożyła się na wynik. I tutaj chciałbym pochwalić Mitje Gaspariniego który był najjaśniejszym punktem tego meczu i pociągnął nas do wygranej.

Zaksa Kędzierzyn - Koźle - Jastrzębski Węgiel 1:3 (26:28, 28:26, 22:25, 23:25)

Forma wraca! Mariusz Wlazły znów straszy rywali ?

Więcej o: